Kroniki Rogatej Jedi cz. 3 - Przyjaciel w potrzebie

Go down

Kroniki Rogatej Jedi cz. 3 - Przyjaciel w potrzebie

Pisanie by Gray Jedi MAster on Czw Mar 30, 2017 8:38 pm

- Decyzją Rady i z woli Mocy, Ashoni Vaner, mianujemy Cię Jedi. Rycerzem Republiki. Możesz powstać - rzekła Wielka Mistrzyni, a jej głos odbił się echem po sali Rady Jedi.
Świerzo mianowana Jedi powstała, pozbierała szaty z podłogi, ukłoniła się i wyszła. Widać było, że się cieszy ale robiła wszystko by zbyt bardzo nie było tego widać.
Zaledwie kilka godzin później została wezwana do tej samej sali. Ash zdążyła się w międzyczasie przebrać w nieco jaśniejsze, dłuższe szaty, niemal sunące się za nią po świątynnej posadzce.
- Zostałaś przydzielona do misji ekspedycyjnej innego Rycerza - Syra Akisa. Polecisz z nim i z dwoma innymi Jedi na Dantooine.
Togrutantka pokiwała głową
- Sądzimy - kontynuowała rada - że Twoje umiejętności dowódcze mogą być tu przydatne. Dlatego od teraz Ty dowodzisz w ekspedycji - Ashoni oczy urosły do średnicy jej montrali
- Ale ... Ale przecież nie jestem Rycerzem nawet dzień! - zdziwiła się
- Rada zgodnie uznała, że jesteś gotowa... Co więcej. Gotowa byłaś już, gdy utraciłaś mistrza i zaczęłaś żyć na własną odpowiedzialność. Zdałaś wtedy ostatnią próbe - Mistrz się uśmiechnął - Dlatego doświadczeniem jako Jedi jesteś najstarsza w ekspedycji... I dlatego od dzisiaj Ty nią dowodzisz. Wasz statek odlatuje za półtorej godziny więc radziłbym...

***


- Revist?! - ocknęła się w jednej chwili - niemożliwe... - pomrugała kilka razy oczami by dojść do siebie. Miała wrażenie jakby na chwile wróciła jej więź z uczniem, który uznany został za zmarłego. Powrót więzi tłumaczyłby dość dobitnie retrospekcje senną... Przecież wszystko zaczęło się od jej pierwszej misji na Dantooine. W jednej chwili powróciły jej wszystkie wspomnienia. Treningi, rozmowy i sparingi. Westchnęła chicho pod nosem słysząc, że otwierają się za nią drzwi.

- Hahah! Jedi! Tacy groźni a jak się ich uśpi to śpią jak niemowlęta! - do sali wszedł pirat przerywając spokój Ashoni - zaczął wymachiwać rękoma dziwacznie gestykulując - Użyj "mocy" - nabijał się - stoję tuż przed Tobą... Nie widzisz? - uderzył Jedi otwartą ręką po twarzy by upewnić się czy na pewno nie śpi - No oswobodź się i mnie zabij! Przecież jesteś Jedi! Możesz przenosić rzeczy bez dotykania ich! - dalej próbował sprowokować Ash tym razem nią szarpiąc - Jak już sobie tak wisisz to może się z Tobą zabawie? - Jedi nie zwracała uwagi. Traciła już czucie w rękach i nogach powoli mdlejąc. Jednak zebrała w sobie na tyle siły by powiedzieć - Jeżeli chcesz zobaczyć ile jestem w stanie to mnie stąd zdejmij - pirat był dość pijany i mając w głowie już pare scenariuszy na przygody łóżkowe z togrutantką, zgodził się. Wyciągnął z tyłu urządzenie, które zwolniło wiązki energetyczne z nóg i kostek Jedi. Gdy tylko upadła na ziemię, użyła Mocy by odzyskać czucie i sekundę później sprzedała niespodziewanego kopniaka z półobrotu prosto w głowę pirata. Stracił przytomność i uderzył o posadzkę.

- No ta... Brawo mistrzyni... Tylko co dalej? - z ironią wyszeptała do siebie. Przed nią były stalowe drzwi, a ściany były z litej blachy bez jakiegokolwiek panelu sterowania czy cokolwiek. Musiały otwierać się od zewnątrz. A jeżeli tak było to ktoś musiał czekać na zewnątrz obserwując co się dzieje.
Wtem drzwi się otworzyły, a do sali wpadło dziesięciu chłopa z blasterami. Otoczyli szybko togrutantkę i uśpili strzelając jej strzałką usypiającą w kark. Upadła na ziemię bezwładnie kilka sekund po tym jak środek usypiający dostał się do jej krwioobiegu.

***


Obudziła się w złudnie podobnej sali. Z tym, że w tej zamiast drzwi, były laserowe grodzie, a ona sama była przykuta do ściany łańcuchem przyczepionym do kajdanek założonych za plecami. Ponadto na szyi miała swojego rodzaju obrożę elektryczną. Jednym słowem zero możliwości ucieczki. W jednym kącie stała miska, jak dla Akkdoga. Łańcuch był wystarczająco długi by sięgnąć do miski, ale za krótki by wyjść za połowę celi.
Po kilku godzinach do celi wrócił dowódca z mieczami świetlnymi togrutantki w dłoni.
- Widzisz to? - zaśmiał się szyderczo - nie będą ci dłużej potrzebne więc je spienięże na czarnym rynku
- Nawet nie próbuj! - krzyknęła podirytowana Jedi
- Nie tak niewolnik odzywa się do pana - odezwał się karcąco i nacisnął przycisk na nadgarstku odpowiadający za aktywowanie obroży elektrycznej. W jednej chwili Jedi zasyczała z bólu, upadła na kolana wijąc się w konwulsjach.
- Jak będziesz grzeczna to może zmniejszę moc - zaśmiał się i wyszedł z celi

***

Tak minęło jej kilka tygodni, w końcu miesięcy... Po pewnym czasie przestała mierzyć czas. Powoli zaczynała przyzwyczajać się do myśli, że nie uda jej się uciec. Każdą chwile poświęcała medytacji by spróbować nawiązać kontakt z byłym uczniem. Jednak regularne impulsy z obroży co kilka godzin utrudniały jej dosyć skutecznie skupienie.

***


Nie wiadomo kiedy, bo minęło około roku.
Do celi weszła miraliańska kelnerka z blasterem w dłoni.
- Mistrzyni Jedi! Mistrzyni Jedi, proszę się ocknąć! - podeszła i poklepała lekko Ashoni po policzkach. Togrutantka otworzyła oczy
- Ty... Pamiętam Cię... Kim jesteś?
- Kim jestem nie ma teraz znaczenia. Trzeba Cię wydobyć
- Racja
Miralianka wypaliła z blastera w miejsce złączenia kajdanek
- Dasz rade iść?
- Dam... - uśmiechnęła się - wiele ryzykujesz ratując mnie
- Ratuję też siebie, ale potrzebuję transportu. A z tego co wiem Mistrzyni ma statek. Togrutantka kiwnęła głową
- To w jakim stanie znajduje się ten statek to inna sprawa.
- Statek naprawiony. Kapitan nie odwołał rozkazu... Prawdopodobnie chciał sobie zachować statek mistrzyni jako trofeum
- Możliwe...
Miralianka spojrzała raz jeszcze na Ashoni.
- Trzeba mistrzyni załatwić jakieś ubranie - popatrzyła na zaniedbane, pomarańczowe, półnagie ciało togrutantki
- Gdzie wszyscy? - Jedi zwróciła uwagę na puste korytarze
- Jestem, a w zasadzie byłam kelnerką - uśmiechnęła się - dosypałam im do napojów proszku usypiającego. Mamy około godziny nim zorientują się co się stało
- Sprytnie... - skomentowała Ashoni używając Mocy do rozerwania obroży.
Dziewczyny ruszyły krętym korytarzem prosto do zbrojowni. Tam Jedi znalazła lekki pancerz bojowy, Mały blaster z kaburą, wibrosztylet i lornetkę. Wyekwipowani wyszli ze zbrojowni do centrum dowodzenia. Z głównego terminala udało im się odblokować wszystkie drzwi i pobrać na datapad mapę obszaru. Jak się okazało, baza piratów było oddalona od lądowiska i stoczni naprawczej o ponad dwieście klików
- Cóż... Oby znalazł się jakiś ścigacz. Albo najlepiej dwa
- Mistrzyni. Czas się kończy... - niecierpliwiła się miralianka
- Wiem! - odparła grzebiąc w konsoli - tędy! - pokazała na mapce wąski korytarz - z tego co widzę mają tu garaż.
Zielona pokiwała głową.
- A w garażu mogą być ścigacze
- Dokładnie
Po chwili kroczenia wąskimi korytarzykami i mijania bezwładnych ciał śpiących piratów dotarli do garażu. Po środku stał czarny ścigacz z malunkiem nagiej twi'lekanki na bokach, prawdopodobnie najszybszy.
- Mistrzyni potrafi tym latać?
- Kiedyś potrafiłam - odparła togrutantka szukając jakiejś kontrolki odpowiedzialnej za uruchomienie silnika - tak! - krzyknęła cicho do siebie uradowana, że udało jej się "ujarzmić bestie". Usiadła wskazując za sobą miejsce młodej dziewczynie. Przekręciła lekko przepustnice i na pełnej mocy wyleciała z garażu kierując się w stronę miejsca, gdzie przytrzymywany był jej statek.
Niestety kradzież ścigacza szefa bandy uruchomiła alarm, który postawił wnet na nogi całą bazę.
Po kilkunastu minutach miralianka odwracając głowę dostrzegła ścigający je średni patrolowiec.
- Mamy towarzystwo!
Ashoni zagryzła wargi i wjechała gęściej między drzewa. Patrolowiec nie odpuszczał. Po jakimś czasie, gdy drzewa się przerzedziły otworzył w ich kierunku ogień. Czerwoną, śmiercionośną, laserową serie z działka powtarzalnego niewiele dzieliło by trafić ścigacz, co w końcu się stało. Czarna maszyna zaczęła się z tyłu dymić. Ashoni widząc to krzyknęła do zielonej:
- Na trzy skacz. Raz. Dwa - obniżyła lot i prędkość - Trzy! - Miralianka zeskoczyła, a Ashoni wnet odbiła, kierując ścigacz w górę, otwierając przepustnice do oporu. Gdy był w połowie drogi do kolizji z patrolowcem, puściła się go i skoczyła na najbliższe drzewo, a z niego na ziemię, amortyzując upadek Mocą. Patrolowiec nie dał rady wyminąć "pocisku", więc już po chwili obniżył gwałtownie lot by ostatecznie rozbić się o drzewa.
Miralianka dobiegła do togrutantki dopiero po chwili.
- Mam nadzieję, że Mistrzyni ma plan b
- Jeszcze nie - odwróciła głowę do miralianki - ale wszystko w swoim czasie - położyła jej dłoń na ramieniu - Zaczniemy od rozpalenia ogniska, bo robi się ciemno - zabrała rękę i lekko się wycofała - Ashoni Vaner. Rycerz Jedi. Dziękuję za ratunek - ukłoniła się lekko dziewczynie i odwróciła by poszukać chrustu na ognisko.
avatar
Gray Jedi MAster
Jedi
Jedi

Liczba postów : 31
Join date : 30/08/2016
Age : 18
Skąd : Gdzieś w odległej galaktyce

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach