Długo wyczekiwany koniec I

Go down

Długo wyczekiwany koniec I

Pisanie by The'shurr on Sob Kwi 08, 2017 5:25 pm


Darth Asphyx spoglądał na datapad. A więc odmówili współpracy. Jedi, tego się można było spodziewać po zakonie. Sam nie znał Flawdy, bo odszedł z Zakonu pewnie w czasie, kiedy Flawda był zaledwie młodzikiem lub zaczęto tytułować go Padawanem. Zdjął maskę i odłożył ją ja biurko. Białowłosa dziewczyna, o białych oczach – Liam’e, lub Śnieżynka, jak nazywał ją Asphyx spoglądała na niego w milczeniu.
- Więc to tak… to było do przewidzenia – powiedział mężczyzna patrząc się w datapad. Czuł się zawiedziony, chociaż starał się wmówić sobie, że decyzja Jedi opierała się na ostrożności.
- Mistrzu, chcę abyś wiedział, że będziemy przy tobie bez względu na wszystko – odezwała się Liam, podeszła do niego i oparła głowę o jego ramię.
- Wiem, dziecko… ale nie chcę was narażać. Wrócisz do Zakonu. To będzie moja walka.
- Nigdy – wyprostowała się. – Nie po tym jak nas wystawili. – Możemy to kontynuować, a ty wrócisz do nas kiedy będzie już po wszystkim. Darth Asphyx będzie żył dalej i będzie kontynuował swoją misję!
- Kontynuować... Nigdy nie zadałaś sobie pytania kim jesteśmy?
- Zadałam je raz, niedługo po tym jak mnie uratowałeś. Jesteśmy ramieniem którego Zakon nigdy nie potrafił podnieść – powiedziała z zacięciem. – Robimy wiele dobrego… i… i jestem dumna, że tu trafiłam. Dlatego nie możesz tak po prostu tego zaprzepaścić. Przebranie Asphyxa…
- Żyję w kłamstwie i was zmuszam do kłamstwa. Naprawdę najlepiej byłoby, gdybyś wróciła do Zakonu…
- Powiedziałam, że nie, Mistrzu. Nawet jeśli mnie przyjmą to co z resztą? Nie każdy zaczynał jako Jedi. Spotkamy się z nim razem i razem dokopiemy. A potem będziemy…
- Potem zaszyjemy się gdzieś i dokończę wasze szkolenia.
Liam skinęła głową. Czyżby dopięła swego i przekonała mistrza, aby ten zabrał ją i resztę swych uczniów ze sobą? Chciała pomóc jak potrafiła, nie tylko za to, że Theika był również jej wrogiem od dawna, nie tylko dlatego, że odebrał Terrastrze życie. Tacy jak Theika nie powinni istnieć. I tego Liam była pewna. I pewni byli ci, którzy szli za Asphyxem, którzy chłonęli jego nauki i gotowi byli oddać za niego życie.

Tyle, że Asphyx nie chciał, by ktoś za niego ginął.

Mężczyzna odprawił swoją uczennicę gestem głowy i nakazał zamknąć drzwi. Pokręcił się chwilę po swojej komnacie a potem zdjął czarny płaszcz i pancerz, który nosił niemal bez przerwy od dziewięciu lat. Podszedł do gabloty, w której na okazałym manekinie wisiał inny strój. Ostatnio miał go na sobie dziewięć lat temu i przyszła pora aby skończyć się ukrywać. Przyglądał się naramiennikom z zatartymi symbolami Republiki. Przesunął dłonią po brązowym płaszczu. Od kiedy odszedł z Zakonu ten strój musiał ulec poprawkom i zmianom i uśmiechnął się przypominając sobie czasy, kiedy jego ukochana pomagała mu przeszyć płaszcz, by pasował do jego rozmiarów. Szczęściem od dwudziestu kilku lat jego wzrost się nie zmieniał, więc pancerz powinien leżeć idealnie.
Bez większych problemów wbił się w pancerz. Czuł się dziwnie, tak wiele czasu minęło, kiedy ostatnio go używał. Spojrzał w lustro. Blizny na twarzy były dowodami wielu niebezpiecznych starć w przeszłości, a zielono-złote oczy wpatrywały się z tym samym zawzięciem i bystrością co pięćdziesiąt lat temu. Uśmiechnął się, ale mimo wszelakich prób z uśmiechami wciąż wyglądał nad wyraz smutno. Wrócił do gabloty i wyciągnął z niej jeszcze coś. Miecz. Z kryształem, z którym medytował tak naprawdę przez wszystkie lata. Błękitne ostrze wysunęło się z charakterystycznym syknięciem i oświetliło jego twarz.

Wreszcie wyszedł do zebranych wcześniej uczniów. Siedzieli przy stole, w Sali zebrań i z podziwem spoglądali na niego. Wyglądał zupełnie inaczej. Tak jak i oni, w skromnych, brązowych szatach.
- Zupełnie jak u Jedi – powiedziała Twilekanka, Zea’thri.
- Nie nie – pokręciła głową Liam. – Jedi nie mają takiego statku. I… takiego mistrza. I w ogóle jak spotkałam tę twilekankę… Aree… oni są tam ograniczani.
- Boją się sithów – powiedział cathar w wieku dwudziestu kilku lat, miał paskudną bliznę na twarzy i szyi. Zwał się Lynx.  
- I… i Zakuul – dodała twilekanka.
- I nas! – dodała z lekkim uśmiechem Liam.
Darth Asphyx rozejrzał się. Towarzyszyło mu pięcioro uczniów, z czego Liam była tą najmłodszą, którą udało mu się zwerbować. Zea’thri była tutaj od sześciu lat, uratowana z transportu niewolników. Lynx był pierwszym uczniem którego Asphyx wziął oficjalnie po zabiciu Todraxa – swojego poprzedniego ucznia. Oprócz nich był jeszcze człowiek – Ortan, który miał przeszło czterdziestkę na karku i dwudziestoletnia zabraczka – Ariona. Usiadł na honorowym miejscu przy stole na dużym, wygodnym krześle.
- Mistrzu, smutno wyglądasz – zauważyła Liam i zaśmiała się głośno, a pozostali zawtórowali. – Z resztą, jak zwykle.
Mistrz uśmiechnął się na to.
- Taki mój urok. Dzisiaj Darth Asphyx odchodzi w niepamięć. Od dzisiaj będziecie mogli zwracać się do mnie moim prawdziwym imieniem. Trian’Gularis. Tak jak mówiła Liam, Jedi odmawiają współpracy. Trochę im się nie dziwię, ale miałem nadzieję, że zechcą wraz z nami stawić czoła naszemu wspólnemu wrogowi. W każdym razie czas najwyższy chwycić za miecz i pozbyć się Dartha Theiki. Mogłem od razu wyjawić kim jestem, ale to i tak nie ma większego znaczenia – po ataku na Tython większość archiwów uległo zniszczeniu, a wisienką na torcie okazało się Zakuul… więc nawet nie byliby w stanie potwierdzić tego, kim jestem.
- Mmhmm – Liam popatrzyła na wszystkich siedzących przy stole – A mistrz chciał sam chciał walczyć z Darthem Theiką. Bez nas. Jesteśmy twoimi uczniami i poradzimy sobie bez problemu!
- Jakbym widział siebie za młodu – westchnął Ortan gładząc się po siwiejącej bródce.
- Nie chcę was narażać…
- Mistrzu, do tego nas szkolisz! – pisnęła wręcz białowłosa.
- Przygotujcie się zatem. Zaatakujemy Theikę, kiedy będzie możliwie najdalej od zakuulańskiej floty.

***

Trian medytował w swojej komnacie. Czekała go ciężka próba, musiał zrobić wszystko, by jego podopieczni tak rwący się do walki wyszli z tego cało.  Gdzieś z głębin jego umysłu zaczął wyłaniać się jeden wyraźniejszy obraz, który nijak nie pasował do medytacji nad planem pokonania Theiki. Był to obraz przedstawiający jego samego, kiedy miał dwadzieścia parę lat. Zielono-żółte oczy wpatrywały się w jakiś punkt, twarz wydawała się przeraźliwie smutna. Trian wiedział dlaczego. Uśmiechnął się do siebie. Wizja młodego Triana nie pasowała mu jednak. Był w miejscu, którego nigdy nie widział.

Vysh.

Ay’vyshtal.

***

Ponieś mnie i mych towarzyszy
Ku zwycięstwu w twym imieniu
Poprowadź mój miecz
Wskaż mi drogę
A gdy stanę nad pokonanym wrogiem
Pozwól decydować mądrze

cdn
avatar
The'shurr
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 364
Join date : 01/02/2016
Skąd : Łódź/Gdańsk

Zobacz profil autora http://wareczka.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Długo wyczekiwany koniec II - starcie

Pisanie by The'shurr on Wto Kwi 11, 2017 8:10 pm


Walka na statku Theiki nie należała do najłatwiejszych, chociaż prawdopodobnie dzięki działaniom Terrastry zabójców było zdecydowanie mniej, to nawet wyszkoleni w walce podwładni Triana, wspomagani przez kilkanaście droidów mieli niemałe problemy. Trzymali się blisko siebie, dzięki czemu byli w stanie odpierać kolejne ataki pozbawionych emocji socjopatów. Trian szedł na czele niczym taran, tnąc i uderzając opancerzonymi pięściami każdego kto się nawinął. Tuż za nim szła cała reszta, zaś droidy wspomagały ich ogniem z blasterów. Gdy dotarli na mostek, nie było już nikogo poza samym Theiką. Ten na widok rosłego mężczyzny zdziwił się wyraźnie.
- To koniec Theika. Poddaj się. Oddaj się mocy – powiedział Trian, lecz Theika tylko się zaśmiał.
- Wiedziałem, że skądś znam tę gębę – powiedział Theika podchodząc bliżej. – Szkoliłem kogoś z twojego klanu. Ale mnie skurkowaniec wykiwał.
- Z mojego klanu? Nie mam klanu…
- Tatuaż nie jest klanowy? – Theika zmrużył oczy.
- Nie, robiłem go w Zakonie… Nie miałem klanu… To niemożliwe, by ktoś miał taki sam wzór jak ja.
- Doprawdy? – Theika poruszał się pewnie, zupełnie za nic mając grupę, która miała go za chwilę uśmiercić. Na dużym wyświetlaczu włączył nagrania z treningów swojego niedoszłego następcy.
- Ale… jak? – Trian patrzył na to z niedowierzaniem. – Jak to możliwe…?
- Ay’vyshtal… - szepnęła zabraczka Ariona. – Jedi… Twój… syn, mistrzu. Zupełnie jakbyś przewidział…
- Na Moc, to musi być jakiś podstęp – Trian potrząsnął głową. – Mój syn zginął z rąk Dartha Asphyxa!
- Najwyraźniej niekoniecznie – Theika wzruszył ramionami. - Domyślam się nawet, gdzie może być. I proponuję układ. Ale najpierw odwołaj swoje pieski na swój statek. I tak nie mają ze mną szans.
- Wróćcie na statek – Trian odwrócił się do swoich podwładnych. – Bez żadnych dyskusji. To rozkaz.
Podopieczni Triana niechętnie opuścili mostek, a gdy zamknęły się za nimi drzwi, Theika wyszczerzył kły i wcisnął przycisk interkomu.
- Zabić ich – rozkazał, sam wyciągając miecz.
- Ty pieprzony… - ryknął Trian, próbując jakoś otworzyć drzwi by ruszyć na ratunek towarzyszom. Drzwi jednak były zabezpieczone.
- Dałeś się złapać, podejść jak dziecko – Theika zbliżył się. – Teraz zabiję i ich i ciebie. Oczywiście Liam zostawię, może okazać się przydatna. Szczerze mówiąc zadziwiłeś mnie tym, że ją tutaj przyprowadziłeś. Że w ogóle jest z tobą.
- Nie ujdzie ci to na sucho, Theika. Moi uczniowie wiedzą jak radzić sobie z twoimi zabójcami. Szkolili się do tego od dawna. Tak jak ja szkoliłem się i przygotowywałem do walki z tobą. To ty wpakowałeś się w pułapkę. Dzięki temu, że nas rozdzieliłeś wiem, że oni będą bezpieczni podczas gdy ja będę walczył z tobą.
- Ohoo… zbyt duża pewność siebie. Powiedz mi… jak to z tobą jest… Asphyx był zawsze neutralny wobec mnie, ale był człowiekiem…
- Zginął dziewięć lat temu. Przejąłem jego statek. Jego tożsamość. By zniszczyć was od środka.
- Oooo szlachetne… ale niewystarczające.
Theika wyłączył miecz, wyciągnął ręce przed siebie. Z szerokich rękawów wyleciały czarne, stworzone z mocy fragmenty wyglądające niczym ćmy. Runęły na Triana, tnąc go po twarzy, niszcząc mu szatę. Trian otoczył się mocą, z trudem odpierając atak. Mimo braku dalszych szkoleń w Zakonie Trian doskonale radził sobie z używaniem mocy.
- No co, masz już dość?! – wydarł się Theika, wyskakując i próbując ciąć barierę swojego przeciwnika od góry. – Ahahah!
Trian zamiast próby blokowanie postanowił przeturlać się pod Theiką, gdy ten był w powietrzu. To zaskoczyło czystokrwistego, który uderzył mieczem świetlnym w metalową podłogę robiąc w niej dziurę. Theika szybko wyłączył miecz, odwrócił się i już miał podjąć kolejną próbę ataku, kiedy Trian przyłożył mu nagle z pięści. Theikę odrzuciło do tyłu, wylądował kilka metrów dalej na jednym z komputerów. Krwawił z ust. Oczywiście to go tylko bardziej nakręciło.
- Jeśli myślisz, że ktokolwiek może się ze mną równać… - wrzasnął Sith i ześliznął się z komputera, by znów odbić się od podłogi i podjąć kolejną próbę ataku na intruza. Tym razem jednak nie wykorzystał mieczy jak spodziewał się wróg, tylko ataku mocą. Dziesiątki czarnych skrzydełek znów uderzyły Triana, który zaskoczony tym atakiem nie zdołał się obronić.

***

Liam’e mimo tego, że była najmłodsza, prowadziła pozostałych. Znała dobrze statek Theiki, spędziła tutaj trochę czasu kilka lat temu, a w dodatku w środku niewiele różnił się od ich własnego niszczyciela. Ruszyli więc przed siebie, aby znaleźć okrężną drogę na mostek. Z jakiegoś powodu nie dało się przeciąć wejścia mieczem świetlnym. Zabójcy nasłani przez Theikę nie dawali im ani chwili wytchnienia, towarzysze i podwładni tego, który podszywał się za Asphyxa byli zmęczeni. Wpadli do jednego z pomieszczeń i tam się zabarykadowali, aby dać sobie nieco czasu.
Dziewczyna spojrzała nagle na niewielką skrzynię. Było w niej coś, co ściągało usilnie na siebie jej uwagę. Podeszła bliżej, otworzyła ją i wyciągnęła ze środka miecz świetlny. Aura bijąca od broni była przytłaczająca i ciężka, a ostrze jak się okazało miało czerwony kolor. Musiał należeć do kogoś potężnego. Nagle usłyszała czyjś głos.

Niektórzy są ponad życiem, także ponad śmiercią. Na pewno nie tyczy się to was, nie wrócicie, chyba, że wam pomogę”.

Szybko pojęła, że musiał odezwać się do niej miecz. Nie, właściciel miecza. Sith zapewne, być może jeden z tych uśmierconych przez Theikę. Albo Terrastrę.
Idąc za radą ducha z miecza wysłała rozkazy na ich krążownik. Chodziło o to, aby wystraszyć Theikę i zmusić go do ucieczki, plan jednak okazał się nieskuteczny. Trzeba było wspomóc mistrza Triana, który jak się okazało, zdołał pokonać Theikę.
- Stang! Pieprzony KLON! – wykrzyczał mistrz Trian do holokomunikatora. – To był pieprzony klon stworzony z mocy! Theika nam uciekł!
Nie musieli szukać daleko. Theika uciekł na ich statek w chwili, kiedy oni przeprowadzali abordaż na jego niszczyciel. Liam udała się na mostek prosząc, by mistrz zebrał wszystkich towarzyszy w jedno miejsce i przygotował się do kolejnego abordażu. Sama wyłączyła zasilanie na ich niszczycielu by uniemożliwić Theice ucieczkę.

Wtedy zobaczyła go po raz pierwszy.
Pojawił się przy szybie, spoglądał na gwiazdy. Był wysoki, dumny, wyprostowany. Dziewczyna uśmiechnęła się. Ale jednocześnie odczuwała niepokój. Ktoś taki jak on mają z reguły jakiś interes w pomaganiu innym. On był duchem… może chciał po prostu znaleźć sobie nowe ciało? Z drugiej strony nie był niemiły w stosunku do niej, chociaż postanowił nie mieszać się, kiedy wcześniej walczyła sama z zabójcami. Najwyraźniej dobrze się bawił. Albo wyczekiwał odpowiedniego momentu.

Dziecięca niemal naiwność młodej byłej Padawanki podpowiadała jej, że on po prostu szukał towarzystwa, musiał czuć się samotny, zamknięty w jakimś grobowcu umiejscowionym gdzieś w Galaktyce. Postanowiła zaryzykować. Poza tym wiedziała, że on sam padł ofiarą Terrastry.
Ustawiła kurs tak, by minąć się o włos z ich własnym krążownikiem i sama udała się do szalup.

***

Trian i pozostali czekali w pobliżu generatora, gdzie ukrył się Theika. Liam wyczuwała, że jest z nim ktoś jeszcze. Wiedziała kto i bała się tego spotkania. Bała się spojrzeć jej w twarz, kiedy ją ujrzy. Bała się, że da się ponieść emocjom.
- Teraz jest osaczony - powiedział Trian. - Z reguły woli uciekać, ale teraz niebardzo ma gdzie. Przygwożdżony na pewno będzie gryzł i kopał i to z jeszcze większą zażartością. Lynx, zabierz dziewczyny do medbayu. Ortan, rozmieść ładunki. W razie czego wysadzimy ten statek i pozbędziemy się problemu raz na zawsze. Liam? - spojrzał na dziewczynę, która dosłownie się kuliła ze strachu -Lynx, zabierz Liam, w takim stanie nie będzie przydatna. Niech przygotuje statek.
- Nie - warknęła dziewczyna prostując się - Theika nie jest sam. Byłam przekonana, że mi się zdawało. Ale nie. Idę z tobą, sam nie dasz sobie rady z Darthem i upadlym Mistrzem Jedi.
- O czym ty…? - zapytał mrużąc oczy.
- Ona ma racje – powiedział duch, który towarzyszył Liam, a teraz pojawił się obok niej.
- Co...? – mężczyzna spojrzał na ducha czując, że rozumie z tego coraz mniej.
- Zajmę się Terrastrą - powiedziala Liam
- Nie wiem kim jesteś, poza tym ze musiałeś być potężnym Sithem za życia. Nie wiem co tu robisz i jaki jest twój cel. Ale jeżeli twoje działania sprawią, że moi podopieczni przeżyją... Wtedy proszę cię o pomoc – popatrzył na ducha.
- Stworzenia swojego klona, tak silnego i utrzymywanie go na tak duża odległość osłabia twórcę. Zakładam że wykorzystał do tego pokonaną jedi. Skupcie się na otoczeniu, nie samym Theice. Właśnie taką obrał technikę, walkę za pomocą klonów. Prawdopodobnie nie stanie do walki osobiście, nie od razu – rzekł duch.
- Nie wykorzystał. Terrastra jest tutaj. Musiał więc wykorzystać ducha ćmy - powiedziała, uspokoiła się wyraźnie.
- A więc dla was to lepiej. Powodzenia – duch zniknął, tak po prostu.
Trian i Liam ruszyli naprzód. Mistrz poinstruował dziewczynę, jak ma użyć pułapki, którą przygotowali już dużo wcześniej i to miała być jedyna rola jaką miała odegrać. W przyciemnionym pomieszczeniu z generatorami od razu zauważyli połyskujące ślepia Theiki. Stał z założonymi rękami, bał się, ale strach doskonale ukrył za nienawiścią. Był tchórzem. Ale czasem i tchórz musiał zawalczyć. Trian stanął jakieś dziesięć metrów od Theiki, Liam stanęła obok niego
- Wyrosłaś - odezwał się jakiś kobiecy głos. Zza generatora wyszła szczupła kobieta o jasnych włosach. Wbiła czerwone, przekrwione ślepia w Liam. Miała głos Terrastry.

cdn
avatar
The'shurr
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 364
Join date : 01/02/2016
Skąd : Łódź/Gdańsk

Zobacz profil autora http://wareczka.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach