Shallaya w Tarczy

Go down

Shallaya w Tarczy

Pisanie by Shallaya on Pon Cze 12, 2017 2:40 pm

Pustelnia

Bezpośrednio po wydarzeniach z eventu Zbieg

Shallaya jechała przez gorące piaski Tatooine na obładowanym, pustynnym tauntaunie. Speederem byłaby szybciej, ale w razie usterki utknęłaby dziesiątki kilometrów od cywilizacji, zresztą ślady zwierzęcia były mniej podejrzane w tym rejonie. Słońca paliły niemiłosiernie, mimo że pierwsze chyliło się już ku zachodowi. Tylko chłodzenie pancerza i system nawadniający sprawiały, że podróż była ledwie znośna.
Myślała o tym w co właściwie się wpakowała. Działała impulsywnie, co samo w sobie było do niej niepodobne. Zagryzła zęby, gdy w jej głowie rozbrzmiało wspomnienie przerażającego, piskliwego śmiechu... I szalone, dzikie oczy, zupełnie niepodobne do tych które witały ją z czułością po upojnej nocy...
Pieprzeni jetti i ich shabla, posrana magia! Powinna była zniknąć. To właśnie robiła, kiedy sprawy przybierały nieciekawy obrót. Zgarniała kredyty i znikała, szukając nowego kontraktu. Zamiast tego zeszła na poziom więzienny Divinusa, spotkać się twarzą w twarz z winowajcą. Kolejnym oszalałym jetti - Sindo'rellem.
Ryzykowała wpadkę – musiała pomajstrować przy zabezpieczeniach i monitoringu. Jeśli to wyjdzie na jaw, najpewniej spali wszystkie mosty łączące ją z Tarczą. Ale to nie ważne. Nie, jeśli jej się uda.

„- Lokalizację znajdziesz w moich aktach. Pewnie je zaszyfrowali, ale jesteś zdolną dziewczynką. To, co znajdziesz... Pomoże mi w... rekonwalescencji. A wtedy będę mógł pomóc twojemu chłoptasiowi.
- Czego szukam?
- Małego pudełka... Holokronu mojego Mistrza.”

Z pomocą Jinx, hakerki z którą współpracowała znalazła lokalizację. I oto była tutaj, na spalonym słońcem środku niczego. Warknęła i kopnęła tauntauna, zmuszając go do szybszego kroku. Zwierzę zaryczało w proteście i wierzgnęło. Widocznie udzielił mu się nerwowy nastrój jeźdźca.

Po kolejnych godzinach dotarła na miejsce. Zatrzymała wierzchowca i przyjrzała się chacie. Wyglądała jakby uderzył w nią piorun. Na wpół spalona, zasypana piaskiem rudera. Po oknach i drzwiach zostało wspomnienie.
Upewniła się, że nie ma żadnych sygnatur żywych istot i zdjęła hełm. Oba słońca zniknęły za horyzontem, ale nadal było upalnie. Zsiadła i podprowadziła tauntauna bliżej, mijając skraplacz wilgoci i starannie ułożony kamienny kopiec i resztki zeschłych kwiatów.
Z bliska budynek wyglądał jeszcze gorzej. Gdy przekroczyła próg, przywitało ją całkowicie zdemolowane pomieszczenie i ślady starej walki. Zerknęła na jedyny ocalały portret – przedstawiał dużo młodszego Sindo'rella z czarnowłosą kobietą. Pobieżnie sprawdziła drugie pomieszczenie i zeszła po schodach. Tutaj walka nie dotarła. Sprawdziła kolejno pokoje mieszkalne. Ubrania, zdjęcia szczęśliwej rodzinki, miecze ćwiczebne... A to co? Chwyciła za rękojeść miecza świetlnego i uruchomiła szmaragdowe ostrze. Uśmiechnęła się do siebie. Bonus. Znalazła jeszcze dwa i spakowała wszystkie do torby. Poza tym nic ciekawego, pukiel włosów, piersiówka... Ruszyła do kolejnego pokoju. Podłoga skrzypnęła pod jej butem. Odsunęła ozdobny dywanik, odsłaniając metalowy właz. Brak panelu, zamka... Przez kolejne pół godziny szukała sposobu na jego otwarcie, w końcu znalazła ukryty przycisk. Zgrzytnął zamek, ale stary mechanizm się zablokował. Siłą odchyliła drzwiczki i sięgnęła na oślep dłonią. Namacała mały sześcian. Bingo! Błyszczał lekko zielonym światłem. Schowała go do torby i wyszła na zewnątrz.

Zanim dosiadła wierzchowca, z sakwy termicznej przy siodle wyjęła zakupione na Nar Shadaa kwiaty. Położyła je na kopcu. Nikt jej nie mógł zarzucić, że nie wywiązuje się z umowy.



_________________
Shallaya | Nehalennya | Rachaella |
Nitariss | Zania
avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 202
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

"Wyznania"

Pisanie by Shallaya on Wto Lip 25, 2017 7:05 pm

"Wyznania"

Nikt nie zadawał zbędnych pytań. W końcu miała kontrakt, nie musiała się tłumaczyć z tego, co robi w wolnym czasie. Siedziała na tarasie świątyni w bazie Tarczy. Wysoko na niebie majaczyła niewyraźna sylwetka Divinusa. Westchnęła. Wszyscy dostali pierdolca. Poziom więzienny był teraz niedostępny rozkazem Białowłosego. Dostęp miała tylko Witma, a ta dała jasno do zrozumienia, że może zapomnieć o jej pomocy. Trzeba będzie sięgnąć po desperackie środki...
Jej wytrenowane ciało zareagowało samo na zagrożenie, zanim zarejestrowała co się dzieje. Ktoś wylądował obok niej, więc wyrzuciła nogę do przodu podcinając mu kolana, zerwała się na nogi, sięgnęła po blaster i...
- Czujna jak zawsze! - Skoltus leżał na plecach z podniesionymi w geście kapitulacji rękoma i uśmiechał się do niej.
- Mogłam cię postrzelić! - syknęła i schowała broń. Zdmuchnęła kosmyk z twarzy i odwróciła się, gapiąc się bezmyślnie w horyzont. Nie widziała go od ucieczki Sindorella... sama nie wiedziała jak się zachować.
- Mogłabyś próbować – wyszczerzył się wstając. Objął ją od tyłu i wsunął w jej dłoń niewielkie pudełko. - Musiałem... odpocząć przez parę dni. Przy okazji wpadło mi to w oko.
Odsunęła się pod ścianę świątyni i usiadła. Otworzyła pudełko. W środku znalazła poręczny pistolet blasterowy, produkcji Czerki. Zakręciła nim na palcu na próbę.
-Nieprzestrzelony.
- Ee…
- Wolę używane. Mają duszę. - przycelowała, po czym odłożyła prezent. - Myślałam, że jesteś na Divinusie z resztą.
- Niewiedza jest błogosławieństwem… - Skoltus usiadł obok niej, wpółleżąc, wyluzowany, nasuwając kaptur na oczy przed słońcem.
- Wypuściłeś go. - Wyrzuciła z siebie. To nie było pytanie. Jedi milczał przez chwilę.
- Chciałem się z nim tylko napić… - mruknął, mało przekonującym tonem.
- Masz dziwny… śmiech. - Shall nie patrzyła na rozmówcę. Napięcie między nimi można było kroić nożem.
- Wiesz… pewnych rzeczy się nie wybiera… - Skoltus zaśmiał się sztucznie. - uważam natomiast, że śmieję się dość normalnie… jak na Jedi oczywiście – ciągnął, próbując zejść z tematu. Shallaya fuknęła w odpowiedzi. Westchnął. Nie mógł już tego dłużej ciągnąć.
- Słuchaj… sama dobrze wiesz, że każdy ma swoje sekrety… - wyciągnął dłoń w stronę najemniczki, ale zawahał się i zaraz ją cofnął.
- Moje sekrety nie spróbują cię zabić, kiedy wyjdą na jaw – warknęła.
- Wiesz… - zaczął niepewnie, patrząc w przestrzeń – Pewna osoba, powiedziała mi kiedyś, że człowieka określa nie to, kim się urodził, ale kim się stał. Rodząc się cesarzem, nietrudno umrzeć, będąc nim nadal. Prawdziwy sukces, to… przeciwstawienie się nieuczciwemu losowi i z wraku człowieka, stać się kimś... wartościowym, przykładem dla innych.
- No, przykładem, to akurat byłeś zajebistym. - mruknęła. - Muszę się napić.
Shallaya wstała ruszając w stronę kantyny. Zatrzymała się na chwilę, walcząc ze sobą… i cofnęła się po leżący na ziemi blaster. Nie marnuje się dobrej broni.
Skol westchnął ciężko i siedział jeszcze chwilę patrząc w niebo z wymalowanym na twarzy „w co ja się wpakowałem”…
Gdy wszedł do kantyny, najemniczka siedziała przy stole w kącie, obracając po stole butelkę mocnego likieru z owoców barabell. Wpatrywała się w nią intensywnie, jakby miała podjąć decyzję o życiu lub śmierci. Stanął przed nią z butelką jej ulubionego alderańskiego ale.
- O, masz już. - usiadł naprzeciwko, pociągając łyk. Shallaya westchnęła.
- I tak już za dużo przez was piję… A wódki nie miałam w ustach od lat. - pokręciła głową, odstawiając butelkę. - Daj piwo.
Butelka posłusznie przelewitowała przez stół prosto w jej dłoń. Uśmiechnęła się mimowolnie. Do tego właśnie używałaby Mocy, gdyby ją miała.
Dłuższy czas pili w milczeniu. Jedi wpatrywał się w nią intensywnie. Myślał. Kalkulował. W końcu wyrzucił z siebie:
- Dobra. Pytaj o co chcesz. Ale już nigdy nie wrócimy do tej rozmowy.
Shall kaszlnęła, zachłystując się piwem. Otworzyła szeroko oczy, zaskoczona. Tego się nie spodziewała.
- Więc… - zaczęła niepewnie – Co to, shabla, było? Kiedy… No wiesz.
- Choroba psychiczna, wywołana korzystaniem z obu stron Mocy. Moje alter ego. - odpowiedział pewnie, nie przestając patrzeć jej w oczy. Nastała cisza. Najemniczka bawiła się butelką, próbując przetrawić informacje.
- Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
- Czyylii… - podjęła, przeciągając sylaby – w dużym ułatwieniu… To wszystko, co zrobiłeś… to nie ty, tylko ee… ktoś w twoim ciele? - zamrugała, łącząc fakty.
- Dokładnie – upił łyk piwa – Uwielbiam bystre kobiety. Sęk w tym, że… - westchnął – Teraz nad tym panowałem… w miarę. Gdyby było jak kiedyś… - skrzywił się, przerywając na chwilę. - Powiedzmy, że nie dałbym rady was ostrzec. I nie byłoby tej rozmowy – przez chwilę patrzył pustym wzrokiem na stół, po czym spojrzał na nią i uśmiechnął się serdecznie.
- Zabiłbyś mnie.
- Nie.
- Nie „ty”.
- I co, mam powiedzieć? „Przepraszam”? - spojrzał na Shall z wyrzutem.
- Nie… nie wiem. - westchnęła – po prostu…
- Po prostu nikomu nie uśmiecha się żyć obok tykającej bomby – dokończył za nią.
Shallaya biła się z myślami. Pili w milczeniu, oboje zdenerwowani. Lokal pustoszał, w tle leciała cicha muzyka. Barman wymownie hałasował butelkami.
- Widzisz… dawno temu, jeszcze nastolatka, kochałam kogoś. Źle skończył. Każdy, z kim się w jakiś sposób wiązałam, każdy, na kim mi zależało, źle kończył… - przerwała na moment. Jedi nie naciskał. - Zleciałam połowę galaktyki, pracowałam i pieprzyłam się z wieloma, ale już nigdy, nigdy więcej nie pozwoliłam sobie na spoufalanie się, na zawiązanie jakiejkolwiek bliższej relacji, a… - wzięła wdech i wyrzuciła z siebie – A na tobie, z jakiegoś powodu, zaczęło mi zależeć.
- Co chcesz przez to powiedzieć…?
- Że… mam wrażenie… że przynoszę pecha. Że… to przeze mnie. Nie śmiej się! - warknęła, kiedy Skoltus, śmiejąc się serdecznie przytulił ją mocno do siebie.
- Nawet jeśli, to zaryzykuję – przytulił ją mocniej i pocałował w skroń.

_________________
Shallaya | Nehalennya | Rachaella |
Nitariss | Zania
avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 202
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach