Padawańskie Lekku

Go down

Padawańskie Lekku

Pisanie by Gray Jedi MAster on Nie Paź 08, 2017 12:29 am

Kaaycen siedziała smutno w bibliotece przeglądając holonagrania związane z mieczami świetlnymi... Od dawna marzyła jej się błyszcząca klinga i czuła, że dzień gdy ją pierwszy raz odpali jest już coraz bliżej... Zwłaszcza, że kilka dni wcześniej jej siostra została zabrana na nauki pod skrzydła togrutańskiej mistrzyni Aharli - historyczki i negocjatorki. Siedziała tak sama z twarzą opartą o ręke i przewijała kolejne holoprojekcje planując sobie w głowie jak będzie wyglądała jej rękojeść miecza świetlnego. Do archiwum wszedł Vegrula. Przyłożył pięść do ust i odchrząknął:
- Ciekawa rękojeść. - Skomentował wyświetlający się w tym momencie miecz - Za każdym kryje się jakaś historia - imiona, pojedynki, misje...
Kaaycen pokiwała głową wpatrzona w projekcje
- W niektórych typach wypustki może i ładnie wyglądają ale utrudniają pewny chwyt - mówiła dalej... W końcu doszło do niej, że osoba która do niej mówi brzmi na starszą niż jakiś padawan. Wstała pospiesznie i ukłoniła się - To... to znaczy witaj Mistrzu... - stanęła wpatrzona niebieskimi, błyszczącymi oczami w rosłego twi'leka.
Uśmiechnął się do niej delikatnie i podszedł do holoprojekcji miecza, chcą ją złapać w dłoń
- Za to, czy przedmiot jest interesujący, odpowiada nie tylko wygląd. Tylko tutaj potrzebna jest wiedza... - Spojrzał na Twi'leczkę. Połowę jego twarzy pokrywała blizna po wybuchu - Młodzik Kaaycen Var'sue, zgadza się?
Pokiwała pospiesznie głową
-Wiedza Mistrzu? Wie Mistrz kto walczył takim mieczem? - zapytała z zaciekawieniem
Przyjrzał się mu - Imienia nie pamiętam. Ale walczył z gangiem piratów na Quesh podczas misji eskortowania medyka. Przewodził oddziałem Republiki. Misja zakończyła się powodzeniem, ale kilka dni później zmarł z powodu zatrucia. Co nie zmienia faktu, że grupą poprowadził zawodowo. Czytałem trochę o tobie. Powiedz mi - czego byś teraz chciała?
- Mistrz czytał... O mnie? - zapytała bardziej siebie z nieukrywanym zdziwieniem - Ja... Ja bym chciała zostać Jedi - odpowiedziała pierwszym co jej przyszło do głowy
Usiadł przy stole i oparł o niego splecione dłonie - A myślałaś dlaczego?
Bo... Ponieważ chcę wykorzystać mój dar by bronić tych bez... bez niego... bez Mocy... - odpowiedziała trochę się gubiąc
- To moje... wielkie marzenie - dodała ciszej nie wiedząc jak Mistrz zareaguje na przejaw egoizmu
Kiwnął głową - Usiądź. To jest odpowiedni powód, żeby być Jedi. Nie jestem twoim mistrzem, ale dam ci "przedlekcję" - w każdej osobie jest Moc. Nawet w tych, którzy nie potrafią nad nią panować. Mistrz Vegrula Otan. - Uniósł końcówkę tchin
Odpowiedziała identycznym gestem po czym na chwilę się zawiesiła
- Czyli ktoś kto nie umie panować nad Mocą może się tego nauczyć? Każdy tego może się nauczyć? - zapytała ze zdziwieniem
- To nie tak. W każdym żywym organizmie jest tak zwana Żywa Moc, ale nie każdy jest na nią wrażliwy. Nie przypominam sobie przypadku, w którym ktoś by się nauczył używać Mocy, jednak nie wykluczam, że jest taka możliwość.
- Czyli tylko ci obdarzeni wrażliwością na nią mogą z niej korzystać w pełni, tak?
- kładnie tak. Czasami jest również tak, że osoby urodzone z wrażliwością na Moc z czasem ją tracą, ponieważ na przykład się na nią blokują. Ale to już jest rozwinięcie tematu, który będziemy mogli omówić na wspólnych treningach, Padawanko Kaaycen Var'sue.
Zrobiła oczy o średnicy własnego lekku
- To... Ogromny zaszczyt mistrzu - wstała z krzesła i ukłoniła się nisko powoli trawiąc co właśnie się wydarzyło. Zorientowała się, że wygląda to conajmiej dziwnie, więc po chwili podniosła się
- Padawan się kłania mistrzowi? - zapytała zdezorientowana
Vergula zaśmiał się cicho
- Reakcja na taką wiadomość jest ciekawym zjawiskiem. - Powstał i położył dłoń na jej ramieniu - Jest to oznaką szacunku. Ważne jest, byś przekazywała go innym. W ten sposób pokażesz swoje dobre zachowanie i zyskasz zaufanie oraz poparcie innych. Ale jeżeli mi się nie ukłonisz, nie będę cię karał. Za to będę wymagał, byś przywitała się odpowiednio z innymi Mistrzami Jedi. Będę za ciebie odpowiedzialny, ale to nie oznacza, że ty nie będziesz musiała być odpowiedzialna za siebie. Wskażę ci ścieżkę Rycerza Jedi i zaprowadzę cię na nią, jednak to, czy na nią wejdziesz, zależy od twoich decyzji i pracy. Jesteś gotowa na taki trening?
klęknął przy Kaaycen, by wyrównać poziom oczu, w które młoda spojrzała głęboko
- To będzie mój ogromny przywilej, Mistrzu
Opuściła lekko głowe
- A kiedy stworzę swój pierwszy... - zawachała się czy dokończyć. Z jednej strony miecz świetlny był jednym z jej marzeń... Z drugiej jednak pytanie o broń chwile po zostaniu padawanem mogłoby zostać uznane za nietakt
Twi'lek zabrał rękę
- W swoim czasie. Cierpliwości, Padawanko. Wszystko w Galaktyce działa według planu i harmonii. Jednak nie obawiaj się, pomogę ci w tym. Czy wiesz, jak wygląda proces stworzenia miecza? Nie mówię teraz o samej konstrukcji i łączeniu każdej z części, ale o wszystkim tym, co trzeba wykonać do momentu jego złożenia. Kiwnęła głową
- Ciocia mi opowiadała, że najtrudniejsze jest odnalezienie kryształu i zestrojenie się z nim
- Kim jest "ciocia"? - Zdziwił się
Zaśmiała się w sumie do siebie, lecz po chwili widząc, że jej mistrzowi nie jest do śmiechu spoważniała
- Mistrzyni Ashoni... raju... jak to dziwnie brzmi - skomentowała
- Ashoni... To ona pomogła mnie uratować. Z danych wynika, że zajmowała się przez jakiś czas tobą i twoją siostrą. Ale wracając, masz rację - najtrudniejsza jest sprawa kryształu. Masz już jakieś części do miecza?
- W zasadzie tylko kilka projektów... Ewentualnie projekcji z holokronów... Ja wiem jak on powinien wyglądać... Czasami jak zamykam oczy potrafię go... poczuć w dłoni - zamknęła na chwile oczy i zacisnęła dłoń - czy to możliwe, że Moc mi podpowiada?
- To jest pewne. Moc podpowiada każdemu z nas. I jeżeli jest jak mówisz... musimy się posłuchać Mocy. - Poklepał ją po ramieniu - Polecenie numer jeden - Idź teraz na medytację. Ja zajmę się obowiązkami Mistrza Mocy.
- Oczywiście Mistrzu - ukłoniła się już nie tak nisko ale z równie okazanym szacunkiem i poszła do pokoju... zachaczając o stołówke i chwaląc się innym młodzikom, że chciał ją Mistrz Jedi i odtąd jest padawanką...



Pewnego wieczoru Cenia weszła powoli do pokoju Mistrza Otana:
- Mistrzu... przeszkadzam? - zapytała nieśmiało
- Nie, oczywiście, że nie. - Spojrzał na nią znad datapadu. Jego biurko było zasypane w całości tego typu zbierającymi informacje urządzeniami, a nawet znalazły się jakieś papierowe dokumenty. - Usiądź sobie. - Wskazał na kanapę mieszczącą się pod ścianą
Podeszła powoli do kanapy i usiadła. Vergula wyczuwał, że ewidentnie ją coś trapi. Odłożył wszystko i oparł splecione dłonie o stół, pozostawiając łokcie poza jego obrębem
- Tak?
- Czy wszystkie emocje są złe? - wypaliła w końcu
W jego pokoju paliła się tylko lampka wieczorna stojąca na biurku. Okna były zasłonięte. W pomieszczeniu panował przytulny klimat.
- Hm... - Mruknął i posiedział przez chwilę w ciszy - Wszystkie na pewno nie, ale są takie, które bez wątpienia są złe. Dlaczego pytasz? - Pochylił lekko głowę, jakby miał na nosie okulary i chciał się jej lepiej przyjrzeć
- Bo mistrzyni Gin'nalu się oburzyła za to, że byłam zbyt emocjonalna... A mi było poprostu smutno... - wyznała
Uśmiechnął się lekko - Nie ma emocji - jest spokój. Wiesz, co to znaczy?
- Że Jedi nie mogą odczuwać emocji i mają być zimni?
Mistrz pokręcił przecząco głową - Że emocje nie mogą wpływać na ich zachowanie. Sam smutek nie jest zły, ale jeżeli będzie tak duży, że nie będziesz mogła myśleć jasno...? - zapytał i zatrzymał się, żeby dać Kaaycen szansę na odpowiedź
- To wtedy szkodzą?
- To wtedy szkodzą... Teraz rozumiesz? Jeżeli będziemy szczęśliwy z powodu tego, że wygraliśmy pojedynek, to nic złego się nie stanie. Ale jeżeli będziemy tak bardzo szczęśliwy, że stracimy czujność, to nie skończy się to za dobrze. Spokój - to jest opanowanie. Nie możemy pozwolić, by emocje wpływały na nas. Niektórzy się wyzbywają emocji, bo tak jest łatwiej. I faktycznie, to działa. Ale emocje są też naszą częścią. Jeżeli Moc nam je dała, to dlaczego od razu mielibyśmy się ich pozbywać? Podsumowając... umiar. - Wykonał płynny ruch rąk - To jest trochę jak z zanieczyszczeniami. Wyobraź sobie wodę, albo całe jezioro. Ktoś się nad nim bawił i wyrzucił do niego jedną małą butelkę. Czy od tego jezioro zostanie zdewastowane?
- Wydaje mi się, że nie za bardzo - nieśmiale odpowiedziała
Vergula wskazał na nią palcem
- Otóż to. Butelka ulegnie w końcu rozkładowi i nie pozostanie po niej śladu. A przy okazji ktoś się mógł pobawić przy jeziorze. Rozumiesz, do czego zmierzam?
- Że mistrzyni miała racje i myliła się za razem?
- Nie. Tu nie chodzi o to, by udowodnić błąd mistrzyni. Tu chodzi o to, że wszystko w dużych ilościach może nam zaszkodzić. Ale to nie znaczy, że jeżeli odczuwasz jakieś emocje, masz je ignorować. Wiesz, co jest najlepszym sposobem na opanowanie emocji?
- Medytacja? - w jej głosie dało sie wyczuć znużenie
- Prawidłowo. Nie lubisz medytacji?
- Szczerze? Nie przepadam... Wole w tym czasie ćwiczyć umiejętności - wyznała troche niepewnie
- Więc uznaj to za swoje wyzwanie. Czy jest to dla ciebie problemem, medytowanie?
- Może nie tyle problemem, co mam wrażenie, że nic to nie daje...
- Nic nie daje? A uspokojenie? Polepszenie kontaktu z Mocą?
Pokręciła powoli głową - Czasami wręcz odwrotnie...
- Robię coś źle?
- Prawdopodobnie. Medytacja służy zbliżaniu się do Mocy, a nie oddalaniu się od niej. - Patrzył na nią łagodnym wzrokiem. Widać było, że nie jest zły za to na swoją uczennicę i każde jej zmaganie przyjmuje ze spokojem - Jest jeszcze coś, o czym chciałabyś porozmawiać?
- Em... Jeżeli robię to źle... To jak zrobić to dobrze?
Spojrzał na chronometr - Hm... Zaraz uderzy nas senność... To dobrze. Chodź. - wstał i otworzył drzwi od swojego pokoju, wskazując Kaaycen, żeby poszła przodem
Wstała i wykonała polecenie Mistrza. Vegrula zaprowadził ją do jednej z sal medytacyjnych. Miejsce było lekko oświetlone żółtym światłem. Sala miała dziewięć miejsc medytacyjnych otaczających po półokręgu jedno oddzielne miejsce. Mistrz Jedi usiadł na tym osobnym i wskazał Kaaycen miejsce przed sobą. Padawanka powoli usiadła starajac sie naśladować każdy ruch mistrza. Vergula zamknął oczy i wziął głęboki wdech, powoli przystępując do medytacji
- Zaczynaj. - Zachęcił ją skinieniem głowy
Zamkneła oczy i wzieła wdech jak mistrz. Jednak jej mistrz wciąż czuł, że dalej jest spięta
- Czymś się stresujesz?
Zzięła wydech
- Nie... Ja tylko... Ja tylko nie wiem czy potrafię
- Spróbuj, a się przekonasz. Nic ci się nie stanie, a ja cię nie ukaram
Jej oddech i praca serca sie wyrównały. Powoli mięścnie zwiotczały a lekku bewładnie opadły... Zdaje się, że padawanka tak się starała, że przysnęła
- Padawanie Kaaycen?
Ogarnęła się wnet i ocknęła - Ja wcale nie... spałam... Ja... - opuściła głowe - Przepraszam mistrzu... To trudniejsze niż zakładałam
- Spróbuj jeszcze raz. - Wstał i usiadł przed nią, kładąc ręce na jej głowie
Var'sue westchneła cicho i podjęła drugą próbę
Tym razem Kaaycen poczuła, jak wypełnia ją uczucie spokoju i jakby wszystko przestawało jej ciążyć. Poczuła, jak otoczenie zaczynało pozytywnie na nią wpływać, dając jej siły i witalności. Mimo że sala była zamknięta, lekki powiew zakołysał lekku Twi'lekanki. Wszystko wydaje się swieższe. Uśmiechnęła się dzięki temu stanowi... spróbowała sprawdzić, czy jest w stanie w trakcie medytacji unosić przedmioty jak inni podglądani przez nią Jedi. Co ciekawe przedmioty, czyli w tym przypadku kwiatki i fotele zaczęły się unosić z niewiarygodną lekkością. Jej kontakt z Mocą się polepszył. Jej lekku powoli zaczęły unosić się w góre, a na jej twarzy widać było zadowolenie
W tym momencie Vegrula gwałtownym ruchem puścił głowę Kaaycen i wszystko powróciło do normalnego, szarego stanu. Po tym wrócił na swoje miejsce i spojrzał na jej reakcję
Cen usłyszała dźwięki upadających przedmiotów. Otworzyła oczy i spojrzała z niedowierzaniem na Mistrza
- Jak Mistrz to... zrobił
- Jeżeli coś nas interesuje, to przychodzi nam to łatwiej... Oczywiście są to też lata treningu. Więc jak? Odpowiednio zmotywowana by osiągnąć taki stan?
- A to możliwe, bez mistrza rąk na głowie?
Zaśmiał się od środka - To? To a nawet więcej.
- Więcej? - jej oczy urosły do średnicy lekku
- Spokojnie - wykonał łagodny ruch ręką - Wszystko po kolei. Czy teraz cię to interesuje?
- T...Tak mistrzu - dało sie wyczuć od niej entuzjazm. Zamknęła oczy i położyła ręce na kolanach usiłując zjednoczyć swoją świadomość z Mocą na tyle na ile była w stanie.
Vegrula cały czas ją obserwował i oglądał wyniki medytacji - Pozwól się temu pochłonąć. Teraz, kiedy wiesz, czym naprawdę jest medytacja, możesz się tym zainteresować. Niech to będzie twoja pasja.
- A... A jak już się dam pochłonąć to co dalej? - powiedziała tak cicho że brzmiało to jak szept
- To dotkniesz Mocy i będziesz w stanie lepiej współpracować ze swoim sojusznikiem. Pamiętaj jednak, nie zapominaj o sobie. Moc może pochłonąć całkowicie.
Otworzyła oczy - Da się medytować jakby to powiedzieć... aktywniej?
- Masz na myśli w ruchu?
Kiwnęła głową.
- Najpierw musisz opanować medytację w jak najmniej rozpraszającej pozycji.
- Ale czy możliwe jest potem medytowanie w ruchu czy... W walce?
- Jest, oczywiście. Ale do wszystkiego dochodzi się po kolei.
Kaaycen zamknęła oczy ponownie próbując się skupić
- Po czym poznam... że mi się udało?
- To się czuje... - Powiedział spokojnie - Poznasz to uczucie, kiedy do ciebie przyjdzie. W końcu jesteś WRAŻLIWA na Moc.
Skupiła się znowu maksymalnie na zjednoczeniu świadomości z Mocą. Po chwili się nagle gwałtownie ocknęła - Mistrzu! Widziałam go!
- Widziałaś? - Wygląda na zaskoczonego. - Ale kogo?
- Nie kogo... Bardziej co... Widziałam mój... kryształ
- pośród tysiąca innych obok ten jeden błyszczał i w tym jednym zobaczyłam jakby własne odbicie - wyglądała na zakłopotaną
- Czy to możliwe, że kryształ mnie woła poprzez Moc, mistrzu?
- Lub też Moc woła cię do kryształu. - Uśmiechnął się do niej i wstał, podchodząc do jakiejś półki z naczyniami po przeciwnej stronie sali - To są właśnie zalety medytacji. - Zaczął mówić głośniej, żeby usłyszała go z odległości tych ośmiu metrów - Dzięki niej porozumiewamy się z Mocą. Teraz ona wysłała ci wiadomość, poprzez wizję. Czy jesteś w stanie powiedzieć coś wiedzej o tym obrazie, który ujrzałaś?
Zmrużyła oczy - Ja znam to miejsce... byłam tam z siostrą... ale nie było tam wtedy żadnych kryształów... Ten był wyjątkowy... Lekko wystawał ponad inne, błyszczał się niebieskawym światłem jakby szeptał: weź mnie, weź mnie... Ale zanim po niego sięgnęłam wizja się skończyła
Vergula po chwili wrócił do Kaaycen z filiżanką herbaty i przekazał jej ją. Po parze mogła zobaczyć, że jest gorąca - Więc musimy się tam wybrać. Musisz zaufać Mocy.
- Jeżeli to faktycznie ta jaskinia... To jest ona kilka klików od mojego domu - wzięła filiżanke - Na... Dantooine
- Więc nie możemy zwlekać i musimy tam wyruszyć...






Minął dzień. Kaaycen przybiegła do mistrza w turystycznym stroju, z torbą narzuconą na ramię
- Mistrzu? Już wiem gdzie musimy lecieć! - niemal wyśpiewała z ogromnym entuzjazmem
Vegrula akurat siedział przy jakimś okrągłym stoliku, sterując hologramowymi istotami.
- Zapału ci nie brakuje. Więc jaki kierunek obrałaś?
- Dantooine, Mistrzu... To niedaleko mojego dawnego domu
- Więc nie czekajmy dłużej.
Vegrula zlecił Ceni, by spotkali się przy jednym ze statków, na które zdobył pozwolenie jako Mistrz Jedi. W międzyczasie spakował tam najpotrzebniejsze rzeczy.
Po kilkunastu minutach padawanka odnalazła wskazany przez Mistrza statek i stanęła przed nim
Vegrula przyszedł z delikatnym uśmiechem na twarzy i wskazał opuszczoną rampę, by Cen weszła do środka. Wbiegla na poklad po drodze odkładając pod ściane torbe i siadła w kokpicie na miejcu drugiego pilota
- Nie wiedziałam że Mistrz potraci pilotowac
- Pewne czasy wymagają pewnych umiejętności - stwierdził, zajmując fotel przeznaczony dla osoby sterującej.
Wpisał koordynaty w komputer pokładowy i zaczął aktywować różne sprzęty.
- W Zakonie jest szkoła pilotazu?
- Nie jestem pewny, jak to wygląda tutaj. Kiedyś była taka możliwość. Wiele umiejętności lotniczych Jedi posiadają automatycznie ze względu na swój kontakt z Mocą. Mimo to potrzebne są podstawy, bez których się tego nie opanuje. - Skonczywszy przygotowania, spojrzał na swoją Padawankę
- Gotowa?
- Jak nigdy Mistrzu
Vegrula kliknął przycisk zamykający rampę, czego powodzenie zostało zasygnalizowane poprzez metalowy zgrzyt. Niedługo później silniki statku również dały o sobie znać, a cała maszyneria zaczęła się unosić, co najbardziej widoczne było przez iluminatory, ukazujące poruszające się otoczenie. Niedługo to, co w dole, wyglądało jak makieta. Byli coraz wyżej. Nie musieli czekać długo na turbulencje. Gdy z nich wyszli, Vegrula poczekał jeszcze kilka minut. Cel poczuła jak jej ciało zaczyna dziwnie reagować, tracąc na ważkości. Minęło to automatycznie, kiedy włączył jednostki grawitacyjne.
- Najgorsze za nami.
Pokrecila głową z lekkim uśmieszkiem - Najgorsze może nas dopiero spotkać
- Może wykorzystamy ten czas do tego, byś zinterpretowała mi Kodeks Jedi?
- W sumie co innego mamy do roboty - wzruszyła ramionami
- No więc zaczyna się od "Nie ma emocji. Jest spokój" - spojrzała na Mistrza - co znaczy że Jedi może odczuwać emocje ale nie może się im poddawać...
Skinął głową, słuchając swojej uczennicy i obserwując systemy wspomagające statku.
- Nie ma ignorancji. Jest wiedza -Czyli Jedi powinien być... tolerancyjny wobec innych, ale nie pozwalać wchodzić sobie na głowe. Musi dążyć do poznania galaktyki, jednocześnie pamiętając o zagrożeniach płynących z różnych stron. Jeżeli mie ma ignorancji, to jest otwartość. Otwartość na inne kultury, cywilizacje i rasy... - wysapala połowicznie z pamięci
- Hmmm... ciekawa interpretacja. Jednak linijka ta odnosi się czysto do wiedzy. Myślę, że tolerancja nie ma tutaj niczego wspólnego z Kodeksem. Trening Jedi nigdy się nie kończy, a więc nigdy nie jesteśmy w stanie posiąść całej wiedzy. To nie znaczy, że powinniśmy przestać z jej poszukiwaniem. Musimy pamiętać, że dla nas nie ma czegoś takiego jak: "już wiem wszystko". Zawsze będzie ta kropla w morzu, którą musimy odnaleźć. Inną sprawą jest, że Moc jest nie do pojęcia.
- Ale czy brak ignorancji nie oznacza właśnie tolerancje i zrozumienie?
- Poniekąd... Nietolerancja często się bierze z braku wiedzy na dany temat, a ten brak wiedzy bierze się z ignorancji. Jednak jest to już dodawanie interpretacji, do czegoś, co niesie głównie inne przesłanie.
- Czy nadinterpretacja jest zła?
- Jeżeli nie narzuca ci zachowań niezgodnych z doktryną Jedi, to uważam, że nie.
Pokiwała głową - czy interpretacja nie powinna być dla każdego indywidualna?
- Jedi są wolni. Prawda jest taka, że sami decydują o swojej ścieżce. Myślę, że takim znakiem kierującym ich na tę ich własną ścieżkę jest właśnie interpretacja Kodeksu - czy to schematyczna jak ta oryginalna, czy też zinterpretowana na swój sposób.
- Mistrz sie zalicza do której kategorii?
- Hmmm... dobre pytanie, Padawanie Kaaycen. - Zamyślił się na moment. - Raczej przypiąłbym siebie do tych schematycznych. Mimo wszystko są to nauki oparte na tysiącach lat i przynoszą one efekty. Możliwe jednak, że niektórzy by się ze mną nie zgodzili. Wielu Jedi uważa, że w naszej społeczności nie ma miejsca na jakiekolwiek emocje. To jest już bardzo sporna kwestia. W każdym razie moja interpretacja jest na tyle bezpieczna, że nie kusi mnie w żaden sposób na Ciemną Stronę.
- Przecież wytyczanie własnej ścieżki nie musi kierować nas na Ciemną Strone...
- Nie musi... ale może. - Spojrzał na nią poważnie i poniekąd ostrzegawczo. Gdy coś zapikało w panelu sterowniczym, spojrzał na jeden z monitorów. - Oho! Powoli się zbliżamy.
Zerwała sie z fotela, narzuciła w biegu torbe i już po chwili stanęła na rampie
- Spokojnie! - Zaśmiał się. - Radzę wrócić i zapiąć pasy!
Westchnela, podeszla do sciany i rozłożyła sobie najbliższy rampie fotel
Właśnie wyszli z nadprzestrzeni, kiedy ukazała im się planeta otoczona dwoma księżycami. Światło padające na nią, ukazywało dominujące zielone obszary gdzieniegdzie zabarwione błękitem czy żółcią. Kiedy zbliżyli się do atmosfery, iluminatory zaczął pokrywać bursztynowy żar, oplatając dziób statku w witającej przybyszy pożodze. Tym razem nie wystąpiły turbulencje, ale lądowanie działo się szybko. Nawet nie było wiele czasu, by podziwiać przygotowane im widoki. Vegrula w pewnym momencie złapał za krążek sterowniczy i wyrównał lot maszyny do poziomu, kierując ich w stronę wprowadzonych koordynatów.
Zbliżyli sie w okolice coraz lepiej widocznego sporego domu, obok którego stał dyplomatyczny statek. Dom był półokręgiem z wejściem po środku. Już z góry było widać przynajmniej trzy kondygnacje. Obok statku dyplomatycznego, przed domem było wystarczająco miejsca by Vergula mógł wylądować. Maszyna powoli zaczęła się opuszczać, naciskając podmuchem powietrza na znajdującą się pod nią roślinność. Gdy wylądowali, Vegrula nie kazał dłużej czekać swojej uczennicy i opuścił rampę.
Kaaycen wybiegła w okolice którą znała jak własną kieszeń. Pobiegła prosto do domu i zapukała do drzwi
Vegrula chwilę później stał przy niej.
- Spokojnie, Kaaycen. Nie ma pasji - jest pogoda ducha. Pamiętaj.
Spojrzała na Mistrza i skinęła głową. Sekunde po tym drzwi się otworzyły, a w nich stanęła kobieta w samym szlafroku i kapciach.
Vegrula stał wyprostowany z przyjaznym spojrzeniem w oczach. Mimo to mógł wyglądać przerażająco przez wypaloną bliznę, pokrywającą połowę jego twarzy.
Kobieta widząc dorosłego Twi'leka oniemiala
- Cenia, jeżeli prosisz mnie o zgode na ślub z tym o to... Mężczyzną to nic z tego! - zmierzyła Vergule wzrokiem
- Ciociu Tee... zaśmiała sie Cen - teraz jestem Jedi... Nie moge brać ślubu... Oto mój Mistrz - Vergula Otan - Mistrzu - Oto Ciocia Tee
Mistrz Jedi ukłonił się kobiecie, kładząc sobie równocześnie dłoń na środku klatki piersiowej.
- Przyprowadziłem tutaj Padawan Kaaycen.
- Widze - zmierzyła oboje wzrokiem - więc może mi pomożecie jak już tu jesteście
- Jeżeli tylko będziemy w stanie... - odparł Mistrz Otan
- Jedi sprzątać nie potrafią? - spojrzała na rosłego Twi'leka
- Och! Więc o taką pracę chodzi? W takim wypadku nie widzę przeszkód.
Kobieta spojrzała na niego z lekkim niedowierzaniem
- Trzy dni temu mój mąż wyszedł by wysadzić wejścia do jaskiń, bo za wiele kinrathów się ostatnio kręciło w okolicy... Ze sprzątaniem sobie poradze. Z zabijaniem masowo szkodników już gorzej. Mistrzu Jedi. Moge liczyć na waszą pomoc?
- Jedi nie są od zabijania niewinnych istot. Mimo to myślę, że znajdziemy jakiś sposób, by pomóc.
Kobieta westchnela
- Ostatnio widziany był przy jaskini na południe od naszego domu. Tam poszukajcie jakiegoś tropu
Vegrula kiwnął głową i spojrzał na Kaaycen.
- Co myślisz? - pytanie mogło być proste, ale w oczach Vegruli Padawan mogła zauważyć ukryte pytanie odnośnie kryształu.
- Myśle że nie bez powodu w mojej wizji kryształ akurat był w jaskini... Być może uda nam sie odnaleźć wujka i kryształ razem
- Więc prowadź.

Kaaycen ruszyła na południe od domu, w strone niewielkiego wzniesienia. Po jakimś czasie pojawiły się pierwsze kinrathy, a z góry widać ich było coraz więcej przy wejściu do jaskini
- Mistrzu co robimy? - spytała lekko spanikowana
- Zachowaj spokój. Zwierzęta są istotami często działającymi według instynktu. Ale co najważniejsze - każda żywa istota jest połączona Żywą Mocą. Otwórz się na tę energię i postaraj się przekazać swoje intencje. Pokaż, że nie masz złych zamiarów.
Wystawila ręke przed siebie próbując zjednoczyć sie ze stworzeniami.. Jednak mimo wszystko emanował od niej strach.
- Nie ma emocji - jest spokój - powtórzył mantrę. - Strach nas paraliżuje. Nie pozwól mu przejąć nad tobą kontroli. To ty go kontrolujesz.
Emanacja strachem trochę opadła ale mimo to kinrathy po kilku sekundach zaczęly pluć kwasem w strone obu Jedi.
- Nie atakuj! - Vegrula wyciągnął przed siebie obie dłonie. Przy użyciu jednej z nich wytworzył przed sobą i jego uczennicą ścianę Mocy, przyjmującą na siebie kwas kinrathów. Drugą za to wykorzystał do posłania istotom wici Mocy, które mogłyby uspokoić stworzenia i zapewnić je o nieszkodliwości Jedi.
Padawanka spojrzała z niedowierzaniem na to co zrobił jej mistrz
- Na... na jak długo nas to ochroni?
- Przekonamy się. Chodź. W międzyczasie próbuj się opanować.
- Staram się... - ruszyła za nim, trzymając sie bardziej jego plecow
Vegrula szedł czujnie pośród tłumu pajęczych istot, obserwując ich zachowanie.
Kaaycen trzymała sie w dalszym ciągu jego pleców, starając sie panować nad strachem
- Wszyscy jesteśmy połączeni z Mocą... - szepnął w trakcie marszu. - Nie ma emocji - jest spokój. - W jego głosie nie dało się wyczuć krzty przerażenia. Słowa Vegruli jakby dodatkowo działały kojąco.
Zbliżali się powoli do wejścia jaskini a "morze" kinrathów się przed nimi powoli rozstępowało
- Wyczuwasz swojego wujka? - Sam również próbował odnaleźć duszę osoby rozumnej.
Skupiła sie na Mocy - wyczuwam że tu był... I nie skończył pracy bo jaskinia nie jest do końca wysadzona... Coś złego go tu musiało spotkać...
Vegrula wyjął miecz, by oświetlić sobie drogę niebieskim światłem klingi.
Kaaycen mruknęła do siebie patrząc na klinge Verguli
- Jeszcze tylko troche...
Vegrula stawiał powolne kroki, rozglądając się na boki. Dużą część uwagi poświęcał podłożu, na którym spodziewał się zastać przeszkody, ale również... ciała.
Cenia tymczasem przeszukiwała formacje kryształów w okolicy jaj kinrathów
- Mistrzu... To nie to.. To nie jest TEN kryształ
- Nie rozumiem. Co masz na myśli? - Spojrzał na nią trochę zdezorientowany.
- Ten z wizji... To nie ten... To są zwykłe kryształy, ale mojego tu nie wyczuwam... - im dalej szli tym bardziej było słychać jak ktoś krzyczy i strzela w pająki z blastera
- Szybko! - Vegrula ruszył pędem przed siebie. Mimo wszystko nie ładował w to tyle Mocy, by nie zostawić Kaaycen w tyle. Musiał mieć ją ciągle na oku... W miedzyczasiedostrzegł że jaskinia jest ogromna, powleczona tunelami kopanymi przed lata. Mijali jaja, krzyształy, przejścia i wejścia. W końcu dotarli do wielkiej "sali" w której na środku siedziała królowa wielkości ośmiu standardowych pajączków. Pod nią było pełno jaj z których lada chwila mogą sie wykluć kolejne pajęczaki. Mężczyzna został już obezwładniony i zawinięty w coś w rodzaju sieci pajęczej... Królowa zbliżała sie by go zjeść
- Mistrzu... Ja rozumiem, że nie powinniśmy reagować przemocą... Ale nie widze teraz innego wyjścia!
Vegrula zgodził się z jej słowami w praktyczny sposób. Rzucił mieczem kierowanym Mocą w stronę przedniej, twarzowej odnogi królowej, nie zatrzymując swojego biegu w jej stronę.
Kaaycen bez miecza nie wiele mogła zrobić, więc przyciągnęła leżący na ziemi blaster wójka i wypaliła w głowe wielkiego pajęczaka
królowa unikneła pocisku i zaczęła powoli iść w strone obu Jedi
Miecz Verguli odciął jej jedną z kończyn, ale i wprawił Królową w szał. Przypuściła szarże na Vergule przez co ten nie zdążył sie skoncentrowac na tyle by miecz przyciągnąć z powrotem.
Miecz Jedi utknął w lepkiej substancji pokrywającej gniazdo z jajami
- Kaaycen, biegnij uwolnić swojego wujka - rzucił, skacząc w stronę bestii. Chciał wykonać manewr, który by odwrócił jej uwagę, ale równocześnie na tyle ją zdezorientował, że zwróciłby na siebie jej całą uwagę. Próbował ją przeskoczyć.
- Uwolnić? Ale jak? - pobiegła w strone owiniętego w pajęczyne mężczyzny(edytowane)
królowa zaczęła wydawać głośne ryki, które zatrzęsły cała jaskinią
- Wszystko, czego potrzebujesz, to Moc! - Wylądował na ziemi i wyciągnął dłoń w stronę królowej, próbując ujarzmić ją przy pomocy techniki Kontroli Bestii.
Krzyk zmalał, jednak po chwili Vergula słyszałjak z każdej strony jaskini przybywa coraz więcej pajęczaków
- Mam Moc... Dobre sobie... Szkoda że nie da się nią ciąć - mruknela do siebie.
Vegrula nadal nie miał swojego miecza i wyglądało na to, że narazie nie kwapił się do tego, by go do siebie przyciągnąć. Cały czas próbował nawiązać więź z królową kinrathów, dając Kaaycen jak najwięcej czasu.
Cenia szarpała sie tymczasem z pajęczynami, klejąc sie przy tym. W końcu dostrzegła że niedaleko niej jest miecz Verguli. Tymczasem królowa odwracała uwage Mistrza Jedi od przybywających zastępów, które zaczęły sie wylewać z każdej strony nory
Vegrula zmarszczył czoło i przywołał do głowy obraz walczących że sobą młodych kinrathów, by te nie przeszkodziły mu w zadaniu. Próbował wykorzystać technikę Medytacji Bojowej Jedi, chcąc zamieć swoje wyobrażenie w rzeczywistość. Niestety Królowa miała nad umysłami poddanych większą kontrolę i pajączki niewiele sobie robiły z próby mieszania w umysłach.
Po chwili błysnęła niebieska klinga w oddali. Senator Tee został uwolniony.
Kinrathy zaczęły pluc kaskada kwasu w strone Jedi
Vegrula, unikając ataków, podbiegł do senatora i Kaaycen, po czym kazał im biec, tworząc wokół nich Barierę Mocy, nie pozwalająca przejść kwasowym substancjom.
Chwyciła sie i biegła tuż za jego plecami... Mijali korytarze, a za nimi wysypywało się morze pajęczaków. Gdy dobiegli do wyjścia (a chwile to zajęło) senator wysadził wejście do jaskini grzebiąc tym samym setki pajęczaków
- Było blisko... - westchnął Tee
- Mistrzu? - zwróciła sie do Verguli oddając mu miecz - ale mój kryształ przepadł...
Odebrał miecz i przypiął go do pasa.
- Tak czujesz?
- Czuję jego obecność... Tu - obróciła sie zdezorientowana
Senator Tee wyciągnął z kieszeni mały kryształek - Chodzi Ci o to, mała? Myślałem, że zrobie z niego naszyjnik dla cioci... Ale widze, że Tobie przyda się bardziej... - podał niebieski półprzezroczysty kryształek twi'lekance, na której twarz entuzjazm powrócił ze zdwojoną siłą
- Jestem wam wdzięczny za ratunek. A teraz chodźcie. Ciocia Tee pewnie przygotowała już kolacje
Vegrula uśmiechnął się do swojej Padawan.
- Z chęcią na nią przystanę.
Cen spojrzała na mistrza
- Powinnam wyciągnąć z tego jakąś lekcje?
- Moc często wystawia nas na próby. Z jedną z nich musimy się zmierzyć podczas zdobywania kryształu. Tobie również jakaś została przekazana. A jaka? Ty powinnaś wiedzieć najlepiej.
- Że powinnam być cierpliwa? Że Jedi nie może się poddawać?
- To byłaby dobra lekcja. Poza tym... chyba ważne jest, byś nie traciła nadziei. Wydawałoby się, że kryształ został stracony, a jednak...
Pokiwała głową
- Więc co kolejne? Emiter? Rekojeść? Ogniwo zasilające?
- To już pokaże Moc. - Mrugnął do niej.

Szli tak parenaście minut aż doszli do domu Tee. Od wejścia Ciocia przywitała męża tak jak to żony witają mężów po długiej nieobecności. Zaprosiła gestem Vergule i uczennice do apartamentu. Uwage mogły przykuć technoloiczne rozwiązania, kunszt wykonania absolutnie wszystkiego i cztery małe akkdogi. Szli schodami do jadalni na piętrze po drodze mijając jednostke protokolarną i astromecha. Stół był na przyjemniej trzydzieści osób pełen różnego rodzaju smakołyków z każdej części galaktyki
- Prosze Mistrzu - zachęciła Pani Tee - częstujcie się
Vegrula przysiadł do stołu, korzystając z przygotowanej uczty.
- Więc stąd pochodzisz? - skierował do Kaaycen.
- Nie do końca...
- Cenia i Me były... Sierotami... Na szczęście udało nam się je przygarnąć i tak o to zamieszkały z nami... I wychowały się z naszymi dziećmi - opowiadała Pani Tee krojąc kawałek dorodnego drobiu
- To znaczy mają jakąs tam rodzine... Ale ich ciocia jak dobrze pamiętam jest przemytniczką... I nie za bardzo ma czas na wychowywanie dzieci... W sumie to ona do nas ściągnęła te Jedi co była tu wcześniej i stwierdziła ich potencjał w Mocy... Gdyby nie to... Prawdopodobnie nie trafiłyby do Zakonu - kończąc zdanie zaczęła jeść
- Kochanie - odezwał sie po chwili milczenia senator Tee - może dasz Mistrzowi zjeść? Jak widzisz nasze dziewczynki potrafią o siebie zadbać... Przecież gdyby nie potrafiły to żaden Mistrz by ich nie chciał szkolić, prawda? - spytał chcąc zaspokoić ciekawość
- W każdym Jedi drzemie potencjał. Trzeba tylko wiedzieć, jak go wyzwolić. Czyli prowadzicie charytatywny sierociniec?
- Można tak powiedzieć - spojrzała na Jedi - Kaaycen jest bardzo energiczna i wszędzie jej pełno... To nie przeszkadza w szlifowaniu jej na przyszłego Rycerza? - zapytała nakladając Ceni jakieś egzotyczne warzywa z mięsem z czegoś w rodzaju kurczaka
- Zapewne jest to dla nas jakieś wyzwanie, ale jest to cecha, która często zanika z wiekiem. Potrzebujemy czasu. Mimo dojrzałości, którą wymagamy już od najmłodszych, pamiętamy, że to są nadal młode osoby. Czasami jednak nawet Jedi przydałoby się trochę zapału, którego jej nie brakuje.
Kaaycen udawała że nie słyszy rozmowy - Czyli Mistrz nie żałuje, że wziął ją na szkolenie? - zapytał pan senator
- Skądże! To dopiero początek naszej podróży, co prawda, ale jak narazie nie sprawiła mi problemów, z powodu których miałbym żałować swojej decyzji. - Nalał sobie jakiejś zupy i skosztował ją.
- Cóż... - westchnęła pani Tee - To nas cieszy... Szkoda że nie mamy wieści od Me... Tak czy inaczej. Możecie u nas przenocować do jutra. Powiem tylko, by przygotowano wam dwa pokoje
- Uważam, że to dobry pomysł. A Ty jak myślisz, Kaaycen?
Przeżuła by nie mówić z pełnymi ustami
- Skoro miecz i tak musi poczekać...
- Wciąż nie wiemy skąd wziąć części
- Moc jedna wie. Miecz jest bardzo ważny dla Jedi. Moglibyśmy skrócić czas czekania i zmontować jakiś miecz, ale nie byłby on idealnie dostosowany do twoich wymagań.
senator i jego żona odeszli od stołu i podziękowali za kolacje zostawiając Jedi samych
- Cóż... Pewnie mistrz ma racje... Szkoda że nie wiem skąd tamten Jedi z Queshu brał części
- Mówisz o swoim wymarzonym mieczu z hologramu?
- Tym mieczu z wizji
- Zawsze możesz poszukać w naszej świątyni. Możliwe, że jakieś części się znajdą. Domyślam się jednak, że nie wszystkie ci przypasują.
- Jedi raczej nie zamawiają komponentów w hurtowniach? - zaśmiała sie
Vergula dołączył do jej śmiechu.
- Raczej nie, Kaaycen. Raczej nie...
(Wszyscy śmiali się i dokazywali)
Po chwili spoważniała - Więc w zasadzie skąd w świątyni te części?
- Pozostałości zniszczonych mieczy, znaleziska czy też tworzone przez odpowiednio przygotowane do tego osoby.
- Więc ktos w świątyni byłby w stanie mi stworzyć części do miecza z wizji?
- Możliwe. Świątynie Jedi zawsze miały pod ręką części do mieczy. Ciężej było z kryształami. Ich się nie przechowuje dla Padawanów. Ale kryształ już masz.
sięgnęła do kieszonki by w reszcie sie mu przyjrzeć. Mały niebieski kamyczek odbił się w jej dużych oczach.
- Jeszcze troszke... - wyszeptała do siebie.
avatar
Gray Jedi MAster
Jedi
Jedi

Liczba postów : 31
Join date : 30/08/2016
Age : 18
Skąd : Gdzieś w odległej galaktyce

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach