Kroniki Rogatej Jedi - Epilog

Go down

Kroniki Rogatej Jedi - Epilog

Pisanie by Gray Jedi MAster on Sob Lut 03, 2018 1:35 am

Ashoni Vaner dotarła do własnego pokoju w Świątyni, otworzyła drzwi, uwalniając tym ogromną chmurę niesprzątniętego kurzu lecącą prosto na nią. Odkaszlnęła i weszła do środka przyglądając się pomieszczeniu.
Pokój Mistrzyni był skromnie urządzony. Pod ścianą stało jednoosobowe łóżko, na przeciw niego niewielka komoda na której leżały jakieś narzędzia w totalnym nieładzie. Obok łóżka pod ścianą leżał zakurzony, obdrapany i wysłużony pancerz z logiem Zakonu Jedi na wysokości ramienia. Owy pancerz był zaprojektowany tak, by dało się go nosić na luźnej szacie jednocześnie nie ograniczając swobody ruchów. Togrutanka nosiła go głównie z nostalgi, przypominał jej o dawnym życiu. O czasach gdy toczyła bitwy w dobrym imieniu Republiki, gdy Zakon został rozbity.
Ostatnio swój bitewny pancerz założyła lecąc znowu na Ord Mantell, gdzie Tarcza przechwyciła sygnał awaryjny niejakiego Gerhena. Wtedy też dostała zadanie dowodzenia drużyną złożoną z pirata, mandaloriańskiej najemniczki i Rycerza Jedi imieniem Varrin’rad. Od tamtej pory pancerz się kurzy, a ona sama przerzuciła się na szaty z płaszczem, czyli w zasadzie klasyczny ubiór Jedi do którego poprostu przez lata przywykła…
Dalej wiodąc wzrokiem napotkała stos metalowych elementów, poprzewracanych pudełek i innych sprzętów, których pochodzenia ani przeznaczenia już nie pamiętała.
- Trochę mnie tu nie było - mruknęla do siebie
- Troche za długo - usłyszała za plecami głos znajomej.
Togrutanka zamarła za moment. Wzięła wdech, przewróciła oczami i zwróciła się do Twi'lekanki rozkładając na boki ręce w geście zrezygnowania:
- Chcesz mnie tu teraz moralizować?
Meyshi nie wiedziała co odpowiedzieć. Z jednej strony wiedziała, że Ashoni nie jest jej padawanką i w sumie nie wypada jej tak traktować dojrzałej Jedi. Z drugiej zaś czuła się w pewnym sensie odpowiedzialna za Siostrę w Mocy:
- Nie... Chcę ci uświadomić, że nie powinnaś od tak...
- Znikać? - przerwała w połowie zdania - Czas mnie gonił - powoli usiadła na łóżku. Meyshi mruknęła coś niewyraźnie do siebie. Weszła głębiej do pokoju by płyta drzwi wyszła ze ściany i zamknęła się z głuchym stuknięciem.
- Powiedz proszę że nie zmarnowałaś tego czasu i cokolwiek się wyjaśniło - Wypaliła Twi'lekanka gdy wiedziała, że mają chwile prywatności.
- To - Ashoni wyciągnęła holokron i rzuciła go do Mistrzyni Lashi
- Co to?
- Holokron
- Widzę - ucięła krótko - Pytam co zawiera
- Mapę
- Mapę dokąd? - Zdziwiła się Twi'lekanka
Ashoni zrobiła pauze:
- Do miejsca, gdzie czuję że znajdę odpowiedź
Meyshi pokiwała głową nie chcąc wypytywać już o nic więcej. Od początku uważała, że wyprawa Zbrojmistrzyni była bezcelowa.
- Lepiej się już w to nie mieszaj - rzuciła kostkę do Ashoni - Ledwie uszłaś z życiem. Następnym razem możesz mieć mniej szczęścia
- Wiesz, że nie odpuszcze...
Meyshi wzięła głębszy wdech:
- Wiem... Ale jeśli chcesz tam wracać tym razem weź kogoś ze sobą
- Masz na myśli siebie? - Togrutanka uśmiechnęła się ironicznie
- Przecież ktoś musi pilnować twojego tyłka - Wypaliła starsza Mistrzyni
- Muszę odzyskać siły - westchnęła Ashoni
- Musisz... I nie tylko siły - przyciągnęła od pasa Jedi uszkodzony miecz świetlny ewidentnie wyprofilowany dla kogoś o bardziej masywnej dłoni - Jak na mistrza broni, bardzo słabo o te broń dbasz - spojrzała na togrutanke, która gdyby mogła sparaliżowałaby Meyshi wzrokiem
- Tak... Też o tym myślałam - przyciągnęła z rąk twi'lekanki miecz nawet nie patrząc w jej strone - Pora sobie conieco przypomnieć.

***


Stanęła w świątynnym warsztacie rozglądając się za częściami.
Zdała się na intuicje i podpowiedź Mocy. Spakowała do plecaka cztery razy więcej cześci niż potrzebowała i wysypała na blat sterte małych elementów po czym zaczęła intuicyjnie tworzyć różne kombinacje części sprawdzając możliwości konkretnych konstrukcji.
Pokręciła głową - to nie było to.
Chciała czegoś nowego... Czegoś własnego.
Każda konstrukcja miała wady. A ona chciała się ich wyzbyć. Chciała stworzyć poręczną broń, dobrze wywarzoną, idealną do pojedynków. Godziny pracy nad kolejnymi prototypami konstrukcji skłoniły ją do użycia w podstawie czegoś, co wzmocni jej połączenie z Mocą za sprawą nowego oręża - twardego drewna z jej rodzinnej planety - Shili. Owinęła rękojeść u podstawy cienkim kawałkiem skóry z Voranticusa i chwyciła ją. Wydawał się bardzo lekki. Taki miał też być. Wsunęła soczewkę wraz z emiterem i kryształ wewnątrz. Niestety emiter był z innego projektu miecza, dlatego musiała wyszliwować łączenia. Gdy zakończyła prace kosmetyczne, dołączyła pozostałe części obudowy, a następnie uklękneła przed powkładanymi w siebie częściami miecza i skupiła się na ich syntezie. Sięgnęła po Moc. Jej nieodłączną towarzyszkę. Skierowała niewidoczne wici na konstrukcję, pozwalając im zespolić oręż Jedi. Dało się słyszeń cichutki szczęk małych metalowych elementów, gdy zaczęły łączyć się ze sobą, tworząc powoli jedną, spójną całość. Elementy przemieszczały się dookoła cylindrycznej rękojeści zupełnie tak, jakby każdy z nich wiedział dokładnie dokąd zmierza i gdzie ma spocząć.
Wkrótce gotowa broń zawisła nad stolikiem. Ashoni otworzyła oczy i przyciągnęła ją do siebie:
- Chwila prawdy - odpaliła miecz, którego dźwięk wydawał się jej odmienny od poprzednio używanych mieczy. Kolor klingi był przejściem zielonego w błękit. Bardzo unikalna barwa. Chwyciła miecz lepiej u podstawy - był doskonale wyważony. Jego konstrukcja pozwalała na niezwykle precyzyjne, dalekie rzuty, jak i subtelne cięcia, jednocześnie nie męcząc zbytnio ręki u podstawy nadgarstka, dzięki zmniejszeniu możliwie masy miecza poprzez zastosowanie drewna zamiast metalu. Ashoni wykonała jeszcze kilka piruetów wymachując świecącą klingą, pilnując by każdy ruch był precyzyjny i wychodził z konkretnego miejsca dążąc jednocześnie do konkretnego punktu. To wszystko stworzyło efekt niezwykle precyzyjnego pokazu sztuki jaką zdecydowanie dla Ashoni jest szermierka. Czuła się szczęśliwa. Jak mała padawanka, która dopiero co zbudowała swój pierwszy oręż w ramach padawańskiej próby. Dała ponieść się Mocy w pięknym tańcu Formy czwartej. W końcu zamarła w bezruchu, podniosła klingę na wysokość oczu i zgasiła energetyczne ostrze.
- No... To jeszcze jeden - mruknęła do siebie


***

Świątynia posiadała kilka sal ćwiczebnych. Jedne większe, inne mniejsze. Te najmniejsze stworzone były z myślą o najmłodszych Jedi stawiających pierwsze kroki na ścieżce Strażnika Pokoju. Te większe pełniły funkcje zarówno ćwiczebno - sparingową jak i były przeznaczone na prowadzenie lekcji z szermierki. Istniała też jedna główna na której doskonalili się Mistrzowie i bardziej doświadczeni Rycerze. Co więcej ta też sala posiadała coś w rodzaju widowni. Wygląd każdej sali był podobny. Wystrój bardzo ubogi, kamienna posadzka i kilka starych monumentów przyglądająch się od setek lat kolejnym pokoleniom Jedi. Pomieszczenie to zostało również wyposarzone w droidy ćwiczebne i terminal na którym to Jedi ustawiał poziom trudności sparingu. Dla bezpieczeństwa poziom średniozaawansowany jak i zaawansowany wymagał specjalnej autoryzacji by jakiś zbłąkany Padawan nie został poturbowany przez swoją głupotę.
Ashoni weszła do sali wyposarzona w świeżo stworzoną broń. Zdjęła płaszcz i odwiesiła obok terminala. Aktywowała cztery droidy i ustawiła tryb zaawansowany. Po dokonaniu autoryzacji, z naprzeciwległych ścian aktywowały się po dwie maszyny. Wyposarzone były w miecze świetlne o osłabionej mocy emitera, co sprawiało, że cięcia nie kończyły się natychmiastową amputacją, a jedynie poważniejszym oparzeniem. Jedi też byli proszeni o zmniejszanie mocy własnych mieczy na czas treningów, gdyż szatkowane droidy ktoś musiał potem naprawiać.
Jedi wyszła pewnie na środek kamiennego kręgu i aktywowała swoje bronie. Dwa cylindry obudziły się do życia. Ashoni stanęła w pozycji wejściowej do Ataru, czekając aż przeciwnicy zadadzą pierwsze cięcia. Forma IV wymagała od walczącego niezwykłej koncentracji i łączności z Mocą. Stąd i często Jedi posługujący się tą formą mieli najsilniejszy związek z Mistyczną Siłą zaraz po Negocjatorach skupiający się zwykle na formie Niman. Formie, która używanie miecza traktowała bardziej jako formalność i nie robiła z niego wielkiego pożytku. Miecz służył do obrony, Moc do ataku. Ale nie w przypadku Ataru. Tutaj Moc, Miecz i wojownik musieli stać się jednością. W innym wypadku najmniejszy błąd mógł skutkować śmiercią, albo w najlepszym wypadku - amputacją.
Ashoni doprowadziła posługiwanie się tą formą do perfekcji. Nie było miejsca na jakikolwiek błąd. Gdy tylko klinga wysuwała się z rękojeści, Togrutanka stawała się jednością z Mocą. Każdy jej mięsień, każda myśl i każde cięcie podążało za niewidzialną siłą.
Teraz myśl musiała nadążyć za ciałem w tym pięknym na swój sposób tańcu ostrzy. Maszyny zaatakowały niemal jednocześnie, Jedi nie miała najmniejszego problemu by sparować część ciosów, część wyminąć poprzez skomplikowane akrobacje. Robiła to, co podpowiadała jej Moc. Sięgała co i rusz po nią, bo ona była teraz jej jedynym wsparciem i nigdy - jak długo żyje, Moc jej nie zawiodła. Przeskoczyła najbliższego droida, by mieć swoich wszystkich oponentów przed sobą i natarła na najbliższego serią ciosów, wymierzając coraz to kolejne cięcia obiema klingami, sprowadzając przeciwnika do defensywy. Forma IV miała taką to wadę, że najlepiej spisywała się w walce jeden na jeden. Przy większej liczbie przeciwników utrzymywanie nieprzełamalnej obrony wymagało wyjątkowego skupienia. Gdy sprowadziła pierwszego droida do defensywy, odparła atak jego przybocznego, wykonała salto w bok, złamała linię obrony, poprzednio osłabionej jednostki i po wybiciu miecza z ręki droida, wykonała na jego torsie coś na kształt litery "X" wykluczając go z pojedynku. Pozostały trzy jednostki. Wszystkie wyposarzone w pojedyńczy miecz świetlny. Znowu musiała się skupić na natarciu jednego, podczas gdy kolejne dwa usiłowały otoczyć togrutanke. Wyliczyła, że ma około czterech sekund zanim zostanie otoczona. Zgasiła lewy miecz, wyprostowała się chowając ręke za plecami i natarła ukośnym cięciem charakterystycznym Formie II zwanej również jako Makaschi. Bardzo oszczędnym ruchem sparowała cios droida przed sobą, po czym aktywowała drugie ostrze gdy znalazła się za jego plecami. Pozostały wciąż dwie jednostki. Jeden z droidów aktywował drugi miecz świetlny, jego przyboczny zaś dopiął przedłużenie miecza aktywując tym podwójną klingę. Robiło się coraz ciekawiej.
Tymczasem na trybunę weszła zakapturzona Meyshi w towarzystwie kilku młodzików którzy zaraz zajęli miejsca na trybunie z zaciekawieniem obserwując Mistrzynię Vaner w akcji.
Mistrzyni Vaner zaś musiała podzielić teraz swoją uwagę na dwie jednostki. Przybrała pozycje wejściową do Shien na dwa miecze. Odwróciła miecze ostrzem w dół i skrzyżowała je za plecami. Forma V należała do tych wszechstronnych. Najlepiej jednak sprawdzała się w walce z przeciwnikiem zbiorowym.
Poczekała aż któraś z jednostek naprze na nią pierwszą. Padło na droida z podwójną bronią. Podwójne ostrza miały to do siebie, że mogły być zarówno niebezpieczne dla oponenta jak i walczącego. Droid napierał z obu stron starając się przełamać obronę Ash. Ta jednak odbijała ataki to z lewej, to z prawej starając się tak prowadzić pojedynek z droidem, by nie pozwolić na zbyt wiele drugiej jednostce. Droid wykonał swojego rodzaju piruet z bronią zapewne z nadzieją, że z impetem przełamie obrone Jedi i skończy z ostrzem na wysokości jej żołądka, jednak ta podbiła do góry ostrze, sprawiając tym samym, że droid stracił równowagę i upadł do tyłu. Jedi bezceremonialnie wbiła leżącemu miecz w pierś i wykonała unik przed cięciem jednego z dwóch mieczy ostatniej jednostki. Mistrzyni powróciła do Formy IV znowu stawiając na spojenie z Mocą i ofensywe, nie pozwalającą na jakikolwiek atak ze strony przeciwnika. Jedi skakała, robiła salta, piruety i wszelakie inne akrobacje o których nie śniło się nawet mistrzom sztuki cyrkowej.
Tymczasem trzy poległe jednostki wstały, aktywowały bronie i zaczęły powoli nacierać na Jedi. Ashoni dostrzegła to momentalnie. Wycofała się do środka kamiennego kręgu i pozwoliła się otoczyć. Sięgnęła po Moc. Skierowała jej wici w posadzke z impetem, który mogły poczuć nawet kamienne posągi starożytnych Mistrzów. Impetem, który poderwał zdezorientowane droidy na pół metra nad powierzchnie posadzki. Zanim droidy opadły na ziemię, Jedi podskoczyła wykonując błyskawiczny obrót wokół własnej osi trzymając miecze ostrzami na boki i tnąc wszystkie cztery niemal jednocześnie na wysokości torsu. Ashoni wylądowała z gracją na posadzce, ułamek sekundy później upadły na nią również droidy z dezaktywowaną bronią.
- Popisujesz się - Odezwała się zadowolona z widowiska Meyshi z trybuny klaszcząc teatralnie.
Ashoni uśmiechnęła się szeroko gasząc w tym samym momencie miecze:
- Jak zwykle - Ukłoniła się jak aktor po teatralnym przedstawieniu.
Twi’lekanka zdjęła płaszcz z kapturem i wykonała skok z saltem tuż przed Togrutanke. Odpięła miecz, popatrzyła się z serdecznością na Ashoni i aktywowała błękitną klingę:
- Też się chcę popisać - Rzuciła do towarzyszki, która nie spodziewała się takiego rozwoju wydarzeń. Aktywowała dopiero co uśpione miecze i zablokowała nożycami cios Meyshi nad głową:
- Chciałaś powiedzieć "Dać się pokonać" - wykonała piruet i natarła na twi'lekańską Negocjatorkę. Różnica tylko była taka, że Meyshi również kierowała się Mocą... W stopniu wyższym niż Ashoni. Rzadko zdarzało jej się walczyć z tego typu przeciwnikiem.
Meyshi odparła atak, po czym niedbałym jak od niechcenia gestem odepchnęła od siebie Togrutanke.
"Więc tak sobie pogrywasz" - mruknęła do siebie Ashoni, po czym wykonała podwójne salto, nacierając dwoma potężnymi ciosami na prawy bark Mistrzyni Lashi. Negocjatorka zablokowała miecz w pozycji horyntalnej, przełożyła ciężar na prawą nogę zakładając, że na nią uskoczy, a Ashoni poleci do przodu. Tak się jednak nie stało, bo miecze zderzyły się niedaleko od rękojeści, a nie jak zakładała Twi'lekanka - za połową ostrza.
Na trybunie tym czasem zbierało się coraz więcej młodych Jedi, którzy z fascynacją starali się oczami nadążyć za trzema błyskającymi klingami, które to spotykały się raz za razem tworząc kaskady zielonkawych i niebieskawych iskier. Efekt potęgował delikatny półmrok w którym odbywał się sparing doświadczonych Jedi. Siły były nie do końca zrównoważone. O ile Ashoni miała przewagę w postaci drugiego miecza i wachlarza technik, którymi to raz za razem sprowadzała przeciwniczkę do defensywy, o tyle Meyshi była bardziej biegła w wykorzystywaniu Mocy w walce w sposób nie tylko pasywny. Prawdę mówiąc Ashoni miała przewagę tylko do momentu, dopóki nie dawała Negocjatorce możliwości na skupienie się na tyle by wykorzystać Moc do ataku...
Po kilkunastu minutach równej walki, sparing skończył się remisem. No... W pewnym sensie. O ile Ashoni wykorzystała moment by rozbroić negocjatorkę, o tyle w tym momencie nic nie blokowało już Meyshi by złapać Togrutanke uściskiem Mocy i cisnąć o posadzke rozbrajając tym Mistrzynie Broni... Ciężko nazwać to uczciwym zwycięstwem, więc obie uznały to za remis. Meyshi podała towarzyszce ręke by pomóc jej wstać. Przy wyjściu nałożyły brązowe płaszcze i wyszły na korytarz tym samym pozostawiając sale samą sobie.

***

- W zasadzie przyszłam się pożegnać - Powiedziała zmęczona pojedynkiem negocjatorka - Lecę na misje dyplomatyczną
Ashoni pokiwała głową:
- Rozumiem... Nie wszystko da się rozwiązać wskakując z mieczem w wir walki - uśmiechnęła się do towarzyszki - Dobrze że są tacy Jedi jak ty
- Tobie też odrobina dyplomacji by nie zaszkodziła - mruknęła Meyshi na co Ashoni przyznała jej racje. Sama sobie miała czasami za złe swoją porywczą nature i skłonności do rzucania się w wir akcji. Czasami próbowała wykorzystywać zdolność naginania słabszych umysłów i nawet jej to nie najgorzej szło. Co więcej czuła z tego satysfakcję.
Obie Jedi szły w kierunku lądowiska świątynnego, rozmawiając w najlepsze jakby znały się od zawsze.
Gdy doszły na miejsce, obok dyplomatycznej jednostki stało dwóch żołnierzy w służbowych mundurach
- Mistrzyni Lashi. Statek gotowy do odlotu - zameldował jeden z wojaków, po czym wszedł na pokład wraz z towarzyszem
- Dobrze, zaraz dołącze - odpowiedziała Negocjatorka Jedi, po czym zwróciła się do towarzyszki:
- Uważaj na siebie
- Ty też - odpowiedziała jej Togrutanka. Dopowiedziała jedyne co przyszło jej do głowy. Pozdrowienie używane przez Jedi od początku istnienia ich Zakonu:
- Niech Moc będzie z Tobą
Meyshi uśmiechnęła się szczerze jak siostra uśmiecha się do siostry
- I z Tobą - skinęła głową, po czym weszła na pokład statku.
Ashoni lekko się odsunęła, gdy silniki rozpoczęły prace, a statek zaczął powoli unosić się do góry na repulsorach. Otuliła się płaszczem obserwując jak statek powoli opuszcza atmosferę Valirii.
Ten moment pełen nostalgi przerwał T3 odzywając się przez komunikator. Droid w języku binarnym oznajmił, że drobne reperacje Blasku Ostrza się zakończyły i wiekowy frachtowiec jest gotowy do kolejnej misji...
Ale wciąż trzebe zakończyć tę starą.
Chwyciła w ręke holokron schowany w wewnetrzej kieszeni płaszcza. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się, bo wiedziała co zrobi w następnej kolejności...
avatar
Gray Jedi MAster
Jedi
Jedi

Liczba postów : 31
Join date : 30/08/2016
Age : 18
Skąd : Gdzieś w odległej galaktyce

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach