Mroki Imperium

Go down

Mroki Imperium

Pisanie by Mitras on Czw Lut 22, 2018 4:29 pm

*Prolog*


Popołudnia były najlepsze. O tej porze zawsze w bazie odbywały się imprezy. Towarzysząca im muzyka i alkohol sprawiały, że trudy misji stawały się do zniesienia a miejsce na chwile przestawało być tak mocno ponure.
- Deni, chodź tutaj kolejkę opuściłeś! - usłyszałem głos z pokoju obok
- Zaraz – odkrzyknąłem – Już kończę.
Jestem szefem tej misji, tu na miejscu. Co dnia muszę sporządzać raport w którym opisuje jak postępują pracę nad wykopaliskiem.
Cholerni starożytni Sithowie...
Pewnego pięknego dnia ekspedycja Imperium znalazła  na zadupiu Galaktyki ruiny, w głębi których ukryty był skarb. Zanim jednak jakiś łowca nagród dostanie wzwodu na samą myśl dodam, że "skarb" tyczy się tylko i wyłącznie wiedzy zapisanej na jakimś starożytnym Sithowym urządzeniu, które polecono nam wydobyć. Niestety – ruiny świątyni były strasznie ogromne a dotarcie do rzeczonego artefaktu wymagało czasu. Skarb znajdował się niezwykle głęboko a większość przejść była zawaloną bądź zasypana. Agresywne wejście mogło jedynie pogorszyć i przedłużyć sprawę, dlatego zadecydowałem, że będziemy powoli odgruzowywać przejście i zabezpieczać je przed zawaleniem. Z racji nie dużej ekipy prace posuwały się wolno a to miejsce odciskało na niektórych swoje piętno. Początkowo były to koszmary jednak z czasem bywało coraz gorzej. Tylko imprezy dawały nam wytchnienie. Moment zapomnienia o ponurej świątyni którą musimy odgruzowywać.
Kończąc swój dzienny raport usłyszałem znajome pikanie holoterminala. Ktoś chciał się ze mną skontaktować. Wstałem wiec niezwłocznie i podszedłem do urządzenia odbierając połączenie. Przede mną ukazał sie hologram kobiecej zakapturzonej postaci. Jej szaty szczelnie zakrywały każdy skrawek jej ciała poza fragmentem twarzy od nosa w doł. Wiedziałem, kto to jest. Momentalnie skłoniłem się w wyuczonym geście szacunku i wymówiłem formułkę grzecznościową:
- Darth Aleniss, w czym mogę służyć?
- Jak przebiegają prace wykopaliskowe?
- Powoli moja pani – odpowiedziałem ważąc słowa lekko wkurzony, po cholere pisze codziennie te raporty? –
 Konstrukcja świątyni jest naruszona i aby dotrzeć do artefaktu nie uszkadzając go musimy działać ostrożnie
 i powoli. Jesteśmy obecnie 4 poziomy nad celem, prawdopodobnie za jakieś dwa tygodnie uda nam się do
 niego dotrzeć.
- Za długo – stwierdziła niezadowolona Sith -  Dalibyście radę w tydzień?
- To wymagało by od nas ryzykownych kroków, które mogły by uszkodzić ...
- Nie o to pytałam. Dacie rade w tydzień? - jej głos nie znosił sprzeciwu
- Tak, moja Pani – odpowiedziałem zasmucony
- Świetnie, pamiętaj jednak, że jeśli coś stanie się z artefaktem ucierpisz nie tylko ty.
Połączenie się zakończyło a ja poczułem jak zimny pot oblał cale moje ciało. Spojrzałem odruchowo na zdjęcie swojej rodziny po czym poddałem się impulsowi mówiącemu: "Musze się napić".
Udałem się do głównej sali w której członkowie ekspedycji dobrze się bawili. Miło było popatrzeć na ich twarze i uśmiechy. Niestety, w tej idylli kryła się głęboko ukryta nerwowość. Takie świątynie nie było stworzone dla takich jak my. Z drugiej strony nie dziwota, że Sithowie są pojebani skoro lubują się w takich lokalizacjach.
- Siadaj Deni! - zawołała mnie Esmera, piegowata rudowłosa archeolog – Rozmawiałeś z kimś, dzwoniłeś do żony?
- Niestety nie – odparłem w zgodzie z prawdą – Góra się skontaktowała, chcą ... podwojenia wysiłków.
- Podwojenia? - agresywnie uderzył pięścią w stół Otis, szef grupy wydobywczej – I tak pracujemy bez wytchnienia na granicy ryzyka uważając by nie uszkodzić ich jebanego artefaktu a oni chcąc PODWOJENIA wysiłków.
- Spokojnie, próbowałem to wytłumaczyć ale Sithom nie bardzo się da – łyknąłem trochę Coreliańskiej która mi podano – Mam pewien pomysł, jutro go sprawdzimy, może uda nam się przyspieszyć prace. Tym czasem odpoczywajmy. Nie ma sensu denerwować się na zapas.
Nie dokońca wierzyłem we własne słowa, jednak morale załogi trzeba było jakoś podnieść. Uśmiechnąłem sie do siedzących mnie najblizej a najcieplejszy uśmiech posłałem do Esmery, na moc szkoda, że jestem żonaty ...
Mijały godziny, jedni szli spać a kolejni otwierali nowe butelki. Szczęscie się do mnie uśmiechnęło. Zostałem sam przy stoliku z Esmerą. Coreliańska zaczeła uderzac mi do głowy i czułem się odważny. A ona? Cięzko powiedzieć. W jej oczach widziałem radość jednocześnie mocno przepełnioną goryczą.
- Nie masz czasem wrażenia, że jak skończymy to zlecenie to nas zabiją? - zapytała Esmera
- Tak, mam to codziennie, jednak słyszałem plotki, że Darth Aleniss potrafi doceniać użytecznych ludzi i nie lubi marnotrawstwa takiego zasobu.
- Wierzysz w to? Serio? - zapytała śmiertelnie poważna
- W coś trzeba wierzyć, bo żyć się odechciewa.
- A jakby tak założyć, że zginiemy za godzinę... za dzień ... lub tydzień – uśmiechnęła się jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów – co byś zrobił?
- Jeśli miałbym tydzień spróbowałbym uratowac rodzine, natomiast w dzień i godzine ... cieżko powiedzieć. Chciałbym ją spędzić najlepiej jak się da.
- Rozumiem, chociaż ... Jak mógłbyś tutaj spędzić swoje ostatnie chwile najlepiej jak się da? Poza alkoholem i beznadzieją to miejsce nie ma nic do zaoferowania.
- Coś bym wymyślił – spojrzałem głęboko w oczy Emery ... opanuj się chłopie, jesteś żonaty
Dziewczyna uśmiechnęła się jakby rozumiejąc co miałem na myśli. Kilka kolejek później pomieszczenie prawie opustoszało. Przysiadłem sie bliżej koleżanki niesiony odwagą spowodowaną przez alkohol. Ona chwyciła mnie za ręke chcąc gdzies zaprowadzić. Nie protestowałem, chwiejnym krokiem trzymając się za ręce zaprowadziła mnie do małego składzika tuż przy wejsciu do bazy. Zamknęła nas na klucz, powoli zaczynając się rozbierać, chłonąłem swoim wzrokiem każdy skrawek jej nagiego ciała oczekując na moment w którym bede mógł przystąpić do akcji. Wtedy do się stało ...
Wybuch. Chaos i wycie alarmu. Ładunek wybuchowy wysadził drzwi wejściowe obok których znajdował się nas składzik pożądania. Esmera upadła na ziemie przerażona, ja podbiegłem do drzwi, jednak zbyt wolno. Jakas potezna siła wyważyła je wraz z zawiasami. Niesiony impetem z drzwiami poleciałem na przeciwległą scianę upadając na ziemie przygnieciony ich cieżarem. Świat jakby rozpłynął się we mgle jedyne co zobaczyłem to błysk ... miecza świetlnego? Cholera ... Niebieski blask ... Okropny krzyk bólu Esmery ... Zabita. Zielona klinka zza niebieskiej podchodzi do mnie. Zieleń zbliżała się do mnie niczym awatar śmierci po czym jednym ciosem przebiła drzwi i mnie pod nimi.
I objęła mnie błoga ciemność... A więc to tak wygląda umieranie ...

_________________
- Czy jest pan gotów stać na straży porządku i sprawiedliwości w Republice Galaktycznej?
- Bezapelacyjnie, do samego końca ... mojego lub jej.
avatar
Mitras
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 164
Join date : 11/07/2016
Age : 24
Skąd : Poznań

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Część 1: Objawienie

Pisanie by Mitras on Sob Lut 24, 2018 11:31 am

*Darth Aleniss do Ministerstwa Wojny Imperium Sithów*
Raport Operacyjny syg. XV8923, kryptonim: Artefakt

OPIS SYTUACJI: 

Ostrze Imperium będące odpowiedzialne za pozyskanie artefaktu skatalogowanego w bazie jako HI678, który potencjalnie może zawierać w sobie informacje kluczowe do dla racji stanu Imperium, utraciło kontakt z grupą wydobywczą. Niezwłocznie podjęto działania, mające na celu rozwiązanie tej kwestii i dopełniono wszelkich starań mając na uwadze istotność misji. Grupa Sithów na czele z dwoma Darthami została wysłana na skutą lodem planetę w sektorze Xappyh by rozeznać się w sytuacji. Przodem została wysłana grupa zwiadowcza, która doniosła, że w bazie nie wykryto sygnatur życia, co oznaczało albo opuszczenie bazy, albo atak na nią. Na miejscu grupa zastała zhakowane droidy imperialne, które przeprogramowane zostały na atak - nie stanowiły one jednak większego wyzwania dla Sithów z Ostrza. 
Wnętrze bazy usłane było spalonymi zwłokami - ktoś zadbał o to aby naszych ludzi nie mozna było zidentyfikować. Artefakt został skradziony.


POZYSKANE INFORMACJE:


1. Spalone zwłoki posiadały ślady sugerujące, że przyczyną ich śmierci były ciosy od miecza świetlnego, lub mniej prawdopodobnie od innej broni białej.
2. Grupa wydobywcza tuz przed zamilknięciem próbowała wysłać sygnał S.O.S o treści: "Republika atakuje, prześlijcie posiłki"
3. Ekipa znalazła jednego żywego członka grupy wydobywczej, który w jakiś sposób uniknął śmierci. Był w kiepskim stanie gdy przybyliśmy, lekkie opóźnienie i stracilibyśmy go. Ma na imię Otis i dowodził grupą robotników. Obecnie jest w ciężkim szoku, jednak udało nam się wydobyć z niego informacje sugerujące, że za atakiem stali Jedi. Jego dokładną relacje zawieram w załączniku do raportu. Z jego słów wynika, że atak na baze jest winą Jedi i chcą oni użyć artefakt by zniszczyć Zakon Sithów. Jego słowa wprawdzie według naszych specjalistów nie wydawały się fałszywe, mimo to poddajemy je wnikliwej analizie.



STRATY:

1. Troje członków grupy zostało lekko rannych w wyniku ataku droida bojowego



WNIOSKI:


1. Ostrze wnioskuje o wsparcie Ministerstwa Wojny w kwestii rozwiązania tego problemu. Pomoc miałaby mieć charakter czysto materialny i nie tyczy się wsparcia organizacyjnego.

_________________
- Czy jest pan gotów stać na straży porządku i sprawiedliwości w Republice Galaktycznej?
- Bezapelacyjnie, do samego końca ... mojego lub jej.
avatar
Mitras
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 164
Join date : 11/07/2016
Age : 24
Skąd : Poznań

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach