Ciemność przed świtem

Go down

Ciemność przed świtem

Pisanie by Norrin'rad on Nie Mar 11, 2018 5:55 pm

Varrin siedział skrzyżowany na podłodze wpatrując się małego chłopca, który lewitował swoje zabawki, po czym rzucał je we wszystkie strony wydając dziwne dźwięki. Varrin cierpliwie, zbierał je z każdego kąta pomieszczenia za pomocą mocy. W roku siedziała Shurr i z rozbawieniem oglądała jak maluch wystawia cierpliwość rycerza Jedi na próbę. Scorge leżał w łóżeczku, chwytając swoimi małymi czerwonymi rączkami wiszące nad kołyską zabawki, gdy rozległ się potężny huk z powierzchni. Varrin momentalnie wstał, Shurr poderwała się momentalnie, a Scorge zaczął płakać. Varrin spojrzał na Shurr.
- Zostań z dziećmi, zajmę się tym.
- A co jeśli to coś poważnego?
- Poradzę sobie, nie martw się.
Varrin wziął miecz świetlny i przypiął go do paska po czym wybiegł z pomieszczenia spotykając jednego z rebeliantów.
- Raport - zwrócił się do rosłego mężczyzny w brązowej kurtce z karabinem blasterowym przewieszonym przez ramię.
- Imperialni, wspomagani przez najemników, jest ich sporo.
- Widocznie dostali posiłki, zajmiemy się nimi. Niech grupa Budargo zostanie w jaskiniach na wszelki wypadek, reszta ze mną.
Rebelianci i imperialni wraz z najemnikami starli się po drugiej stronie kanionu. Walka była krwawa i zażarta od samego początku. Varrin od razu wybiegł na pierwszą linie odpalając w biegu miecz świetlny i skośnym cięciem zabił pierwszego żołdaka który mu się nawinął. Za pomocą formy Shien bezlitośnie odbijał pociski blasterowe z powrotem do właścicieli zabijając ich na miejscu. W ferworze walki, zauważył jednak, że cześć najemników nosiła charakterystyczne hełmy. To bez wątpienia Mandalorianie - pomyślał. Przeciwnicy nacierali nieustannie, nawet samobójczo można powiedzieć, ruch oporu nie pozostawał dłużny i z wielką zaciekłością odpierał ich szturm. Varrin walczył niczym w transie wśród blasków laserowych pocisków, jego niebieski miecz przecinał powietrze z taką samą łatwością jak przeciwników, gdy natrafił na opór. Miecz świetlny zamiast przeciąć vibroostrze mandaloriańskiego przeciwnika zatrzymało się z trzaskiem na czarno szarej klindze. Zdziwienie Varrina dało przeciwnikowi na zuchwały atak, który o mały włos nie trafił jego głowy, przycinając tylko nieco jego włosy. Zmysły jedi kolejny raz uratowały mu życie. Zwarli się po chwili w śmiertelnym klińczu, parując wzajemne ciosy, siłując się po czym ponownie ścierając się bezlitośnie. Wojownik był bardzo dobry, walczył nie tylko nieustępliwie ale i mądrze, Varrin zmienił styl podczas sekwencji na Soresu, i wyczekiwał cierpliwie na błąd przeciwnika, lub jego zmęczenie. By ło kilka momentów gdy Varrin kontraatakował, ale mandalorianin przyjmował większość kontr, na beskarowy pancerz, przez co kontry Varrina były nieskuteczne. Varrin siegnął po moc i odskoczył od przeciwnika, po czym szybko zmienił formę na ofensywną i z wielką szybkością wspomaganą mocą zaatakował wojownika. Dzięki mocy miecz świetlny varrina poruszał się tak szybko, że mandalorianin nie mógł za nim nadążyć, po szybkiej wymianie ciosów, mandalorianin nie zdążył się zasłonić i miecz świetlny przejechał mu po gardle na złączeniu miedzy zbroją a hełmem. Mandalorianin padł, a Varrin ponownie zaszarżował na wroga.
Bitwa dobiegałą końca, straty po obu stronach były ogromne, jednak rebelianci zwyciężyli. Wrogowie walczyli do samego końca, żaden się nie poddał, a kanion usiany był trupami. Varrin zaraz po bitwie wrócił do jaskiń, to co zastał w środku wymalowało na jego twarzy przerażenie. Tunele usiane był trupami mężczyzn kobiet i dzieci. Nie zastanawiając się wiele popędził co sił tunelami gdzie mieszkał razem z Shurr. Wszedł do otwartego pomieszczenia i stanął zamurowany. na ziemi leżała Shurr z przestrzeloną głową. Varrin momentalnie zerwał się i upadł przed nią na kolanach. Położył rękę aby sprawdzić, czy może jeszcze żyje, jakoś nie wie jak, ale musiał sprawdzić. Nie żyła. Delikatnie podniósł jej głowę i przytulił do piersi.
- Shurr...- do oczu napływały mu łzy, ale nie chciał płakać, ale oczy same mu się szkliły, wtedy przypomniał sobie - dzieci! Szybko wstał kładąc Shurr ponownie na ziemi i panicznie rozejrzał się po pomieszczeniu. Junior, Scorge gdzie oni są! Doskoczył do łóżeczka malutkiego Scorga, wtedy zobaczył posmoloną twarz dziecka i ranę na połowie jego twarzyczki - jego też zabili...nawet niemowlaka...-rzekł ze smutkiem i złością. Zawinął małego w kocyk i przytulił, a łzy ściekały mu po obu policzkach. Położył zawiniątko na brzuchu SHurr i okrył jej dłońmi, po czym poszedł szukać Juniora. Przewracał cały obóz do góry nogami, sprawdzał każde zabite dziecko, rozkazał ludziom również go szukać. Ani śladu. Varrin był zrozpaczony i wściekły, wiedział, że nie powinien taki być, nie powinien by emocje zasłaniały mu osąd sytuacji, jednak czuł te emocje i nie był w stanie, albo nie chciał ich powstrzymywać. Przynajmniej nie teraz. Nie było kogo przesłuchiwać, wszyscy wrogowie byli martwi, nikt nie mógł mu teraz dać odpowiedzi, a Varrin miał mnóstwo pytań. Udał się nad kanion gdzie ludzie zbierali ciała z pobojowiska, usiadł na skraju i popatrzył się w niebo, gdy słońce zachodziło i zalewało niebo czerwienią.
- Dlaczego mi to się przytrafia? Dlaczego wszyscy których kocham i na których mi zależy giną? Czy moc daje mi w brutalny sposób do zrozumienia, że jedi nie mogą kochać? Ale gdyby tak było to Talymowi i Witmie by się także nie udało...Co Moc chce mi udowodnić? Czy to kolejna próba która ma pokazać czy jestem  wystarczająco silny żeby być Jedi? Straciłem dom, straciłem rodzinę, co mi pozostało ? Zemsta? Nie wiem nawet na kim! To nie ma sensu, nie mogę tak po prostu mścić się na wszystkich imperialnych, to do niczego nie prowadzi. Nie po to pogrzebałem przeszłość, nie po to moi przyjaciele i mistrzyni walczyli o mnie kiedy byłem stracony. Nie mogę upaść...nie teraz. Shurr by tego nie chciała, jestem pewien. Jednak, nie zostawię pytań bez odpowiedzi i ludzi za to odpowiedzialnych bez zasłużonej kary. Wiem czym jest zemsta a czym sprawiedliwość, pamiętam mądre słowa mistrzyni Aharli. Nie mogę poddać się ciemnej stronie mimo wielkiego żalu i gniewu jaki się we mnie gotuje, jestem rycerzem Jedi, zawsze nim byłem i taki umrę...
Varrin już wiedział co musi zrobić, najpierw uda się do Eisena, powiadomić go o tym co się stało, nie może już dłużej zostać na Balmorze, rebelia się skończyła, potem powiadomi Mistrzynie Meyshi, a na końcu wróci  do Zakonu, zawsze wracał. Tam też chce pochować Shurr, jako jedną z nich, jako Jedi.
avatar
Norrin'rad
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 60
Join date : 21/02/2015
Skąd : Republika

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach