Rozterki błękitnej Jedi

Go down

Rozterki błękitnej Jedi

Pisanie by Col'sheer'ee on Wto Lut 17, 2015 9:00 pm

Padawan rasy Chiss - niebieska, czerwoooka kobieta klęczała w swojej sypialni w Kwaterze Głównej Tarczy w utojnionej lokalizacji. Oczy miała zamknięte, pierś falowała jej bardzo powoli - medytowała nad ostatnim spotkaniem z przedstawicielami Imperium. Na imię jej było Col'sheer'ee.

- Zachowałam się jak rozpieszczone dziewcze. - Powiedziała na głos - Jestem Jedi, to nie może się więcej powtórzyć. - Wstała powoli, ale z gracją pasującą do Jedi. Rozejrzała się po pokoju i spojrzała w okno.
-To się już nie powtórzy Mistrzu. Wybacz mi Gob'Im - nie tego mnie uczyłeś. - Myśli błękitnej Padawanki podążyły ku plotkom jakie usłyszała na korytarzach - Mistrzyni Chen ponownie ma zobaczyć się z tym Lordem Sithów... jak mu tam było? zastanowiła się Col'sheer'ee.
- Lord Oz'mak - przypomniała sobie po chwili. - on jest całkowicie pochłonięty przez Ciemną Stronę. Ani Tarcza ani Republika nie powinny się z nim bratać. On... ich zdradzi Mistrzu. Nie sądzisz? - Padawanka spojrzała w prawo, gdzie na ścianie wisiały dwa miecze świetlne. Jedyna pamiątka po twi'lekańskim Mistrzu, którego śmierć tak bardzo ją bolała. Na policzku Col pojawiła się lśniąca łza. Podeszła do mieczy swojego zmarłego Mistrza i uklęknęła.
- Gob'Im, och, powiedz, odezwij się do mnie. Co ja mam zrobić? Ten Sith, ten głos, mówił, że należę do nich. Nie jestem Jedi i nigdy nim nie będę. A ja czuję ból i strach - co jeśli się mylimy i po śmierci nie ma niczego? Ja chciałabym zobaczyć, usłyszeć Ciebie jeszcze raz. Mam w sobie tyle Ciemności. - W tym momencie łzy leciały Col już ciurkiem. Gdyby nie karmazynowy kolor, oczy na pewno byłyby zaczerwienione. Kilka chwil płakała cicho, nie wiedząc co robić. Po czym otworzyła oczy, przetarła je dłonią, niebieską jak reszta jej ciała i wstała energicznie. Trochę za szybko, bo kosmyk włosów, delikatnie różniących się jedynie odcieniem od skóry, spadł jej na oczy.
- Ja... wierze to czego mnie uczyłeś. Jak mogę nie wierzyć w wolę mocy rozmawiając z Tobą. Wiem, że jest we mnie sporo Ciemności Gob'Im. Zawsze było ale teraz, gdy Ciebie nie ma obok czuje, że gniewu jest we mnie więcej. - Col'sheer'ee spojrzała na rekojeść jednego z mieczy i instynktownie chwyciła swój. - Masz racje. Zrobie to czego mnie uczyłeś. Przekuje gniew we mnie... cały ten mrok w coś dobrego. Coś co pozwoli mi w końcu spełnić Twoje marzenie. W końcu udowodnię Mistrzyni Hei'lang, że nie jestem dzieckiem. Udowodnię Radzie, że jestem już Rycerzem Jedi. Mistrzyni Shan wraz z resztą Rady nada mi tytuł Rycerza. Wiem o tym bo to przewidziałeś.

Po tych słowach Col'sheer'ee usłyszała ciche pukanie. - Proszę... - drzwi uchyliła ciemnowłosa kobieta w wieku około 50-55 standardowych lat. Niebieska Jedi przeszukała pamięć aby przypomnieć sobie jej imię. Była to Mon, służąca w Kwaterze Tarczy, która pracowała tu od czasu powołania tajnej organizacji. Była bardzo sympatyczna. Col ją lubiła. - Mon mogę Ci w czymś pomóc? - uśmiechnęła się do kobiety.
- Padawanie Mistrzyni Chen Cię wzywa do swoich komnat. - odpowiedziała kobieta i zamknęła drzwi.
Padawanka wzięła swój miecz świetlny i przypięła do pasa. - Do zobaczenia Gob'Im.  Nie każmy Hei'lang czekać na mnie.
avatar
Col'sheer'ee
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 1206
Join date : 14/02/2015
Age : 34
Skąd : Nar Shaddaa

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Rozterki błękitnej Jedi

Pisanie by Col'sheer'ee on Wto Lut 17, 2015 9:03 pm

Padawan Col'sheer'ee wyszła z kwater Mistrzyni Chen. Chwilę po zatrzaśnięciu się drzwi odetchnęła.
- A więc Hei pamięta o mnie i moich staraniach! Wysapała szczęśliwa jak bantha na plaży. Uśmiech nie schodził z jej twarzy.

Korytarze tej części Kwatery Tarczy były puste. Chisska rzuciła się biegiem po schodach oraz korytarzach kierującej się do kwater Padawanów oddelegowanych do służby w Tarczy Republiki. Col'sheer'ee, jako jedyna z nich nie miała Mistrza. Czuła się przez to lekko osamotniona. Była do tego stanu przyzwyczajona. W końcu całe życie w Zakonie była sama.

Dobiegła do swojego pokoiku nie rozmawiawszy z nikim. Budynek, jak na tę porę, był wyjątkowo pusty. Widać wszyscy są na misjach lub przygotowują się do negocjacji. Pomyślała.

W pokoju Col'sheer'ee stało wąskie aczkolwiek wygodne łóżko, mały stolik i komoda. Wszystko z drzew z Kashyyk. Chisska bardzo lubiła swoją sypialnie. Na ścianie nad regałem wisiały One. Dwa miecze świetlne jej byłego Mistrza.
- Gob'Im udało się! Mistrzyni Chen zaprosiła mnie na kolejne negocjacje z Imperium. Zwróciła się do rękojeści.
- Pamięta o mnie. I chce poddać mnie Próbą. Będę Jedi taką jak sobie to wymarzyłeś! Obiecuje Mistrzu. Obiecuje. Wypowiadając te słowa otworzyła komodę i zaczęła się pakować. - Tym razem będę nad sobą panować. Wykorzystam to czego mnie nauczyłeś. Zaraz wylatujemy na Nar Shaddaa. Później wszystko Ci opowiem, dobrze?

Chwilę później niebieska Jedi trzasnęła drzwiami i wybiegła śpiesząc się na statek, którym poleci z wrażliwymi na Moc przedstawicielami Tarczy.
avatar
Col'sheer'ee
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 1206
Join date : 14/02/2015
Age : 34
Skąd : Nar Shaddaa

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Rozterki błękitnej Jedi

Pisanie by Col'sheer'ee on Pon Lut 23, 2015 1:00 am

Wiele się wydarzyło od momentu kiedy Col'sheer'ee ostatni raz była w swoim pokoiku i "rozmawiała" z Gob'Imem. Dopiero co wróciła z misji. Właściwie dwóch misji.
Padawan właśnie skończyła się odświeżać po skończonej akcji i była ubrana w sam ręcznik. Jej miecz świetlny spokojnie spoczywał na stoliku.
- Mistrzu, tyle się działo. Tak wiele. Byłam na tych negocjacjach, na które mnie zaprosiła Mistrzyni Chen. Byłam spokojna, opanowana - grzeczna. Możesz być ze mnie dumny Mistrzu. Wiele się z nich nauczyłam... np. jak trzymać język za zębami. - Col mrugnęła czerwonym okiem do mieczy świetlnych jej nieżyjącego Mistrza.
- Myślę, że Mistrzowie mnie docenili... tak na pewno, ale jak widzisz nadal jestem Padawanem. Ten Lord Oz... Oz... Oz'mak stwierdził, że się jakiś kult Mocy nowy tworzy - Dzieci Mocy czy jakoś tak. W sumie to nieważne. Po spotkaniu cały tydzień trenowałam walkę na miecze. I... tuż przed przyjazdem Mistrz Sallaros wysłał mnie na Tython. Rada chciała mnie widzieć.. Col'sheer'ee zrobiła zdziwioną minę. - Stang! Mnie! Rada chciała mnie widzieć! Miałam nadzieję, że wybrali "świetny moment" aby przekazać mi wieści, że zostanę pasowana na Rycerza. Ale nie... co to to nie. Widać nadal jestem zasmarkata na to bo przydzielają mi Młodzików.

Col'sheer'ee opadla na łóżko i podniosła wyżej nogę zgodnie z zaleceniami uzdrowiciela, który opatrywał jej nogę. - Najwyższa Rada Jedi uznała, mój drogi Mistrzu, że przydzielą Tarczy nowych Jedi - Młodzików!!! I ja, jako najmłodszy członek Tarczy Republiki, mam znaleźć wspólny język z nimi podczas treningu. Powinnam uczyć się od Mistrzów a nie uczyć dzieciaki! - słowa te Col wypowiedziała trochę za głośno i zbyt emocjonalnie.
- Oddychaj! Oddychaj! Nie możesz pójść w ślady Hei'lang. Spokojnie Mistrzu, do tego jeszcze dojdę. Po zakończeniu spotkania z Radą pognałam na Oricon, żeby przekazać Mistrzom nowinę o Młodzikach oraz pomóc z tymi Dziećmi Mocy... i tu zaczynają się schody. Wszystko potoczyło się tak szybko, że nie wiem co się stało. Chyba nie było żadnego kultu. A ja poczułam się jakoś dziwnie. Jakbym była w domu. - Padawanka przekręciła głowę w stronę mieczy Gob'Ima. - Ale nie z Tobą czy innymi Jedi. Tylko w prawdziwym domu. Ale skąd mieliby się wziąć Chissowie na Oriconie? To nie może być to. Do reszty nie mam pewności. Wszyscy gadali jakieś bzdury... muszę o tym pomedytować.
I błękitna Jedi usnęła.
avatar
Col'sheer'ee
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 1206
Join date : 14/02/2015
Age : 34
Skąd : Nar Shaddaa

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Rozterki błękitnej Jedi

Pisanie by Col'sheer'ee on Sro Lut 25, 2015 1:43 am

W pomieszczeniu było jeszcze zupełnie ciemno. Słońce miało dopiero za standardową godzinę oświecić jego wnętrze. Koło łóżka na podłodze leżała zupełnie naga kobieta, której skóra była błękitna. Padawan Col'sheer'ee zbudził krzyk w Kwaterze Głównej Tarczy.  Włosy miała w nieładzie, a ciało pokrywała cieniutka warstwa lepkiego potu. Szybko uświadomiła sobie, że krzyk należał do niej. To co przeżyła poprzedniego dnia było pokarmem wyobraźni na jeszcze wiele koszmarów sennych.
- Stang! Co ja tu robię? - Spróbowała się podnieść ale tylko syknęła z bólu i ponownie upadła. - Stang! Co jest na ciężką banthe?
Col'sheer'ee przetoczyła się na plecy i spojrzała w dół swojego ciała. Piersi unosiły się lekko w rytmie oddechu młodej Chisski. Za nimi dostrzegła opatrunek. Jedi opuściła gwałtownie głowę i przyłożyła dłonie do czoła.
- Na Moc! Co Ona zrobiła? Co oni zrobili? Odwrotu już nie ma. Rada się dowie. Musi się dowiedzieć i Hei'lang straci wszystko. - Col'sheer'ee usiadła opierając się plecami o łóżko. Dłonie cały czas trzymała na czole, a głowa jej spoczywała na zgiętych kolanach. Właściwie to na jednym, drugą, ta złamaną, nogę trzymała wyprostowaną na podłodze.
- Nie... nie... nie! To się nie mogło wydarzyć! - Przed oczami Padawanki przeleciały obrazy z poprzedniego dnia - nieprzytomna Hei'lang na Oriconie, zatroskana twarz Mistrza Sallarosa, rozpacz generała Kamzo na widok Hei'lang. - Ale to nie było wszystko. Było zdecydowanie gorzej! - Gorzko pomyślała Col'sheer'ee.

- Mistrzyni Hei'lang Chen, jej mentorka od czasu śmierci Gob'Ima, od czasu wstąpienia do Tarczy Republiki, sprzeniewierzyła się wpajanym jej od przeszło 18lat świętym zasadom Kodeksu Jedi! Była w związku z generałem Kamzo. Ona go kochała... kocha. - Poprawiła się w myślach Col. - Ona wciąż żyje tak samo jak Kamzo. Och! Generał oszalał. Sam rzucił się w pogoń za Lordem Oz'makiem (w końcu zapamiętała jego imie!) Dobrze, że Sara za nim podążyła. Dobrze... czy ja wiem? Sara sama straciła... podupadła na zdrowiu, jeśli mogę tak to ując - Niewiedziała jak opisać stan koleżanki z Zakonu, którą jeszcze kilka godzin temu się opiekowała i próbowała uspokoić.
- Sara wróciła roztrzęsiona, generał zaginął w akcji. Mam nadzieje, że jeszcze żyje. Uzdrowiciel - ciągnęła Col w myślach, a łzy bólu, ale nie tego fizycznego, tylko psychicznego, ciekły jej po twarzy - ... uratował Hei'lang ale dla tego malca nie było już ratunku.


Padawan Col'sheer'ee podniosła głowę z kolana, jej twarz była cała wilgotna od łez - Nie jestem pewna czy uratowali to odpowiedni przymiotnik. Mistrzyni Chen oszalała bardziej niż jej ukochany. Upadła. Jej miłość, jej pragnienia doprowadziły ją na dno. Ciemna Strona zawładnęła teraz jej umysłem. - Popatrzyła smutnie na swoją nogę. - Moja pamiątka po Mistrzyni Hei'lang, wielkiej Jedi, której teraz szuka cała Tarcza. Obyśmy ją znaleźli zanim ona zrobi coś, czego może żałować.

- Rycerz Cus cały czas był przy niej. - Col zastanowiła się chwilę. - Cus nie był jej Padawanem,  a jednak, przeżył jej ból bardziej niż inni. Czyżby Cus? Nie, to nie możliwe. Nie mógłby się kochać w Hei'lang. Sith w Zakonie jest cały czas pod nadzorem Rady. Nie zaryzykowałby wydalenia z Zakonu. A może? - Padawanka zastanowiła się przez chwilę.

Zostawiwszy ploteczki Tarczy odtworzyła w pamięci jeszcze wcześniejsze wspomnienia... - To dlatego generał Kamzo tak kazał chronić Hei'lang. To nie dlatego, że jest ważna dla Tarczy, Zakonu i Republiki. On ją kazał chronić tylko dlatego, że ją kochał! Uświadomiła sobie Col. - Ten przemytnik.... Noovo, Novi... czy jak mu było. Miał chronić Mistrzynie Chen. Nie było go. Może nas zdradził? To wszystko może być jego wina! Mistrz Sallaros Jan'yse powinien o tym wiedzieć. - Col'sheer'ee podniosła się z trudem i udała się do odświerzacza. Miała zamiar się ubrać i użyć wózka repulsolowego żeby udać się na rozmowę do Mistrza. Tylko on mógł jej pomóc odnaleźć Mistrzynie Hei'lang.
avatar
Col'sheer'ee
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 1206
Join date : 14/02/2015
Age : 34
Skąd : Nar Shaddaa

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Rozterki błękitnej Jedi

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach