Kara

Go down

Kara

Pisanie by The'shurr on Czw Lis 03, 2016 11:28 am

Podkład muzyczny:



Shurr i Gritlen wyszli z sali Rady Jedi. Obydwoje spojrzeli na siebie i obydwoje odetchnęli z ulgą, kiedy zamknęły się za nimi drzwi. Kara nie była tak dotkliwa, jak obawiała się Shurr. Spodziewała się wyrzucenia z Zakonu lub, co było równie mało przyjemne, zwrócenie na siebie uwagi Cieni, a być może nawet odebranie jej życia. W końcu działała na własną rękę, porzucając gdzieś na Nar Shaddaa Gritlena - swojego opiekuna i latając po Tatooine. Wpakowała się w niemałe kłopoty i ryzykowała wszystkim, także bezpieczeństwem Zakonu, byle uratować Vyn, niewolników i tajemniczego Jedi walczącego na arenie w Rancor Town jako gladiator. Efekt był taki, że czystokrwista musiała zmierzyć się z psychopatą w rurkach, spuścić łomot starcowi z kataraktą w jednym oku i widoczną starczą demencją, kłaniać się Lordowi Sithów (o którym, standardowo pomyślała standardowe rzeczy, zwłaszcza, że ów Lord również był Czystej Krwi). Wreszcie musiała pogodzić się z odmową Vyn. Najgorsze w tej wyprawie było jednak to, że spotkała tajemniczą, ciemniejszą wersję Varrina. I o ile Shurr trudno jest przestraszyć, teraz sama przyznała, że niemal narobiła w gacie widząc Zaakulańczyka w czarnej zbroi egzarchy. Dobrymi stronami tej wycieczki były więc jedynie uratowanie młodego Jedi z rąk Garudy Hutta oraz poznanie prawdziwego oblicza wroga, z którym będzie musiał zmierzyć się Varrin.

Gritlen wraz z Shurr udali się do pomieszczenia, gdzie znajdowały się środki czystości, posłusznie przygotowując wszystko do dokładnego, gruntownego sprzątania świątyni. Sithka czuła się lepiej niż poprzedniego dnia, medykamenty i moc zrobiły swoje, chociaż utrata dużych ilości krwi wciąż przypominała o sobie zawrotami głowy i lekkim szumem w uszach.
Zaczęli od biblioteki dla młodzików. Nie zważając na dziwne spojrzenia dzieciaków i innych Jedi, Shurr i Gritlen biegali po bibliotece z mopami i ścierami, czyszcząc wszystko i starając się robić to jak najdokładniej. Jednak po kolejnej długiej godzinie sprzątania kobieta zaczęła zastanawiać się poważnie nad tym, czy wydalenie jej z Zakonu nie byłoby mniej dotkliwą karą...

- Skoro może być medytacja w walce - zauważyła Shurr podczas przerwy na posiłek. - To czemu nie medytacja przy sprzątaniu?

Od tego momentu sprzątanie wydało się jakby łatwiejsze, przyjemniejsze, zaś obydwoje ukarani zaczęli powoli godzić się ze swoim losem. Przyszła pora na obszerny hol i korytarze.
- Zajmie nam to wieczność, Gritlen - odezwała się, spoglądając na ogrom pracy, jaki ich czekał.
- Ano... - westchnął mężczyzna. - Ale... kara to kara Shurr. Powinniśmy się cieszyć, że tak łagodnie cię potraktowali. Tylko...niepotrzebnie brałaś na siebie moją winę. To JA cię nie upilnowałem.
- Gritlen, sam wiesz jakie znaczenie ma mówienie prawdy i wiesz, że nie skłamałam. Naprawdę nie miałam czasu cię ściągać, liczyła się Vyn. Po drodze przygotowałam wsparcie.
- Szkoda jednak, że Vyn...
- Nie mówmy o tym - przerwała mu. - Coś jest nie tak, chciała ze mną porozmawiać a ja nie dałam jej tej szansy. Teraz nie wiem kiedy takowa nastąpi. Ale zrobię wszystko, by się znów z nią skontaktować. Nawet przez Eisenhorna.
- Zawsze to jakiś plan.
- Plan to mam ja - uśmiechnęła się nagle mrużąc oczy. Gritlen znał ją i wiedział, że ten uśmiech oznaczał coś naprawdę szalonego. - Muszę przygotować się do prób - sięgnęła po kodeks, z którym starała się rozstawać jak najrzadziej.
- Co zamierzasz?
- Zobaczysz - znów się uśmiechnęła.

***

Jeśli ktokolwiek uważał Shurr za poważnego Lorda Sithów a Gritlena za poważnego Rycerza Jedi musiałby teraz przeżyć szok i może nawet użyć stymulantów, żeby nie zejść na zawał. Gritlen gotów był zrobić wszystko, by pomóc Shurr przejść przez próby, więc zgodził się na to, by kobieta robiła jako obciążnik na wielkiej mokrej nasączonej płynami czyszczącymi szmacie. Siedziała więc wygodnie czytając kodeks, zaś Jedi ciągał tę szmatę po podłodze w tę i z powrotem. Oczywiście Shurr była dużo cięższa od Gritlena i mężczyzna czasem musiał użyć mocy, żeby w ogóle ją ruszyć. Żeby więc oszczędzić Gritlenowi takich problemów, Shurri wpadła na bardziej "genialny" plan: przywiązała sobie podłużnego mopa do stóp i usiadła na niewielkim wózku służącym do przewożenia różnych towarów. Gritlen zaś bez większych problemów ciągał wózek nad podłogą a Shurr szorowała stopami z mopem podłogę. Oczywiście jednocześnie czytając kodeks.
Teraz dopiero szło sprawniej.
Kiedy podłoga na dole była już umyta przyszła kolej na mycie podejść na piętro. Na szczęście nie były to schody a gładka powierzchnia, co zdecydowanie ułatwiało naszej dwójce sprzątanie. Obydwoje niemal jednocześnie wpadli na ten sam pomysł - urządzić sobie zjazd na szmatach z góry na dół, niczym na wielkiej świątynnej zjeżdżalni. Ten rodzaj sprzątania bardzo przypadł do gustu nie tylko im, ale również młodzikom, którzy przyłączyli się z radością do zabawy. Efekt był taki, że po niedługim czasie po pochylni jeździła już połowa młodzików, a także niektórzy padawani. Oczywiście zrobiło się zamieszanie i sam Mistrz Flawda przyszedł sprawdzić co się dzieje.
Shurri zauważyła go, kiedy stał na półpiętrze a ona właśnie robiła kolejną rundę z góry na dół. Odwróciła się w jego stronę, co skończyło się tym, że kobieta zjechała głową w dół śmiejąc się przy tym jak dziecko. Znała już trochę Flawdę, ale wiedziała że przy tej ilości zmartwień, jakie mu sprawiała raczej go tym zdenerwuje... Mistrz uśmiechnął się jednak i wrócił do swoich obowiązków.
avatar
The'shurr
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 364
Join date : 01/02/2016
Skąd : Łódź/Gdańsk

Zobacz profil autora http://wareczka.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach