Dusza wojownika

Go down

Dusza wojownika

Pisanie by The'shurr on Sob Gru 24, 2016 10:16 pm




Urządzenia monitorujące życie szumiały cicho. W medbayu panował spokój, była noc, większość świateł przygaszono, jedynie lampka w okolicy łóżka Stevena pozostawała włączona. Dowódca legendarnych Airwolves, od dawna pogrążony w śpiączce wyglądał jak wrak dawnego siebie. Wprawdzie dbano o niego i zapewniano doskonałą opiekę, to jednak mięśnie, pozbawione wysiłku i odpowiedniego pożywienia po prostu osłabły i zaczęły zanikać. Policzki miał zapadnięte, a matowe i pozbawione blasku oczy wyglądały bez emocji spod nieco rozchylonych powiek. Wprawdzie pojawiła się nadzieja, gdyż czasem otwierał oczy szerzej i wodził wzrokiem za pielęgniarzem odpowiedzialnym za rehabilitację, jednak mimo wszystko nie było postępów.

Steven Sharpeye zanikał.

Gasł w oczach smutnego Sallarosa, który mógł jedynie wierzyć, że rosły, umięśniony niegdyś mężczyzna, który pokazał mu ośnieżone szczyty Alderaan z zupełnie innej perspektywy, który uczył go latać na rakietowym plecaku, wybudzi się i wróci do pełnej sprawności. Parametry krwi wciąż ulegały pogorszeniu, bo chociaż podawano mu wszystkie niezbędne elementy, to jednak brak ruchu robił swoje.

Tej nocy Sallaros również siedział na taborecie obok, z głową opartą o jego łóżko. Był zmęczony, w Tarczy i w całej Galaktyce bardzo wiele się działo i jak zwykle wszystko musiało być na jego głowie. Czuł, że przysypia i nawet kolejne porcje cukru z herbatą nie pomagały już tak jak kiedyś. Srebrnowłosy cyborg przymknął oczy i westchnął ciężko. Poczuł, że odpływa przygarbiony, siedząc przy łóżku kogoś, kto był dla niego kimś więcej niż przyjacielem. W jego umyśle pojawiły się obrazy z Alderaan, kiedy stali na ośnieżonym zboczu podziwiając widoki, a chwilę wcześniej przeszywali niebo towarzysząc majestatycznym, wielkim thrantom. Wspominał moment, w którym razem patrzyli na gwiazdy z pokładu statku Stevena, kiedy wracali z Rishi. Kolejną myślą było piękne, kolorowe niebo na Illum. Sallaros usłyszał w myślach głos Stena mówiący o tym, że chciałby kiedyś mieć dom na tej planecie z sypialnią o przeszklonym dachu, by mógł patrzeć w to niesamowite niebo nie wychodząc z łóżka.

Kardiomonitor zapikał nieregularnie. Z reguły chodził bezgłośnie, kiedy jednak następowały gwałtowne zmiany rytmu serca, załączał się głośnik, by zaalarmować wszystkich w pobliżu o nagłej zmianie i nie było różnicy, czy miała być to zmiana teoreczycznie dobra czy zła. Serce żołnierza przyspieszyło gwałtownie, by za chwilę zwolnić. Sallaros podniósł głowę, czuł jak resztki zmęczenia znikają, przestraszył się. Spojrzał na nieregularne piki na monitorze a potem na Stevena.

Mężczyzna miał zupełnie otwarte oczy i patrzył na niego. Wychudzona twarz wykrzywiła się w jakimś dziwnym grymasie, zaś prawa ręka uniosła się... Steven z trudem sięgnął dłonią do swojego czoła, by zasalutować a potem się uśmiechnął. Zaraz jednak jego ręka opadła bezwładnie, oczy się przymknęły a oddech wyrównał, tak samo jak praca serca. Nim Sallaros zdążył cokolwiek powiedzieć, Steven znów pogrążył się we śnie.

Laz, który pod nieobecność Shurr zajmował się czasem jej pacjentem pokręcił głową patrząc na odczyty. Nagły wyrzut serotoniny i dopaminy do mózgu był prawdopodownie przyczyną takiej ożywionej reakcji... Jednak wiedział nazbyt dobrze, że jest to reakcja organizmu broniącego się przed szokiem wywołanym zbliżającą śmiercią. Sallaros spojrzał na cathara z nadzieją, ten zaś pokręcił głową nim Jedi zdążył cokolwiek powiedzieć.
- To się zdarza = powiedział cicho specjalista od neurologii i neurochirurgii. - Tak organizm broni się przed szokiem wywołanym umieraniem. Prawdopodobnie to dlatego wielu kilka godzin przed śmiercią po długiej chorobie nagle czuje się lepiej. By mogli odejść w spokoju.
Sallaros pokręcił głową. Słowa cathara uderzyły go niczym grom z jasnego nieba. To nie mogła być prawda, nawet najlepszy medyk, spec w swej dziedzinie może się czasem pomylić!
- Racja, ale pułkownik ma duszę wojownika. Byle śpiączka z powodu nadmiernej utraty krwi nie ma prawa go zabić - odezwał się ktoś kobiecym, pewnym głosem. I Sallaros i Laz znali ten głos. Należał do Shurr. - Nagły wyrzut neuroprzekaźników może być przecież spowodowany reakcją na nagłe odzyskanie świadomości. Czy nie tak?
- Tak... - powiedział cathar kiwając głową. - Ale znasz mnie, wiesz, że zakładam zawsze najgor...
- To nie zakładaj - warknęła kobieta przerywając mu. - Czasem wystarczy wiara w moc... - powiedziała już spokojniej i podeszła do monitorów.
- Więc... zakładasz, że się wybudza? - zapytał Laz. Był nieco zdenerwowany, ale bardziej na siebie, fakt nie powinien mówić tego, co powiedział przy Sallarosie.
- Wiem, że się wybudza - powiedziała stanowczo sithka, poprawiając poduszkę pod głową pułkownika. - Z resztą, nagły wyrzut tychże neuroprzekaźników, a także przyspieszona akcja serca i nieregularny oddech mogą być po prostu reakcją na widok osoby, która jest mu znana. I bliska.
- Proszę o wybaczenie - neurolog zmrużył oczy.

Shurr spojrzała na rostrzęsionego sallarosa. Nie do końca rozumiał o co chodzi z tymi przekaźnikami i innymi cudami, które mogły zachodzić w organizmie Stevena. Klepnął Shurr w ramię, ale bardziej by pokrzepić siebie a potem wyszedł na zewnątrz gdyż poczuł, że robi mu się słabo.

Spojrzał w niebo i westchnął głośno. Stał tak długą chwilę, czuł, jak rosa osadza się na jego syntetycznej skórze i srebrnych włosach.

Kiedy wreszcie postanowił wrócić, zauważył Shurr stojącą w lekkim rozkroku z dłońmi skrzyżowanymi za plecami, na krzyżu. Stała przodem do łóżka pułkownika. Nagle zasalutowała i odeszła, by ustąpić miejsca Sallarosowi.

Sallaros doskoczył do łóżka nie bardzo wiedząc, czego się spodziewać. I wtedy to zobaczył. I uświadomił sobie, że kardiomonitor znów zaczął piszczeć. Przeciągle.

Steven, jak na kogoś, komu przestało pracować serce wyglądał wyjątkowo żywo. Spoglądał na Sallarosa lekko przekrzywiając głowę w jego stronę i uśmiechał się. Shurr zaś potraktowała solidnym uderzeniem z pięści biedny kardiomonitor, który zaczął pikać. Kobieta spojrzała na Sallarosa i uśmiechnęła się.

- Wybacz, Mistrzu. Ten mały skubaniec chyba się psuje - powiedziała, uśmiechając się szerzej.
- Czy... - zapytał niepewnie Sallaros, spoglądając na Stevena.
- Mhm - pokiwała głową. - Czeka go teraz bardzo, bardzo wiele pracy. Ale mamy już z górki.

Sallaros nachylił się nad pacjentem.
avatar
The'shurr
Zarząd Tarczy
Zarząd Tarczy

Liczba postów : 364
Join date : 01/02/2016
Skąd : Łódź/Gdańsk

Zobacz profil autora http://wareczka.deviantart.com/

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach