Odpowiedź na wezwanie. Event 14.01.2017

Go down

Odpowiedź na wezwanie. Event 14.01.2017

Pisanie by Shallaya on Pon Sty 16, 2017 6:29 pm

CZĘŚĆ PIERWSZA - KLIK!
CZĘŚĆ DRUGA - KLIK!

Uwielbiała ten moment, tuż przed wyjściem z nadprzestrzeni – oznaczał akcję. Poziom adrenaliny i dopaminy w organizmie wrósł, kiedy smugi gwiazd wracały do swojego pierwotnego kształtu i gasły silniki hipernapędu, pozostawiając huczącą w uszach ciszę. I ta odrobina hazardu – czy się udało?
W przednim illuminatorze widziała ociężały statek flagowy Tarczy Republiki i niewielką planetkę, Korvaii. Shallaya nigdy nie zainteresowałyby się ani nią, ani w ogóle systemem Kordu – rolniczo-górnicza planeta zawdzięczała swoją gospodarkę jedynie temu, że leżała na jednym z głównych szlaków galaktycznych.
Najemniczka skierowała D5 do punktu zbiorczego i bez problemu wyprzedziła transportowiec. Mogła lecieć ze wszystkimi, ale wybrała wolność – jak zawsze. Wylądowała w niewielkim porcie i czekając na innych uczestników misji, zaczęła po raz kolejny sprawdzać sprzęt.

W końcu dotarli na miejsce spotkania z kontaktem. Tym okazała się młoda Jedi imieniem Roel.
Po ostatnich wydarzeniach, Tarcza w końcu uznała zagrożenie za realne, i na wezwanie zgłosiło się wiele osób. „Ansarass, Skoltus, Annareli, Ravelos, Arhan...” Liczyła w myślach, dopasowując twarze do imion znanych z akt. „...Voryen, Witma, Talym, Sallaros, Nystali, no i ta ruda...” - skrzywiła się patrząc na Bobeeck. „Dwanaścioro plus informator. Zapowiada się coś grubego...”
- Cieszę się, że jesteście... sprawa jest poważna – z zamyślenia wyrwały ją słowa Roel. Wstała z kamienia, na którym siedziała i włożyła hełm.
- Jak wygląda obecna sytuacja? - spytał Białowłosy.
- Te potwory poczynają sobie coraz śmielej. - westchnęła – Atakują całe osady, mordują niewinnych mieszkańców i w dodatku zabierają ich ciała... Ale nie wiem dokąd.
Shallaya przypomniała sobie raporty które otrzymała przed misją. Mówiły o pojawieniu się rogatych istot, odpowiadających opisem tym, które występowały na planecie Tarczy... Ale poza pojedynczymi incydentami nie były agresywne. Aż do teraz.
- Gdzieś tu musi być kolejna kostka – Sallaros zastanowił się głośno. - Jeśli będziemy mieli szczęście, znajdziemy ją i zniszczymy.
- Ale po co niszczyć? - oburzył się Jedi, zwany Annareli.
- Zapomniałeś o naszych zasadach? - Sallaros podniósł nieco głos - Te artefakty są niebezpieczne. Kontrolują te istoty i wpływają na umysły ludzi!
- A tam. Powinniśmy nauczyć się je wykorzystywać!
- Nie ma mowy! - sprzeciwiła się Witma.
- Zapomnij. Wyciągnę z nich dane i zniszczę, każde bez wyjątku – białowłosy uciął dyskusję. Shall zaśmiała się pod hełmem. „Jedi naprawdę niewiele różnią się od Sithów”...
Chodźcie, zaprowadzę was do ostatniego miejsca, gdzie je widziałam. - rzuciła Roel.
Jedi zaprowadziła ich na wzgórze, skąd rozciągał się widok na wypalony krąg ziemi. Wokół niego krążyła szóstka znajomych już potworów. Wydawały się otumanione i ociężałe.
- Zarzynamy? - zaproponował Annareli.
- Ostatnio były mniejsze... - westchnął Sallaros. - Mam nadzieję, że przygotowaliście granaty, miotacze...
Najemniczka i Arhan potwierdzili. Na wszelki wypadek zabrała połowę swojego arsenału.
Ci, których nie było ostatnio wydawali się zaskoczeni tym widokiem. Szczególnie po Padawanach było widać zdenerwowanie.
- Co to jest? I co to za stwory? - zapytał piskliwym głosem młody cathar.
- Nie wiem, ale nie podoba mi się ta cisza – mruknęła w odpowiedzi mirialanka.
Faktycznie, wokół było cicho jakby ktoś otoczył ich polem wygłuszającym. Jej czułe implanty ani głośniki w hełmie nie wyłapywały żadnego dźwięku. Przybliżyła wizję, przyglądając się potworom.
- Chyba nie są głodne.. - rzucił Annareli obserwując coś przez lornetkę. Spojrzała w tamtym kierunku – faktycznie, jeden ze stworów posilał się właśnie nad ciałem jakiegoś nieszczęśnika. - Możemy podejść. Tak mi się wydaje – dodał, podając lornetkę Skoltusowi.
- Możemy je zabić albo obejść. Musimy iść dalej, muszę wam pokazać coś jeszcze. - zniecierpliwiła się ich przewodniczka.
Przez chwilę spierali się co zrobić. W końcu Jan'yse pozostawił na wzgórzu drona obserwacyjnego i ruszyli ostrożnie, omijając potwory. Te jakby ich nie zauważyły. Niemal się nie poruszały, a wokół leżały ślady uczty – ludzkie szkielety były dokładnie wyczyszczone, z niektórych nawet wyssano szpik. Dotarli do wąskiej przełęczy. Shallaya z daleka wypatrzyła dwa stworzenia, stojące nieruchomo na skałach nad nimi, po obu stronach ścieżki. Nerwowo zacisnęła ręce na blasterach.
- Przejdźmy powoli... już tak miałam. Nie powinny zaatakować.
- Jeśli nie atakują... to my też nie. - powiedział Sallaros - Ale bądźcie w gotowości – dodał, widząc, że Padawni, Shall i Arhan gotują się do walki.
Przeszli przez przełęcz bezpiecznie – potwory ani drgnęły.
- Obserwują nas, to pewne. Czekają na coś. Pewnie na Panie... – zauważył.
Shallaya spojrzała na komunikat o podwyższonej temperaturze zewnętrznej. Zza skał przesmyku, ukazało się im oczom pęknięcie wypełnione lawą, tak długie, że przypominało rzekę. Po drugiej stronie szerokiego krateru stały nieruchomo kolejne potwory. Jak zahipnotyzowane patrzyły w piekielną ciecz.
- Może by je tak wrzucić Mocą? - usłyszała za sobą głos Nystali.
- Łał, ale mają fazę! - Nadgorliwy cathar, Ansarass wspiął się na skały nad lawą, chcąc się bliżej przyjrzeć... Na ten ruch jedno ze stworzeń poderwało łeb i ryknęło! Na szczęście protokoły ochronne w hełmie Shallay'i zadziałały prawidłowo i całkowicie wygłuszyły dźwięk, ale hałas był tak potężny, że większość Jedi zatoczyła się ogłuszona. Rzuciła okiem na potwory, ale te, chociaż rozszalałe, nie przekroczyły lawy. Nagle dostrzegła migające światełko na komunikatorze Sallarosa – alarm z droida obserwacyjnego! Ruszyła w stronę przełęczy, mijając zbierających się z ziemi towarzyszy – tuż za nią wyrwał Arhan, którego również ochronił hełm. W ich stronę gnała pozostawiona wcześniej szóstka – po ich opieszałości nie został nawet ślad.
- No to się zabawimy! - krzyknęła, rzucając granat zapalający. Celowała w większą grupę, niestety granat odbił się i wylądował pod nogami potwora... do którego właśnie celował Arhan. Zwierzę padło, a granat załatwił wylewające się z jego truchła pajęczaki. Jednego mniej.
- Mówiłem, żeby je zarżnąć! (Co zerżnąć? By Skol) - wrzasnął Annareli, który jako pierwszy się otrząsnął. - Ans, schowaj się za mnie! - obaj Jedi ruszyli do walki. Mistrz rozciął jednego z potworów mieczem, a uczeń używając Mocy odepchnął wybiegające z niego pająki. W tym czasie Talym chwycił jednego z rogaczy Mocą, a Roal dopadła do niego i przebiła go mieczem. Dwa kolejne pofrunęły nagle i wpadły skwiercząc do lawy – Shall zobaczyła Skoltusa trzymającego w górze obie dłonie i uśmiechającego się szeroko. W chaosie walki wychwytywała pojedyncze rozkazy i przekleństwa, gdy walczących zaczęły obsiadać pająki. Ona sama wypalała je metodycznie ogniem. Rudowłosa skakała wśród pająków dźgając je raz po raz mieczem. Za jej plecami coś huknęło – to Ravelos rzucił granatem... Zasypując potwora i połowę przełęczy przy okazji. Ostatniego z potworów załatwił Annareli, ciskając Mocą kulą lawy... Ale trafiony potwór rozpadł się uwalniając swoją zawartość.
Pająki były dosłownie wszędzie. Ansarass zapiszczał, gdy dopadły go pierwsze, a Skoltus wskoczył na najbliższą skałę. (Ach, nasi odważni mężczyźni...) Shallaya nie przerywała opiekania, Sallaros zamykał kolejne pająki w małe bańki Mocy, a reszta walczyła czym miała – mieczem, ogniem czy własnymi nogami. W końcu udało się wykończyć wszystkie. Zirytowany Skol tus przyciągnął Mocą szalejące po drugiej stronie stworzenia, by jedno po drugim wpadło w lawę.

Przewodniczka poprowadziła ich dalej i przystanęła na skarpie. Pod nimi rozciągał się widok na plażę... wypełnioną po brzegi tymi potworami. Między nimi leżały stosy ludzkich ciał, porozstawiane jak makabryczne paśniki.
- Rozwiązała się zagadka znikających ciał.
- Żądam podwyżki...
- I to jest ten moment, kiedy wzywamy bombowce?
- Na Moc i gwiazdy, ostrzegałem was, że Tarcza się w końcu w coś takiego wpakuje – mruknął Jan'yse.
- To mieszkańcy pobliskiej wioski... - powiedziała smutno Roel. - Przyprowadziłam was tutaj, żeby pokazać, jak poważne to zagrożenie... dla całej galaktyki. Nie wiem co one planują... Na razie siedzą tu. Zabijają. I rosną.
Przerwał jej huk lądującego krążownika, który pojawił się w ich polu widzenia. Odruchowo spojrzeli w niebo. Najdziwniejsza była jednak reakcja stworzeń na dole – ożywiły się i ruszyły zgodnie w kierunku w którym zniknął transporter.
- No nie... nie mówcie, że ktoś chce je przesiedlić – jęknął Sallaros i wyciągnął komunikator. Wezwał eskadrę bombowców, utrzymując je w gotowości na orbicie.
- Chyba właśnie znaleźliśmy naszą kostkę...
- Chodźcie! - Roel ruszyła do przodu i machnęła ręką - Tutaj jest przesmyk, przejdziemy przez tę górę i zobaczymy, co się tam dzieje... - Ale nagle stanęła jak wryta.

Ze sklepienia spuścił się na pajęczynie największy pająk, jakiegokolwiek w życiu widzieli. Był wielkości myśliwca klasy TIE. Shallaya wypluła z siebie serię niecenzuralnych słów i otworzyła ładownicę. Jednocześnie zareagował drugi najemnik, kucając za skałą i rozpoczynając ostrzał. Niestety, ani wybuch, ani ostrzał nie zrobiły stworzeniu większej krzywdy. Do walki ruszył Talym i Roel, próbując odrąbać jedną z kończyn przeciwnika, ale przez jego ruchliwość tylko ją uszkodzili. Rozjuszony pająk chwycił szatę Talyma i pociągnął go ze sobą w głąb jaskini... Odwracając się wystrzelił z odwłoku kleistą pajęczynę, która całkowicie unieruchomiła Ansarassa i oblepiła Nystali. Wkurzona mirialianka uwiesiła się uszkodzonej nogi, próbując ją wyrwać, ale nie przyniosło to efektu. Skoltus ruszył do przodu z uniesionymi rękoma – cokolwiek robił, wyraźnie sprawiało to ból pająkowi... Rzucał się wściekle w agonii.
- Hahaha, boli brzuszek? BOLI?!
- Po dzisiejszym dniu na bank dostanę arachnofobii – jęknął Sallaros, uwalniając unieruchomionego Ansarassa.
Ravalos nie bawiąc się w półśrodki rzucił granatem, ale potknął się i ten poturlał się tylko pod nogi pająka... w końcu skutecznie odrywając uszkodzoną wcześniej kończynę. W ostatniej chwili Witma wyciągnęła Talyma, ratując go przed wybuchem. Rozwścieczone zwierzę ruszyło na przód w bezmyślnej szarży. Roztrąciło Ravelosa, Skoltusa, Arhana i Nystali – Shallaya i inni uskoczyli, schodząc mu z drogi, a Annareli wskoczył na łeb pająka i dźgał mieczem w odwłok. W tym czasie nowy uczeń Skoltusa, Voryen cisnął mieczem – lecz pająk zaskakująco szybko odbił w bok, przy okazji zrzucając z siebie Annareliego, który z hukiem grzmotnął o ziemię. Korzystając z okazji, najemniczka przypadła do ziemi i celując w podbrzusze puściła serię z obu blasterów. Zobaczyła lecący zza osłony granat Arhana. W końcu ich strzały zaczęły przynosić jakieś efekty i potwór zachwiał się z bólu... Bobeeck tańczyła z mieczem między odnóżami pająka. Roel i Witma i Talym, znajdując się najbliżej, zaatakowali jednocześnie łeb pajęczaka, tnąc od góry i po oczach. Witma próbowała wskoczyć na łeb obok Roel, ale poślizgnęła się pechowo i upadła wprost w krew i inne wydzieliny stawonoga. Dzieła dokończył Ansarass, który Mocą skutecznie oślepił stwora. Sallaros i Annareli cięli od góry. Do walki włączył się Ravalos i Skoltus. Ten pierwszy przebiegł pod chwiejącym się pająkiem tnąc po odnóżach, podczas gdy Skol skupiał się na odwłoku pająka... który w końcu, uszkodzony poprzednio, pękł, oblewając samego sprawcę i pobliskich Jedi kleistą substancją... W tym momencie nadleciał miecz Voryena, do którego należał ostateczny cios. Wpadł przez ranę do wnętrza potwora, robiąc sieczkę z jego wnętrzności. W końcu, pająk padł martwy.
Gdy pomogli pozbierać się i oczyścić tym, którzy tego potrzebowali, ruszyli przez przed jaskinię. Szybko dotarli na koniec tunelu i im oczom ukazał się transportowiec, który widzieli wcześniej. Ładownie były otwarte, a armia potworów właśnie wchodziła na pokład, kierowana przez kilka ludzkich postaci w pancerzu pozbawionym jakichkolwiek insygniów.
Ze swojego miejsca nie mogli niczego zrobić... Ale mieli w obwodzie eskadrę bombowców w gotowości. Gdy Shallaya przysłuchiwała sporom Jedi, (bombardować, czy nie bombardować? Oto jest pytanie) Arhan w tym czasie wystrzelił nadajnik w stronę statku. Transportowiec uruchomił silniki i opieszale wznosił się ku niebu... Sallaros otworzył usta, by wydać rozkaz zestrzelenia, gdy nagle, na niebie pojawił się inny statek – imperialny krążownik bojowy.
- Mistrzu Jan'yse... to statek Allenis! – jęknął Talym
Ostrzał trwał krótką chwilę. Nieuzbrojony transportowiec padł do morza, grzebiąc ze sobą załogę i swój zabójczy ładunek.
- Eskadra, wystrzelić nadajnik w stronę krążownika, powtarzam, wystrzelić nadajnik! Śledzić, ale pozostawać poza kontaktem wzrokowym! - Sallaros krzyczał rozkazy przez komunikator.
- Dobra robota Tarczo. – odezwał się do zgromadzonych. - Teraz mamy na oku Aleniss.


Ostatnio zmieniony przez Shallaya dnia Pon Sty 16, 2017 9:47 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : literówki, powtórzenia, przecinki...)
avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Odpowiedź na wezwanie. Event 14.01.2017

Pisanie by Shallaya on Pon Sty 16, 2017 11:52 pm







avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach