"Zbieg" - event z 14-15.01.17

Go down

"Zbieg" - event z 14-15.01.17

Pisanie by Shallaya on Sro Sty 18, 2017 7:03 pm

Tym razem opis jest wspólnym dziełem Elipa, Mitrasa i moim. Dziękuję Talymowi za dokumentację i przepraszam Was za wszelkie zmiany. Ze względu na spory chaos i improwizację co poniektórych (wcale nie pokazuje palcem Vora), żeby zachować sens musieliśmy z Elipem na nowo uzgodnić pewne fakty.
Standardowo, proszę aby każdy, kto uzna zachowanie swojej postaci za niezgodne z jej charakterem, lub błędny opis wyglądu, dał mi znać na PW i razem naniesiemy poprawki (pls noł!)



Sindo siedział grzecznie w swojej celi, grzebiąc wykałaczką w zębach. Powoli zaczęło go nudzić więzienne życie i mała cela w której go zamknięto.
W pewnym momencie drzwi windy otworzyły się i były Mistrz Jedi ujrzał znajomą postać. Był to Skol, młody i lekko zaniedbany rycerz. Niósł mała torebkę w której wesoło brzęczały szklane butelki. Skol podszedł do celi Sindo i chwile ponarzekał jak mu źle, wspominał, jak to Sindo chciał go uratować kiedy on był w takiej sytuacji i przekazał starszemu człowiekowi butelkę alkoholu, samemu również wchodząc do celi i siadając obok... "Jaki kretyn wpadłby na pomysł, by byłemu alkoholikowi dawać gorzałę?" - pomyślał Sindo udając że pije z butelki. -"Ja ci zaraz pokażę..." - Dodał jeszcze w myślach.
- My tu gadu-gadu, a robota czeka. - powiedział wstając.
Siwy człowiek podszedł do konsoli i zamknął pole siłowe. Idąc w stronę windy nawet nie obrócił się w stronę osłupiałego Skola siedzącego w celi.
-Teraz się zabawimy moi mili gospodarze... - Mruknął jeszcze do siebie zatrzymując windę na piętrze zbrojowni i wyrywając kratę wentylacyjną.

Shallaya kucała schowana za skrzyniami, w kącie magazynu, z hełmem na kolanach, podłączona pod sieć Divinusa. Isog, chociaż wyjątkowo nachalny i irytujący, okazał się przydatny. Mimo pewnych niedogodności, uzyskała dużo szerszy dostęp, niż życzyliby sobie tego jetti...
- No szybciej... Iviin, iviiiiin! - mruczała do siebie, obserwując pasek pobierania danych.
I wtedy rozległ się alarm. Zerwała się na nogi przerywając proces.
„Pobieranie folderu D'kana nie powiodło się.”
- Stang, stang, STANG! Jak zablokują drzwi, to jestem w dupie banthy! - wybiegła z magazynu i skierowała się ku sypialniom. Miała szczęście, w ogólnym chaosie nikt nie zwrócił uwagi, na kolejną opancerzoną postać. W korytarzu zobaczyła Ravelosa i pobiegła za nim na górny pokład. Od progu słyszała wykrzykującego rozkazy Skoltusa. Wydawał się być na skraju samokontroli, co ją nieco zaskoczyło. Uspokoiła oddech i dołączyła do reszty.
- Co odwaliłeś? - rzuciła ze śmiechem patrząc na wszechobecne syreny alarmowe.
- Ja nic nie zrobiłem! - wrzasnął Skol, zaciskając pięści. Wydawało jej się, że skrzynie za nimi zadrżały. - Sindo'rell zwiał z celi! - Odwrócił się i spojrzał na Shall. Uspokoił się nieco. - Czekaj... co ty tu robisz?
- Kto to Sindo'rell? - zapytał ziewający Ravelos, zanim najemniczka znalazła sensowną wymówkę.
- Mistrz Jedi – odpowiedział spokojnie Qrado. - Były Mistrz Jedi... i alkoholik.
- Stary alkoholik, który utnie ci nogi przy samej dupie! - wtrącił się roześmiany padawan.
- VORYEN!!! - wrzask Skoltusa musiał być wzmacniany Mocą, bo huknął z niespodziewaną siłą. Skrzynie za nimi zadrżały, a światło przygasło. Wyglądał, jakby za chwilę miał przyłożyć swojemu uczniowi. - Trochę szacunku. Każdy ma problemy. - dodał spokojniej. Talym wpatrywał się w Jedi ze strachem wymalowanym na twarzy.
„No dobra, żarty się skończyły” - pomyślała Shallaya.
- Jak wygląda sytuacja? - zapytała poważnie. - Konkrety. Plan działania, poziom więzienia. Nie mam pełnego dostępu. - „Przynajmniej nie oficjalnie”.
Nadto podekscytowany Voryen bełkotał coś dalej, wywołując zażenowanie wśród obecnych. (Sorry Voryen, karny kutas za głupie zachowanie)
- Spokojnie, tylko spokojnie – Skoltus wyglądał jakby uspokajał sam siebie niż kogokolwiek innego. Mistrz Sindo ma obrożę tłumiącą, nie użyje Mocy... póki nie znajdzie sposobu, jak ją zdjąć. Podzielimy się na dwie grupy. Talym ze mną, użyjemy twoich zdolności...
- O, to ja zaklepuję towarzystwo damy! - twi'lek podbiegł do niej i usiłował chwycić ją w pasie... Odruchowo chwyciła napastnika za łokieć i szybkim ruchem wykręciła jego rękę za plecy. Krzyknął.
- Nie dotykasz, póki nie poproszę, niebieski! - aż się w niej zagotowało.
- Ałałała... spokojnie, spokojnie, było tak od razu! - mruknął Ravelos masując dłoń. - I... Niebieski? To wszystko co mogłaś wymyślić?
Kątem oka zobaczyła, że Skoltus stoi wyprężony jak struna. Dłonie chował w rękawach i patrzył z dzikim wzrokiem na twi'leka. Była pewna, że dostrzegła, jak dziwny cień przebiegł mu po twarzy... Zamknął oczy i opuścił dłonie. Ochłonął. Powiedział już spokojnie... chociaż z pewną groźbą - Ravelos, ze mną! - odetchnął - Shall, weź Voryena, i z Mistrzem Qrado sprawdźcie zbrojownię. Jest duża szansa, że będzie chciał się tam dostać. Talym, Ravelos, idziemy do celi!
Rozdzielili się zgodnie z rozkazem. Wchodząc do windy usłyszała szept z komunikatora: „Miej oko na mojego ucznia, dobrze?”. Westchnęła patrząc na Voryena i wcisnęła odpowiedni przycisk windy. Komunikator zamilkł.
Im oczom ukazał się zagracony korytarz. Na jego końcu, przy zablokowanych drzwiach zbrojowni znajdowało się stanowisko do wydawania uzbrojenia. Obsługujący je żołnierz, leżał nieprzytomny pod nim.
Cathar przystanął w pół kroku i zamknął oczy. - Tak... był tu.
- No dobra. Młody, sprawdź co z nim. - wskazała ciało - I sprawdź otwory wentylacyjne. Niczego nie dotykaj, tylko w razie czego raportuj! - rozkazała Padawanowi, który ochoczo zabrał się do pracy - Jetti, możesz powiedzieć coś więcej? Skup się, proszę!
- Czuję ciemną stronę... utrudnia mi ustalenie czegokolwiek... - Mistrz rozłożył bezradnie ręce. - Ale postaram się.
Podczas gdy cathar medytował, najemniczka odwróciła się, by sprawdzić wentylację przy windzie.
- Oo... - usłyszała za sobą
- Voryen?! - zaalarmował ją odgłos upadającego ciała. Jej czuły implant wychwycił brzdęk metalu. Odwróciła się i pobiegła za Jedi. Voryen leżał nieprzytomny za ladą. Nie miał swojej broni, a kratka wentylacyjna była wyłamana.
- Qrado do grupy pierwszej. Skol odezwij się. Sindo właśnie ogłuszył Twojego Padawana. Zabrał mu broń. Powtarzam, Sindo jest uzbrojony!
Nie potrzebowała implantów, żeby usłyszeć przekleństwa które padły w odpowiedzi.
- Zabije mnie... - jęknęła.
Parę chwil później, gdy otumaniony Padawan zaczął odzyskiwać przytomność pod okiem Qrado, na korytarz wypadła reszta grupy z wściekłym Skoltusem na czele. Przy jego pasku wisiał zaginiony miecz jego Padawana.
- Co tu się, frakk, dzieje!? - głos Skoltusa zabrzmiał piskliwie.
- Był tu. Młody miał sprawdzić co z nim - wskazała na ciało - Odwróciłam się tylko na moment! - rzuciła przepraszająco.
- Mistrzuuu! - jęknął Varyen trzymając się za głowę. - Mój mieecz...
- Pozwoliłeś się pobić i okraść! To teraz się martw!
Wściekły Skoltus chwycił nieprzytomnego człowieka za fraki.
- Duży gościu, czarny płaszcz, kierunek. Już! - żołnierz pozostawał niewzruszony na te techniki reanimacyjne. Jedi przyłożył mu dłoń do czoła. Shall odwróciła głowę. Nie lubiła myśleć o tym, że jetti mogą dobrać się jej do mózgu...
Zaniepokojony Talym, położył drżącą dłoń na ramieniu Jedi. Szepnął mu coś do ucha... W tym momencie komunikator zawył na częstotliwości alarmowej.
- ALARM! Zbieg widziany na pokładzie sypialnym, potrzebny medyk, powtarzam, zbieg w sypialni, potrzebujemy medyka!"
Skoltus wypuścił nieszczęśnika, który nieprzytomny padł na posadzkę. Zmartwiony Qrado wzywał medyka przez komunikator.
- Tak bardzo chciał umrzeć?! Dobrze więc! - warknął czerwonowłosy, i wspomagając się Mocą doskoczył do windy. Nie dogonili go. Złorzecząc i przeklinając, musieli czekać na drugi kurs.
Gdy wpadli w końcu do sypialni, zobaczyli czterech mocno poturbowanych żołnierzy pod opieką medyków i kolejnych sześciu, którzy zdezorientowani, z karabinami w dłoniach, otaczali dwoje Jedi... Skoltus stał z uniesioną, drżącą dłonią unosząc w powietrzu potężną, ubraną na czarno postać... W której Shallaya rozpoznała człowieka, który dał jej namiar na Tarczę. Mistrza Sindo'rella.
- Jazda stąd! - będący na skraju wybuchu, Skol wrzasnął do żołnierzy.
- Wykonać rozkaz. Sytuacja pod kontrolą - cathar spokojnym głosem próbował załagodzić sytuację. Wojskowi po krótkim wahaniu wycofali się, zabierając rannych. - Skoltusie, wycisz się. Zbalansuj Moc w sobie.
- Chciałem mu pomóc... a ten skurwiel... tak po prostu... - wysapał.
- O, cześć staruszku. Chyba ciebie szukaliśmy - rzucił Ravelos.
- No witaj młody. Na to wygląda - wiszący w powietrzu Sindo nie spuszczał kpiącego wzroku ze Skoltusa. - Och, zabawić się nie dacie... Jutro też wam ucieknę.
- Cofnąć się! - Shallaya i Ravelos wycofali się, pozostając w pogotowiu. Voryen, nieco przestraszony stał obok swojego nauczyciela i próbował wspomóc go w więzieniu Mocą zbiega. Qrado, i Talym stali za ich plecami, bardziej chyba zaniepokojeni stanem przyjaciela niż całą sytuacją.
- O nieee... nie będziesz miał okazji... - powieka Skola drgała w nerwowym tiku.
- Udowodnij. No dalej. - Sindo, mimo że bezbronny wisiał w powietrzu, jawnie podjudzał przeciwnika. Przedmioty w pomieszczeniu zaczęły drgać. - No dawaj! UDOWODNIJ, ŻE NIE JESTEŚ TCHÓRZEM! - Skrzywił się nagle, gdy Skoltus zacisnął dłoń w pięść. Zakrztusił się, charknął, ale kontynuował. - No dalej ty łajzo! ZACZNIJ CHICHOTAĆ!
Skoltus napiął wszystkie mięśnie. Targany tikami, wyraźnie walczył ze sobą, sapiąc i raz po raz rzucając nerwowo głową... gdy się odezwał, jego głos brzmiał nienaturalnie... wysoko, wręcz piskliwie.
- Masz szczęście... za dużo... świadków - zachichotał. Talym cofnął się, obserwując Mistrza w niemym przerażeniu. Najemniczkę przeszły dreszcze. Cieszyła się, że przez wizjer nikt nie mógł dostrzec jak zbladła - Następnym razem pomieszam ci w brzuszku!
Zmartwiony Qrado położył dłoń na drżącym ramieniu Jedi. Skoltus przykląkł, ale nie wypuścił przeciwnika z uścisku Mocy. Zacisnął zęby i milczał przez chwilę. W końcu podniósł się. Wyglądał jak w transie. Ignorując wszystko odwrócił się w efekcie czego miotnął ciałem uwięzionego zbiega. Trzymając go przed sobą ruszył przed siebie... a inni za nim, na co Skoltus najwyraźniej nie zwracał uwagi. Szedł, mamrocząc pod nosem. Idący obok Voryen wyglądał coraz słabiej. Drżał i słaniał się na nogach, aż w końcu padł na kolana targany torsjami (Karny nr 2. Za improwizację)
- Chyba przywaliłem młodemu mocniej, niż myślałem - zakpił Sindo. - No, jest moja przytulna cela! To kto przyniesie coś do żarcia? - po tych słowach, przeleciał przez pomieszczenie ciśnięty Mocą. Uderzenie o ścianę celi wycisnęło mu powietrze z płuc, ale Skoltus nie puścił, przygniatając do coraz mocniej.
- W...szy... scy... wyjść... - wycedził przez zęby. Jego stan był straszny. Trząsł się jak w febrze, zaciskał szczękę, aż zgrzytnęły zęby. Z jego słowami przeplatały się piskliwe tony. Odwrócił się i spojrzał prosto na Shallayę. - Wyprowadź... - tik powieki - ...ich... - tik - ...proszę... - w ostatnim przebłysku świadomości spojrzał na nią błagalnie. Zawahała się. Palec na spuście jej zadrżał...
- Słyszeliście ludzie. Wypad stąd! - krzyknęła odwracając się. Blasterem wskazywała właz windy. - Slana'pir, ale już! - grożąc bronią i popychając kopniakami wygoniła towarzystwo... poza Talymem, który stał bezradnie z opuszczonymi rękoma... - Mistrzu D'kana... proszę...
- Wy. Pier. Dalać! - Togruta, pchnięty Mocą wpadł do windy pod nogi najemniczki. Drzwi zatrzasnęły się za nim z taką siłą, że grube płyty naszły na siebie, gnąc się w harmonijkę. Kabina zadrżała. Talym zerwał się na równe nogi i wrzeszczał, tłukąc pięścią o metal.
- Skoltus! - "Łup. Łup. Łup"* - Nie rób niczego głupiego!
Shall raz po raz waliła w przyciski windy - bez skutku - powyginane drzwi blokowały windę, więżąc ich w środku.
Przez grube plastalidowe drzwi dobiegały ich tłumione odgłosy... walki? Ściany statku drżały, gdy uderzały o nie kolejne przedmioty. Potworny hałas przeplatał się z mrożącym krew w żyłach śmiechem i wykrzykiwanymi piskliwym głosem słowami. W jej głowie huczało, gdy implanty w jej uchu przekazywały do mózgu kolejne dźwięki. Po raz pierwszy od wielu lat, czuła narastającą panikę. Chichot. Brzdęk. Łomot. Tłukący bezsilnie o drzwi Talym. Przekrzykujący go Ravelos. Łup! Chichot. Chaos.
Nagle, z otworu w suficie nad nimi wyłoniła się Witma. Wylądowała zgrabnie między nimi i rozejrzała się pełna niepokoju i troski.
- Co się dzieje? Przepuście mnie! - odpaliła miecz, odsuwając delikatnie Talyma od drzwi. Lecz zanim choćby uniosła dłoń, drzwi otworzyły się ze zgrzytem. Jedno, bardziej naruszone skrzydło odpadło z hukiem. Kabina ze zgrzytem ruszyła w górę.
Skoltus stał przed nimi, blady, na drżących nogach i patrzył niewidzącym wzrokiem.
- O... cześć. Więzień jest głodny... - upadł bez czucia na posadzkę.
Shallaya przepchnęła się i wpadła środka w pełnej gotowości... Rozglądała się szukając śladów walki, chociaż wiedziała, że nikt nie miał prawa tu wejść... Czegokolwiek, co tylko wskazywałoby, że to wszystko nie jest dziełem Jedi... Tego Jedi. Pomieszczenie wyglądało, jakby wybuchł w nim pocisk protonowy... Tylko Sindo'rell, ze swoim kpiącym uśmiechem patrzył na nich, zamknięty bezpiecznie w swojej celi.
- Długo mam jeszcze czekać na kanapkę? To bieganie mnie wykończyło...
Cieszyła się, że nikt nie mógł zobaczyć wyrazu jej twarzy. Skol drżał konwulsyjnie, wijąc się na posadzce. Mistrz Qrado i Talym klęczeli nad nim. Voryen mamrotał do siebie, oparty o ścianę i sam wyglądał jakby miał zemdleć. Ktoś wezwał medyka. Najemniczka zorientowała się, że wciąż trzyma w dłoniach blastery... Wyciszyła fonię, odcinając się kompletnie od chaosu wokół. Odepchnęła Talyma, który coś do niej mówił. Przekroczyła przez nieruchome ciało Skoltusa. Winda zjechała z góry - przepuściła medyków z noszami. Nie oglądając się za siebie, wcisnęła przycisk, zostawiając za sobą pieprzonych jetti i ich problemy. Została sama ze swoimi myślami...
* Albo "jeb, jeb, jeb", wybierzcie sobie

Pacjent: Mistrz Jedi Sindo'rell
Powód badania: Więzień, bunt, ciemna strona mocy.
Opis metodologi: Rozmowa połączona z pytaniami sytuacyjnymi i projekcjami.
Przebieg badania:
Rozpoczęto rozmowę od formułek grzecznościowych. Pacjent nie wykazał chęci przejścia na mniej formalną nomenklaturę - zauważalna była niechęć do kontaktów.
Pacjent przy pytaniu o swoją charakterystykę ocenił siebie na odważnego i bezmyślnego. Mistrz dusił w sobie emocje - był przekonany i pewny siebie. Świadomie wybrał ścieżkę ciemnej strony, uważają ją za tą, przed która nie trzeba się chronić. Denerwuje go bezczynność. Jest człowiekiem czynu.
Bardzo duży wpływ ma na niego Rycerz Witma, której był mistrzem.
Zalecenia:
- konfrontacja z osobami powodującymi niechęć
- doprowadzenie do eskalacji emocji, potocznie: sprawienia aby wybuchł i wyrzucił z siebie wszystkie emocje w formie krzyku, czy złości.
- gdy pacjent wykrzyczy swoje racje - zalecane jest rozpoczęcie mediacji i rozmowy oraz spokojne, nie nachalne przekonywanie go do słuszności nauk jedi i powrotu na jasną stronę
- Zalecam przeszkolenie Rycerz Witmy w zakresie podstaw wywierania wpływu, by efektywniej prowadziła dialog ze swym mistrzem.

Podpisała:
Mistrzyni Kalia - psycholog Jedi
avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 202
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach