Blade oblicze

Go down

Blade oblicze

Pisanie by Talym on Pon Sty 23, 2017 3:20 pm

Zanim się zorientowała, jej oczy przykryły blade powieki.
    - Co ty mi zrobiłaś? - warknęła szczupła Rattataki, oglądając otaczający ją piasek i morze.
    W tych tropikalnych terenach towarzyszyła jej Aleniss, tak olśniewająca jak nigdy. Jakby słona woda zmyła z niej oznaki starości i pomogła naturze ukształtować jej figurę.
Ciemnowłosa kobieta uśmiechnęła się.
    - Ja? Nic.
    - Jak to nic? - Ysiti rzuciła swojej mistrzyni gniewne spojrzenie i zacisnęła pięści.
    - Rzuciłaś z wyrzutem, jakbym cię zraniła. Nie zrobiłam tego jeszcze, więc nie zrobiłam ci nic. Chyba że pytasz o to wszystko... Gdzie my jesteśmy?
    - Tak! - Młoda adeptka Ciemnej Strony rozłożyła ręce, wskazując na ogromną, nieznaną jej przestrzeń. - O to pytam.
    - Dobre pytanie. Jednak nie znam na nie odpowiedzi. Ty powinnaś wiedzieć, gdzie jesteśmy.
    Ysiti była mocno sfrustrowana i poirytowana tą sytuacją. Cały czas próbowała się dowiedzieć, gdzie się znalazła.
    - Nie mam pojęcia, dlaczego twoja wizja akurat zabrała nas w to miejsce - stwierdziła Aleniss. - Jestem tutaj jako przewodnik. Masz ogromny potencjał, Ysiti, jednak nie umiem go pobudzić standardowymi metodami. Dlatego odniosłam się do dawno zapomnianych metod.
    - Co to za metody? - Akolitka rzuciła podejrzliwe spojrzenie.
    - I tak nie zrozumiesz. To, co widzisz przed sobą, to obraz twojej duszy; tego kim jesteś. Rozpoczynasz właśnie podróż po mrokach własnego ja i zakończysz ją sukcesem tylko wtedy, gdy zdołasz uwolnić swój prawdziwy potencjał.
    - No pięknie... - Rattataki rozejrzała się po krajobrazie, a jej mina przybrała ten sam, wyrażający niechęć do wszystkiego, wyraz. - I co teraz?
    - To już pytanie do ciebie. Jestem tylko obserwatorem. Nie bardzo wiem, co musisz zrobić, aby uwolnić swoją moc. Dam ci tylko podpowiedź. Twój miecz świetlny nie działa, więc raczej nie trać czasu na jego odpalanie.
    „Świetnie...” - pomyślała akolitka. - „To co mam zrobić skoro najczęściej myślę mie... Och...”.
    Ysiti westchnęła, po czym zamknęła oczy i skupiła całą swoją uwagę na Mocy. Wymagała od niej jakiejś wskazówki. Nie wyczuła niczego, ale gdy podniosła powieki, zauważyła na horyzoncie jakiś blask. Chciała jak najszybciej się stąd wydostać, co zostało wyraźnie przełożone na jej twardo stąpające stopy.
    Dopiero teraz, idąc, dwudziestoletnia Rattataki zauważyła, że nie czuje żadnego oporu powietrza. Oprócz tego było za zimno, jak na tak słoneczne miejsce. Wtedy Ysiti dostrzegła dwie osoby - kobietę i mężczyznę, oboje tej samej rasy co ona. Podeszła bliżej, a wydobywający się kobiecy krzyk nasilał się. Tym większe było zdziwienie uczennicy Ciemnej Strony, kiedy zauważyła, że cały ten hałas jest spowodowany porodem.
    - Pomóż mi! - krzyczała. - Nie dam rady sama!
    Ysiti przyjrzała im się bliżej i o ile twarz mężczyzny wydawała jej się znajoma, o tyle grymas bólu kobiety nie pozwalał w rozpoznaniu jej.
    - Gdzie jesteśmy? - zapytała akolitka.
    - Jak to gdzie? Rattatak! - odpowiedział męski głos. - Pomożesz jej, czy ma tu zdechnąć?
    - Nie znam się na odbieraniu porodów. - Młoda adeptka próbowała sobie przypomnieć, skąd go zna.
    - A idź i zdechnij. - Podszedł do kobiety i odebrał poród. Dosłownie w jednej chwili blady noworodek spoczywał w rękach kobiety.
    Aleniss podeszła bliżej, patrząc na dziecko.
    - Nigdy cię nie zaakceptowali, prawda?
    - Co tu się dzieje? - Ysiti spojrzała na to ze zdziwieniem i lekkim strachem. - O czym ty mówisz?
    - Spójrz na dziecko. Zaufaj Mocy, a zobaczysz to co ja.
    Widok ten niczego nie mówił akolitce, ale coś w jej środku...
    - To... ja? - Nagle jej oczy zaczęły błyskawicznie wędrować po twarzach dorosłej pary Rattataki.
    - Ona jest dziewczynką, a chciałem syna - wyrzucił z siebie jej ojciec. - No i zobacz coś mnie dała. - Przeklął coś w swoim języku.
    - Przepraszam - wyraziła skruchę matka - jest mi wstyd, że nie dałam ci syna.
    Wtedy Ysiti nie wytrzymała. Złość sama poniosła jej pięść na twarz mężczyzny, jednak ta przepuściła przez siebie coś jak przez ducha. Chwilę później młoda Rattataki poczuła ból, od którego się skrzywiła, i zrobiła kilka chwiejnych kroków do tyłu.
    - Moc - podpowiedziała Aleniss, ale jakby z głębi jej głowy, nie z ust stojącej obok drugiej Aleniss. - Użyj Mocy.
    Ysiti ryknęła groźnie, równocześnie wysuwając obie, napięte jak szpony, dłonie, jakby chciała w tym samym momencie odepchnąć i zmiażdżyć mężczyznę.
    Wizja zniknęła, a razem z nią przez moment brzmiał głośny płacz dziewczynki.
    - Nigdy cię nie zaakceptowali... - skomentowała piękniejsza wersja Aleniss.
    Rattataki stała z opuszczonymi rękoma, wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdowali się jej rodzice.
    - Nigdy mi na tym nie zależało - skłamała.
    - Oszukiwać możesz wszystkich poza sobą. Pamiętaj, że znajdujemy się w twojej duszy, a duszy i samej siebie, nieważne jakbyś się starała, oszukać się nie da, gdyż ostatecznie prawdę o samej sobie znasz, chociaż nie musisz chcieć w nią wierzyć.
    Ysiti warknęła i zaczęła się rozglądać dookoła. Ciągle tropiki.
    - Jak stąd wyjść?
    - Tylko docierając do swojego wewnętrznego ja.
    Akolitka dostrzegła wtedy kolejny błysk i czym prędzej ruszyła.

    Mała, głodna Ysiti ukradła trochę jedzenia. Tylko tyle, by móc na moment zapomnieć o głodzie. Pamiętała ten moment aż za dobrze.
    Ucisk chłopiej, brutalnej, splugawionej łapy. Rattataki patrzyła na tę scenę w milczeniu, jakby całe jej skupienie przeniosło się do tej wizji. Zimno, krew, smród potu... Ból i wydzieranie ran na ciele i duszy. Wszystko uchwycone w słowach: „To twoja kara”. Łzy spływały po nagim, skażonym, pięcioletnim ciele.
Ysiti nie wytrzymała i odwróciła wzrok, nie chcąc patrzeć ani na scenę, ani żeby Aleniss widziała jej twarz. Ta natomiast przyglądała się temu bez żadnej skazy w mimice twarzy.
    - To wszystko ich wina... - wyszeptała blada akolitka.
    Usłyszała dźwięk upadającego ciała. Dziewczynka leżała tam, spowita we wszystkim tym, czego doświadczyć nie powinna... ale już nie płakała.
    - Na co się gapisz? - zapytał oprawca. - Chcesz być następna?
    - To wszystko... ich wina. - Powoli podniosła wzrok na ten obraz, zaciskając pięści. Wtedy ponownie ujrzała jego twarz, która dodatkowo wpatrywała się w nią.
    - Słyszysz, co do ciebie mówię, suko?!
    - To wszystko. Ich. Wina! - ryknęła, mimowolnie natężając swój głos Mocą, po czym wyciągnęła dłoń, jakby chciała unieść napastnika i złamać wpół.
    Nie zadziałało. Mężczyzna zaczął się do niej zbliżać z wywalonym językiem, kiedy Ysiti sobie zdała sprawę z tego, że nie może się ruszać. Próbowała się uwolnić, skupiając na tym całą swoją wolę. Równocześnie jej gniew, odraza i chęć zemsty z każdym krokiem jej utrapienia mnożyły się. Gdy była już na wyciągnięcie jego ręki, dostrzegła siebie - młodą siebie - z nożem w dłoni. Dziewczynka wbiła mu nóż w szyję i krzyknęła z siłą zdolną przebić wiele twardych serc.
    Koniec ... Skończyło się.
    Ysiti uśmiechnęła się kącikiem ust.
    - Są dwa rodzaje bólu - zaczęła Aleniss - taki, który uczyni cię silną, i bezużyteczny ból, który niesie tylko cierpienie...
    Wtedy zalśnił kolejny punkt.

    Trzykrotnie wyższy od Ysiti tron stał po środku okrągłej, ciemnej sali. Na nim siedział równie ogromny Darth Eliphas, który dostrzegł duszyczkę Rattataki.
    - Klękaj przede mną nędzny robaku!
    Akolitka odpowiedziała jedynie rozzłoszczonym wzrokiem. Wtedy dostrzegła drugą postać, spowitą w ciemnych szatach. Nie widziała jej twarzy, ale poznała ją po głosie... Shaldor.
    - Nie klęknie, jeśli jej do tego nie zmusisz. Jest zbyt dumna. Moja córka nie potrafi panować nad nią, co czyni z niej bardzo słabą niewolnicę.
    Ysiti zrobiła krok do przodu, jakby chciała ostrzec i wystraszyć dwójkę Sithów. Wtedy ponownie usłyszała głos Aleniss w swojej głowie.
    - Często strach w naszych głowach przybiera nienaturalnych rozmiarów, gdyż nie znamy prawdziwej siły przeciwnika...
    - Bez swojego miecza nic nam nie możesz zrobić, żałosna dziewczynko - stwierdził Shaldor.
    - ...nędzny robaku - dodał od siebie zamaskowany Eliphas.
    - Nie... - mruknęła Ysiti. - Tym razem to wy będziecie klękać przede mną. - Wyciągnęła rękę, by powalić tę dwójkę na kolana. W efekcie jedynie zmniejszył się ich rozmiar.
    - Nadal się nas boisz - rzucił z przekąsem Darth dosiadający tronu. - Masz wszystko, by nas pokonać, lecz nie potrafisz przekuć strachu na moc.
    - Strach cię paraliżuje. Mniejszy czy większy, bez znaczenia - dodał Shaldor.
    Ysiti zaczęła się do nich zbliżać, czując coraz większą chęć pokazania im, kto tutaj jest tak naprawdę górą. Z wyciągniętymi obiema rękoma naciskała coraz mocniej.
    - Widziałaś jak zostawili cię twoi rodzice, niczym psa, którego nikt nie chce - ciągnął Eliphas - a ty nadal nie umiesz przekuć tego na furię?!
    - Widziałaś, jak cię gwałcił - dorzucił starzec - widziałaś na jego twarzy przyjemność ze swojego cierpienia. Nadal nie potrafisz nas pokonać?
    - O nie... - zachichotała maniakalnie akolitka. - Niczego o mnie nie wiecie! - wykrzyknęła, wzbudzając w sobie jeszcze większą złość. - Zamknijcie się!
    Śmiech dwójki rozbrzmiał po całym pomieszczeniu, a otoczenie powróciło do swojego poprzedniego stanu.
    - Uczucia są twoją bronią - pouczyła iluzja Aleniss. - Pod warunkiem, że potrafisz ich używać.
    Ysiti popatrzyła na fałszywą wersję swojej mentorki, po czym odwróciła swój przepełniony złością wzrok przed siebie.
    - Twoja ścieżka jest jasna, Ysiti. Poprzez złość staniesz się potężna. Poprzez potęgę wykujesz sobie nową, lepszą przyszłość. Taka jest twoja droga... Jednak ładować w sobie złość tutaj to żaden wyczyn. To, co tu zobaczysz i czego tu doznasz, musisz przekuć na furię w prawdziwym życiu. Wtedy uwolnisz swój pełen potencjał.
    Rattataki miała już dosyć całej tej gadaniny. Chciała potęgi, ale te wszystkie etapy, lekcje... Irytowało ją to wszystko. Chciała sięgnąć szczytu tu i teraz.
    - Wydostańmy się wreszcie stąd. - Zmierzyła Aleniss, która ni stąd, ni zowąd zmieniła swój elegancki strój na mroczne szaty.
    - Chodź, pokażę ci resztę ścieżki.

    Gdy Ysiti przedzierała się przez kolejne chaszcze, dostrzegła coś dziwnego. Kolejna wizja nie wiązała się z jej wspomnieniami a ze wspomnieniami... Aleniss.
    Widziała przed sobą swoją mistrzynię, rozmawiającą z jakimś człowiekiem, wyglądającym na typowego łowcę nagród. Aleniss za to miała zarzucony na głowę kaptur i wyglądała tajemniczo.
    - Masz tu próbkę jej DNA - zaczęła cicho i spokojnie. - Daję ci też wskazówkę, że tych ludzi należy szukać na Rattatak. Jeśli trzeba, masz przeskanować całą populację tej planety, byś znalazł mi tych ludzi. Inaczej nie będzie pieniędzy.
    - To wyjdzie drożej niż się umawialiśmy - odpowiedział łowca nagród, gdy chwilę później zaczął się dusić, a jego ciało uniosło się nad ziemię.
    - Zrobisz to, albo znajdę innego chętnego, a twojego trupa zjedzą ptaki.
    Mężczyzna kiwnął głową i wizja zniknęła.
    - Co to było? - zapytała Ysiti.
    - To musiało być jedno ze wspomnień twojej mistrzyni dotyczących ciebie. Jak widać jej działanie w twoim umyśle nie było perfekcyjne.
    - Szukała moich rodziców? - zmrużyła oczy, na co przewodniczka o twarzy Aleniss wzruszyła ramionami.
    - Kogoś szukała na Rattatak. Ciężko powiedzieć kogo, jednak czy miała tam kogoś innego do odszukania?
    - Po co jej oni?
    - Nie siedzę w jej głowie i ciężko mi odpowiedzieć na takie pytania.
    Ysiti zdenerwowała się jeszcze bardziej. Jej mistrzyni ukrywała coś przed nią i prawdopodobnie miało to jakiś związek z jej rodzicami. „Co ty knujesz, wiedźmo?” - zadała sobie w myślach pytanie.
    - Ruszajmy dalej - burknęła, rozglądając się dookoła.

    - Oto i ona - stwierdziła iluzja Aleniss.
    Przed Ysiti stała ogromna świątynia. Była zbudowana z pochmurnych głazów, których pęknięcia dodawały zniszczenia. Przysypana piachem nie dopuszczała do siebie żadnej roślinności, jakby pobliska zieleń bała się zbliżyć. Albo... jakby to świątynia nie chciała jej do siebie dopuścić. Mokradła spoczywające przed nią i mostek z kilku kamieni prowadził do kruchych schodów i ciemnego wejścia.
    - Co to ma być?
    - Twoje wewnętrzne sanktuarium.
    Ysiti zaczęła powoli zmierzać w stronę budowli, kiedy usłyszała w swojej głowie głos Aleniss.
    - Ysiti, nie rób tego. Twój umysł jest zbyt słaby na taki szok.
    „Zamknij się” - odpowiedziała w myślach Rattataki, mając nadzieję, że jej mistrzyni to usłyszy. Wtedy spojrzała na jej podobiznę i ruszyła z jeszcze większym zapałem.
    - Dlaczego się zatrzymałaś? - zapytała przewodniczka.
    - Ysiti, stój! Przestań!
    „Co takiego może tam być?” - wyrzuciła myśl. - „Może znowu coś przede mną ukrywasz?”.
    - Jeśli oszalejesz, będę musiała cię zabić.
    Akolitka Ciemnej Strony stanęła przed wejściem i uśmiechnęła się w myślach, uznając to za odpowiedź dla Aleniss. Na jej blade oblicze nachodziły cienie dochodzące z mrocznego wejścia.
    - Potęga czeka, Ysiti - kusiła iluzja, stojąc za jej plecami. - Musisz tam tylko wejść.
    Rattataki ruszyła w głąb sanktuarium...
    - Witaj w domu, Ysiti.
    Dźwięk odpalanego miecza świetlnego rozległ się chwilę przed tym, jak pierś dwudziestoletniej uczennicy przebiło czerwone ostrze. Straciła całą swoją siłę i osunęła się w ciemność...

    Pościel... Miękka pościel... Łoże Aleniss...
    Ysiti odetchnęła głęboko, podnosząc się na łóżku.
    - Co się stało? - zapytała zdezorientowana.
    - Obudź się najpierw porządnie i poukładaj sobie wszystko w głowie - poleciła jej Aleniss. - Co widziałaś?
    Akolitka zaczęła grzebać w swojej pamięci, chcąc sobie przypomnieć wydarzenia ze snu.
    - Widziałam moich rodziców... Widziałam go... Widziałam tę dwójkę... - na moment się zatrzymała. - Widziałam ciebie. Rozmawiałaś z jakimś łowcą nagród.
    - Często rozmawiam z łowcami nagród, aczkolwiek dziwi mnie, że miałaś to akurat w swojej wizji.
    - Szukałaś kogoś na Rattatak - rzuciła z wyrzutem. - Chciałaś znaleźć moich rodziców.
    Oburzenie Ysiti z sekundy na sekundę narastało.
    - Zastosowałam na ciebie technikę zwaną Torturą Rozgoryczenia... w troszeczkę lżejszej wersji. Chciałam, byś sięgnęła do głębi siebie, i odnalazła w sobie pokłady gniewu i nienawiści a także innych uczuć, byś lepiej korzystała z nich w walce. Jednak, jak widzę, nie zrobiłam tego idealnie. - Nalała sobie wina. - Coś poszło nie tak i moja myśl przemknęła do twojej wizji... Owszem, szukałam twoich rodziców. Ba... znalazłam ich.
    Atmosfera w pomieszczeniu zaczęła się wypełniać emocjami Ysiti. Osoba czuła na Moc, taka jak Aleniss, mogła wyczuć swąd zemsty, gniewu, bólu i strachu przed nieznanym.
   - Jeśli uznam, że będziesz gotowa - kontynuowała mentorka - dostaniesz ich lokalizację, moja droga. Jeśli będziesz umiała lepiej wykorzystać emocje nie w machaniu mieczem a w używaniu Mocy, wtedy udasz się do swoich rodziców, zabijesz ich i dokonasz takiej zbrodni, która będzie napędzać cię tak mocno, że będziesz mogła tytułować się Lordem Sithów.
    Ysiti zacisnęła palce na prześcieradle, a Moc zaczęła się wokół niej burzyć.
    - Taka jest droga Sithów - dodała ciemnowłosa kobieta.
    - Jestem gotowa! - wykrzyknęła jej uczennica, ukazując w swoich oczach żółty błysk.
    - Tylko ci się wydaje - odparła spokojnie. - Jednorazowe dobre użycie furii nie czyni z ciebie Lorda.
    - Ucz mnie! Naucz mnie! Chcę mieć ich w swojej garści. - Ysiti pokazała swoją zaciśniętą dłoń.
    - Dobrze. W końcu trafiłam na coś, co pozwoli ci rozwinąć skrzydła. Teraz będzie tylko lepiej...


Ostatnio zmieniony przez Talym dnia Czw Sty 26, 2017 10:58 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Talym
Jedi
Jedi

Liczba postów : 308
Join date : 15/04/2016
Age : 19
Skąd : Słupsk

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Blade oblicze

Pisanie by Talym on Pon Sty 23, 2017 7:15 pm

Tym razem ujrzała zupełnie inne miejsce, chociaż chłód pozostawał ten sam. Jej wzrok ograniczały obłoki ciemnego dymu, który pozostał po ostatnim ataku. Korriban - były dom Sithów - doszczętnie zniszczony. Ysiti stała między jakimiś dwoma ledwo stojącymi ścianami obok nieznanego jej mężczyzny. Przywdziewał on ciemne szaty i maskę, która utrudniała rozpoznanie go. Rattataki za to była ubrana w swoją cienką, nieograniczającą ruchów zbroję, przylegającą ciasno do ciała. Na tę wizję była już lepiej przygotowana. Wiedziała, że Aleniss rzuci zaraz na nią swoją technikę - Torturę Rozgoryczenia.
- Kim jesteś? - Ysiti zlustrowała postać.
- Przewodnikiem.
- Więc co mam robić? - Wykonała kilka kroków do przodu, by lepiej rozeznać się w otoczeniu.
- Ciężko mi powiedzieć, dziewczynko. To w końcu twoja głowa, a ja jestem w niej przypadkiem. Masz mężczyznę w sobie - zaśmiał się sztucznie.
Akolitka zmierzyła go, rzucając na koniec groźne spojrzenie.
- To miał być żart?
- Wygląda mi to na twoje dzieciństwo - zignorował jej pytanie - Korriban. Jednak nie poszukiwanie przeszłości cię tu przyprowadziło. Wręcz przeciwnie. Szukasz przyszłości... Jeśli byś chciała, mogę wejść w ciebie, jeśli wzięłaś moje słowa na poważnie.
- Nawet. O tym. Nie myśl - ostrzegła go chłodnym tonem.
- Twoja wizja, twój wybór.
Ysiti ruszyła za przewodnikiem i dostrzegła przed sobą czerwony holokron, który emanował mroczną energią, dając tym samym efekt czarnej mgły. Akolitka uśmiechnęła się na myśl, że ten przedmiot przekaże jej siłę. Chwyciła go w dłonie i przyglądała mu się z zachwytem.
- Nie wiem, co cię tam uczyli, ale holokrony się chyba otwiera - zakpił zamaskowany mężczyzna.
- Zamknij się.
Ysiti wykorzystała swoje lekcje z Aleniss i użyła Ciemnej Strony Mocy, by otworzyć przedmiot. Wtedy pojawił się przed nią hologram. Przedstawiał on trzy postacie. Jedna stała na podwyższeniu, dwie pozostałe poniżej. Tą osobą wyżej okazała się Imperatorka Darth Acina. Najpierw klęczała przed nią jedna z nieznanych postaci. Akolitce zaczynało się to coraz mniej podobać. Liczyła na jakiś przypływ energii, a nie bliżej nieokreśloną scenę.
- Powstań, Darth Aleniss - przemówił hologram Imperatorki swoim charakterystycznym głosem. - I niech Moc dobrze ci służy...
Podeszła trzecia osoba i zdjęła kaptur. Ysiti rozpoznała w niej samą siebie, lecz nieco starszą. Po chwili odezwała się projekcja Aleniss.
- Na mocy nadanych mi uprawnień nadaję ci tytuł Lorda Sithów, Ysiti. Niech Moc zawsze będzie po twojej stronie.
Obrazy zniknęły.
- Co to było? - Rattataki skierowała do przewodnika.
- No, no, idziemy w górę łańcucha pokarmowego - zażartował. - Kiedyś byłaś rybką gotową do pożarcia przez rekiny, lecz urosłaś. Jesteś coraz bliżej szczytu.
- Jak to osiągnąć? Powiedz!
- Przecież wiesz...
Ysiti zastanowiła się. Faktycznie wiedziała...

Adeptka Ciemnej Strony ruszyła dalej. Mijała pozostałości budynków, murali i wszystko to, co pozostało po świątyni na Korriban. Dym i ogień unosiły się dookoła, ograniczając pole widzenia. Doszła właśnie do jednego z takich miejsc, spowitego ciemnym obłokiem. Nagle zaczęły się w nim formować dwie postacie: starsza wersja jej samej klęcząca przed hologramem Darth Aleniss. Dopiero teraz dostrzegła, jak jej własna twarz przybrała szlachetnych i pięknych rys, co jednak pozostawało jej obojętne.
- Zabijesz Tzena - zaczęła Aleniss z wizji. - Zabijesz Rose. Gdy tego dokonasz, wykonasz egzekucję na Jezgo oraz pojmanych Jedi z Tarczy. Nie wahaj się. Bądź bezwzględna, Lordzie Ysiti. Tylko tak spełnisz swoje przeznaczenie.
Dym zaczął się mieszać z ogniem i tym razem pojawiła się przed nią imitacja Tzena - siwego, już mężczyzny, ucznia-cyborga Aleniss.
- A więc przyszłaś mnie zabić? - zapytał.
Ysiti odpowiedziała mu mrocznym wzrokiem i wyciągnęła przed siebie rękę. Iluzja uniosła się nad ziemię i zaczęła się dusić, lecz jej głos nadal był tak samo wyraźny.
- Jesteś tylko psem na smyczy Aleniss. Ona zdradzi każdego, nawet ciebie. Mogłaś być jej równa. Mogłaś rządzić Konwentem razem z nami, a stałaś się jej niewolnicą.
Rattataki miała na początku na swojej twarzy wścibski uśmiech i wszystko wskazywało na to, że dobrze się bawi, ale po jego słowach jej mina zaczęła wyrażać gniew.
- Ty głupia kobieto - rzucił przewodnik - nawet teraz nie potrafisz tego dostrzec.
- Nie jestem pod niczyją kontrolą! - wykrzyknęła.
- Twój gniew oznacza jedynie, że jesteś i nic z tym już nie zrobisz - kontynuował Tzen. - Za późno jest dla ciebie, niewolnico Aleniss... - Rozpłynął się, kiedy Ysiti zwiększyła nacisk na jego szyi, chcąc go udusić.
- Jakby nie patrzeć... - przeszedł za nią nieznany mężczyzna - zawsze się jest pod czyjąś kontrolą. Czy tego chcemy, czy nie.
- Siedź cicho - odparła mu, wskazując na niego palcem. Jej oczy wyrażały złość. - Masz szczęście, że jesteś tylko głupią wizją.

Byli już prawie przed świątynią, ale przewodnik się zatrzymał przed kolejnym obłokiem dymu. Tym razem uformowały się w nim dwie kontrastowo jasne postacie - Ysiti i nieznany jej mężczyzna. Całowali się, on unosił ją na rękach. Prawdziwa Ysiti nie znajdowała się w tej wizji, ale jakby sama odczuwała to, co jej starsza kopia - szczęście, miłość... Rattataki mocno się zdziwiła, co jeszcze bardziej wzbudziło w niej zainteresowanie. Chciała za wszelką cenę poznać tego mężczyznę, który poniósł jej iluzję jak piórko i zniknął z pola widzenia.
- Z doświadczenia wiem, że to nie skończy się dobrze... - mruknął przewodnik.
Ysiti była zmieszana. Nigdy nie miała okazji poznać tak wielkiego uczucia. Wywołało to w jej głowie spory mętlik.
- Ze mną natomiast nic ci nie grozi - reklamował się zamaskowany mężczyzna, kontynuując żarty. A przynajmniej tak je odbierała Rattataki - nawet ciąża.
- Kto...? - Opuściła głowę. - Kto to był? - mówiła z taką pokorą i opanowaniem, jakiego dawno sama u siebie nie słyszała.
- Wyglądało na jeden ze scenariuszy przyszłości, gdzie znalazłaś kogoś, w kim się zakochałaś i kogoś, kto kochał równie mocno ciebie.
- To tylko głupia wizja! - wykrzyknęła, powracając do jej „normalnego” stanu. - Żadna przyszłość.
„To tylko obrazy...” - kłóciła się w myślach. - „Złudne, fałszywe i niebezpieczne obrazy...”.
- Wydaje mi się, że tego ci właśnie brakuje, Ysiti - uczucia. Nie musi być miłość, ale uczucie. Ot choćby matczyna miłość albo poczucie że komuś na tobie zależy.
- Gówno o tym wiesz - warknęła i ruszyła dalej, w głąb ruin świątyni.

Jej wizja zaczęła się zmieniać. Budynek zaczął jakby powstawać na nowo, do stanu, który towarzyszył jej najdłużej.
- Po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytała, wchodząc do głównej sali, po środku którego stał sithowy obelisk.
- To nie pytanie do mnie...
Znowu poczuła to przyjemne uczucie, co przed wejściem do świątyni - miłość. Przed nią ponownie stanął ukochany. Tym razem wydawał się dokładniejszy, nabrał kolorów, ale jego twarz... nadal nic jej nie mówiła... Nawet nie była w stanie jej ujrzeć. Podszedł do niej i przytulił ją, a ta skamieniała. Czuła jego dotyk i zapach. Było to tak prawdziwe, że na moment uwierzyła w to, co się dzieje. Jej oczy zaczęły szwankować, latając w różne strony. Gdy się uspokoiły, w tym samym czasie poleciały z nich pojedyncze łzy.
„Nie...” - pomyślała Ysiti.
- Dlaczego płaczesz, ukochana? - zapytała iluzja.
„To nie może się powtórzyć... Brak więzi”.
Akolitka odsunęła go od siebie i wyciągnęła w jego stronę miecz. Nie dbała o to, czy zadziała, czy nie. Zrobiła to mimowolnie. Jednak tym większe było jej zaskoczenie i radość, kiedy pojawiła się krwista klinga wycelowana w nieznanego osobnika, wzbudzającego w niej tak wielkie zamieszanie.
- Odsuń się ode mnie... - wysyczała przez zęby, po których ściekły kolejne łzy.
- Ej, spokojnie. - Zbliżał się do niej, wyciągając dłonie. - Nic się nie dzieje. Miałaś zły dzień?
Postać się zachowywała tak, jakby zdarzało się to już wiele razy. Jakby była na to gotowa.
- Nie zbliżaj się, powiedziałam! - krzyknęła, wykonując małe pchnięcie mieczem w jego stronę, by go ostrzec, żeby do niej nie podchodził.
- Nic nie rozumiem...


Nagle mężczyzna, do którego coś czuła, uniósł się do góry. Jego głowa przekrzywiła się w nienaturalny sposób, a z jego ciała wydobył się nieprzyjemny chrzęst łamanych kości. Gdy upadł martwy na ziemię, zauważyła ją... Aleniss. Ysiti czuła się tak, jakby ktoś znowu wyrwał z niej cząstkę duszy. Doznała takich emocji, jakby ktoś naprawdę zabił na jej oczach ukochaną osobę. Jakby ktoś znowu odebrał jej wszytko to, co było dla niej ważne.
- Ty... - wydusiła załamanym głosem akolitka.
Po chwili jakby jej szok i smutek zaczęły się zamieniać w ogromną złość, gniew, żal, chęć zemsty... Wszystkie emocje się skumulowały, co przedstawiały dobrze jej pazury wbijające się w jej własną rękojeść i skórę. Aleniss zaczęła się śmiać jak oszalała i uciekła w stronę jednego z korytarzy. Ysiti krzyknęła wniebogłosy i rzuciła się za nią, trzymając ciągle wyciągnięty i odpalony miecz świetlny. Czerwony promień i blade ciało przemykały między ciemnymi korytarzami niczym przeklęta błyskawica. Dotarła do jednej z małych sali. Przy przeciwnej ścianie stała Aleniss i patrzyła kpiąco na swoją uczennicę. Rattataki dała się ponieść w zupełności. Zaczęła unosić swoją dłoń z takim napięciem, jakby trzymała w niej ogromny ciężar. Jej szpony zaczęły pod sobą gromadzić Ciemną Stronę. Chwilę później w kierunku ubranej w mroczne szaty kobiety poleciała wiązka fali uderzeniowej naładowanej elektrycznością. Aleniss nie spodziewała się takiego ataku. Ysiti również pewnie by się z tego powodu zdziwiła, ale teraz była skupiona na czymś innym - na zabijaniu. Spaczona Ciemną Stroną Mocy wiedźma zniwelowała elektryczne wiązki, ale nie spodziewała się podwójnego ataku i została nieco odepchnięta. Ysiti, nie czekając, rzuciła się na nią, obracając się szybko w pozycji poziomej z wyciągniętym mieczem, tworząc swego rodzaju pełen żądzy mordu młyn. Wylądowała odwrócona tyłem do przeciwniczki, będąc pewną, że ją posiatkowała. Skierowała swoje przyozdobione żółtym blaskiem oczy na rozczłonkowane ciało Aleniss. Dopiero wtedy się zorientowała, że nie leży tam jej mistrzyni lecz... ona sama, z przyszłości - poraniona i zniszczona.
Ysiti zmarszczyła brwi, rozglądając się dookoła siebie po ciemnej sali.
- To jakaś twoja kolejna sztuczka?! - krzyczała w przestrzeń. - Co to ma znaczyć?!
Posiatkowane ciało Lord Rattataki zamieniło się w robota, a w pomieszczeniu rozległ się śmiech Aleniss i jej głos mówiący: - Już na zawsze zostaniesz moją niewolnicą.

Akolitka obudziła się w łóżku swojej mistrzyni tak samo, jak za poprzednim razem.
- Wszystko w porządku? - zapytała Aleniss.
- Co to miało być? - Ysiti podniosła się do pozycji siedzącej.
- Chciałam ci pokazać wizję przyszłości. Ona się nie spełni, rzecz jasna. Jak myślisz, dlaczego?
Rattataki spojrzała na nią z dużym wyrzutem w oczach.
- Bo nie mam zamiaru się z nikim wiązać - warknęła.
- Nie. Zachowam się trochę egoistycznie i powiem ci, że wizja była bardziej o mnie. To ja zaczęłam się zachowywać jak szalona. Ciemna Strona przejęła nade mną kontrolę i zaczęłam wszystkich mordować... Każdemu z nas to grozi. Każdy Sith może stracić kontrolę nad sobą. To była wizja tego, jak ja ją straciłam.
- Co mi chciałaś przez to pokazać?
- Chciałam, abyś poznała uczucie miłości oraz złość i uczucie straty. Ważniejszą lekcją jest jednak to, że każdy z nas może stracić nad sobą kontrolę. I w byciu potężnym Sithem równie ważne jak Moc jest kontrola jej... Pokazałam ci, co by się stało, gdybym ja straciła kontrolę i Ciemna Strona strawiłaby mi umysł.
- Ale Ciemna Strona to potęga - zakwestionowała Ysiti. - Po co ją ograniczać?
- Po to, by korzystać z niej efektywnie i nie zatracić się w szaleństwie.
Rattataki popatrzyła na moment w inną stronę.
- Jak to zrobić? - zapytała sucho, patrząc w oczy Aleniss.
- Każdy z nas jest narażony. Nie ma jednej metody. Ja staram się myśleć. Zawsze gdy wzbiera we mnie złość, zadaję sobie pytanie, czy ja tak naprawdę tego chcę, i myślę, czy to dobra droga. Gdybym nie myślała i bezmyślnie za każdym razem dawała się unosić gniewowi, czyli Ciemnej Stronie, już dawno popadłabym w obłęd. Potężni Sithowie kalkulują, chłodno podchodzą do sprawy i wykorzystują furię gdy tego potrzebują. Większość jednak Sithów nie dba o kalkulację i o chłodny osąd, tylko korzystają z furii gdzie tylko się da. To jest zgubne i to prowadzi do szaleństwa.
Ysiti poruszyła się niepewnie na łóżku.
- Chcę to opanować - powiedziała dziwnie spokojnie.
- Jedi medytują i się wyciszają. To nie jest dobra metoda, bo w ten sposób zanika też furia, która napędza twoją moc... Wizja poza doznaniem uczuć miała ci pokazać, do czego doprowadzi niekontrolowana furia, szaleństwo po Ciemnej Stronie. Zapamiętaj to, co Aleniss robiła w wizji. Jak zabiła twojego ukochanego, jak kazała zabić towarzyszy, jak w końcu zraniła cię mocno. Niech to będzie przestroga... Jeśli weźmiesz sobie tę wizję i inne tego typu przestrogi do serca, zobaczysz, że trzymanie czasem nerwów na wodzy potrafi przynieść większe korzyści niż bezmyślne ciągle używanie furii.
Pięść Rattataki zacisnęła się na pościeli, ale po chwili jej palce się rozluźniły.
- Ile zajęło ci opanowanie tego?
- To najtrudniejsza część. Jesteś potężna na tyle, by nosić tytuł Lorda Sithów. Ale nieopanowana moc nic ci nie da. Umrzesz, bo będziesz prowokować każdego, kogo napotkasz. Nie zezwolę jako twoja mistrzyni, abyś nie panowała nad furią. Nie tylko dlatego. Zależy mi na tobie, Ysiti. Chcę, by się tobie wszystko udało, i nie chcę, byś zdechła z głupoty.
Akolitka patrzyła przez moment na nią nieobecnym wzrokiem, wyrażającym jej burzę myśli.
- Za... Zależy ci? - zająknęła się.
- Przypominasz mi mnie. Naprawdę.
„Zależy...”.
avatar
Talym
Jedi
Jedi

Liczba postów : 308
Join date : 15/04/2016
Age : 19
Skąd : Słupsk

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Blade oblicze

Pisanie by Talym on Pon Sty 23, 2017 10:03 pm

„Przez zwycięstwo zerwę łańcuchy i Moc uczyni mnie wolnym”.
Wzięła głęboki wdech i złapała się za głowę zlaną potem. Siedziała na łóżku, światło było zgaszone. Miała na sobie jakiś ciasny, sportowy strój, który kolorystycznie zlewał się z jej skórą. Posiadał on wyloty tylko na stopy, ramiona i głowę. Zaciskał się mocno wokół jej szczupłego, lecz wysportowanego od treningów ciała. Jednak jej to nie przeszkadzało. Gustowała w takich strojach. Byleby można było oddychać i wykonywać akrobatyczne ataki, twierdziła. Jej pokój nie był duży, ale zapewne wygodny. Aleniss z pewnością się postarała. W porównaniu do korribańskich ruin... równie dobrze mogłaby spać na zimnej podłodze, a i tak byłaby zachwycona.
Tej nocy nie mogła zasnąć. Śniły jej się same koszmary: oprawca, wydalenie z Zakonu Sithów, porażka z Zakuul... i ten jeden sen... Nie wiedziała, czy był straszny czy nie, ale zapewne wzbudził w niej mieszane uczucia. Śmierć jej nowej mistrzyni - Aleniss. Ta wiedźma, jak ją często nazywała w myślach, wykorzystywała ją do swoich celów. Tak jej się wydawało. Ukrywała przed nią wiele rzeczy - plany, informacje - mimo że były dla niej istotne. Ale z drugiej strony...
„O czym ja myślę?” - zastanowiła się. - „Jedyna więź, jaka mnie interesuje, to siła”.
I ten głos... Cały cały czas powtarzała sobie w środku ostatnie linijki Kodeksu Sithów. Nie mogły jej wyjść z głowy. Zupełnie jakby ktoś rzucił na nią klątwę. Nie dawało jej to spokoju.

Nastał dzień. Planeta Tyr... to tutaj znajdowała się kryjówka Aleniss. Ysiti wzięła kąpiel o wiele dłuższą niż zwykle. A to tylko dlatego, że była zmęczona, tak by się tłumaczyła. W rzeczywistości jej myśli ciągle wracały do słów, koszmarów i ostatnich wydarzeń.
Uderzyła pięścią w szklane drzwi prysznica, a wszystkie krople wody spadły na kamienną płytę. „Ogarnij się. O czym ty na Ciemną Stronę myślisz?” - roztrząsała w głowie. Poszła do pokoju i przebrała się. W tym momencie ktoś zapukał do jej drzwi. Już przez nie czuła strach podwładnego Aleniss.
- Czego?! - krzyknęła przez drzwi.
- Panna Aleniss prosi Panią Ysiti do swojego gabinetu - dotarł do Rattataki głos stłumiony jego obawą i zasuwaną ciężką klapą w przejściu.

Akolitka weszła do pokoju swojej mistrzyni. Ta jak zwykle siedziała przy swoim biurku z tym swoim spokojnym wyrazem twarzy. Standard.
- Co jest? - mruknęła bezsilnie Ysiti.
- Co jest, nic nie jest, Ysiti - odpowiedziała Aleniss. - Wezwałam cię, byśmy poćwiczyły. Chciałam cię dziś czegoś praktycznego nauczyć.
Rattataki przejechała dłonią po jednej części twarzy, naciągając jej skórę.
- Więc na co jeszcze czekamy?
Ciemnowłosa kobieta obserwowała przez moment swoją uczennicę w milczeniu.
- Przyglądam się tobie i widzę, że miałaś ciężką noc. Imprezowałaś?
- Tak, z Kodeksem Sithów w głowie - warknęła, jakby zła na siebie. - Nie mogłam zasnąć.
- Z Kodeksem Sithów?
- Powtarzałam sobie całą noc: „Przez zwycięstwo zerwę łańcuchy i Moc uczyni mnie wolnym”.
- Dziwna rzecz do robienia nocą, nie sądzisz? No chyba że było to silniejsze od ciebie i nie mogłaś wyrzucić z siebie tych słów.
- Nie mogłam - potwierdziła cicho swoim suchym tonem.
- A rozumiesz chociaż co oznacza Kodeks sam w sobie? Całość, nie ostatni wers?
- Nigdy nie przykładałam do niego większej uwagi... Coś o sile i potędze.
Ysiti nigdy nie potrafiła zdzierżyć teorii. Dla niej droga do zwiększenia swoich możliwości prowadziła przez praktykę.
- Kodeks sam w sobie jest paplaniną o ideałach tego, jaki powinien być Sith. Również nie przykładam do niego większej uwagi. Wnosi on jednak kilka istotnych rzeczy do naszej filozofii i tego, kim jesteśmy... Jak mniemam, na Korriban nauczyli cię go na pamięć?
- Można tak powiedzieć - rzuciła z przekąsem.
- Dobra, zamiataj na salę treningową, ale już! - powiedziała Aleniss, lekko podnosząc głos, wyraźnie podirytowana. Jej uczennica natomiast mruknęła coś pod nosem i ruszyła.

Sala treningowa nie była jakaś wyjątkowa. Sala jak sala. Szerokie ściany, wysoki strop, dużo miejsca do walki.
- Nauczę cię czegoś przydatnego, więc racz mnie posłuchać, bo bez tego każdy nic nic nieznaczący Lord i Jedi będzie cię w stanie rozbroić - zaczęła chłodno Aleniss. - Zapal swój miecz świetlny i zaatakuj mnie - zleciła, sama odpalając swoją broń.
Ysiti wykonała zadanie bez pośpiechu. Zanim się zorientowała, emiter jej miecza przestał wydzielać wiązkę czerwonej plazmy, a rękojeść powędrowała do dłoni ciemnowłosej kobiety. Po tym odrzuciła go uczennicy.
- Widzisz, jak prosto jest cię rozbroić?
- Byłam niegotowa... - wytłumaczyła się obrażona akolitka.
- Dokładnie, byłaś niegotowa, bo nie znasz jednej podstawowej sztuczki. - Aleniss zapaliła swój miecz. - Spróbuj mi go wyrwać za pomocą Mocy.
Ysiti wyciągnęła dłoń i przystąpiła do wyzwania. Poczuła, że jakaś niewidzialna siła zatrzymywała wszelkie próby dotknięcia miecza za pomocą Mocy tuż przed dłonią Aleniss.
- Czujesz opór, mam rację?
Rattataki nie odpowiedziała, tylko przyłożyła się jeszcze bardziej do wykonania zadania, co było widoczne po jej grymasie i zaciskanych palcach.
- Akurat mojej bariery nie uda ci się przebić - stwierdziła Aleniss. - To, co czujesz, nazywane jest Tarczą Mocy. Jedi uczą tego padawanów wraz z nauką form walki mieczem. Zapobiega to właśnie takiemu szybkiemu rozbrojeniu, jak przed chwilą ci pokazałam.
Ysiti poddała się.
- Naucz mnie tego.
- Taki mam zamiar. Tarcza Mocy jest przydatna, gdyż ciężko ją przebić. Ja twoją bym przebiła, ale ze sporym wysiłkiem. Gdy jednak twoja moc wzrośnie, nawet ja będę miała z tym problem, co uniemożliwi mi pozbawienie cię miecza świetlnego... Jedynie jakiś potężny Darth pokroju Aciny lub Maara mógłby próbować. Podkreślam - próbować przebić tę barierę... Ale tylko wtedy, gdy osiągniesz stopień wprawy w Mocy na poziomie Lorda Sithów.
Akolitka uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Jak to zrobić?
- Nie jest to trudne samo w sobie, lecz musisz nauczyć się robić to instynktownie. Za każdym razem, gdy odpalisz miecz świetlny. Ma to stać się dla ciebie naturalne jak oddychanie. Na tym polega trudność. Gdy odpalasz miecz świetlny, skup Moc na ręce, którą trzymasz miecz. To wszystko. Bariera powinna utworzyć się sama... Gdy to zrobisz, spróbuję odebrać ci miecz i zobaczymy jak ci poszło.
Nie zadawała żadnych pytań, tylko od razu wzięła się do roboty. Po chwili skupienia wyciągnęła przed siebie miecz i odpaliła jego ostrze, zwracając równocześnie uwagę na barierze. Aleniss spróbowała odebrać miecz Ysiti tak jak poprzednio. Nie udało jej się zrobić tego od razu. Rattataki czuła silny, coraz potężniejszy ucisk napierający na jej rękę. Uczennica nie poddawała się i patrząc to na rękojeść, to na Aleniss, również zwiększała nacisk Mocy, równocześnie mocniej zaciskając zęby. W pewnym momencie jej mistrzyni odpuściła, nie pokazując swoje pełnego potencjału.
- Dobrze, Ysiti - skomentowała. - Teraz czeka cię najtrudniejsza część. Tworzenie bariery musi wejść ci w krew. Musisz to robić za każdym razem, gdy zapalasz miecz. Będę to sprawdzać przy dowolnej, losowej okazji.
Akolitka kiwnęła głową. Zmęczenie cały czas było po niej widoczne.
- Czy to wszystko?
- Jeśli masz zamiar nadal olewać moje nauki, to nie będę cię do niczego zmuszać - odpowiedziała Aleniss.
Ysiti westchnęła.
- Nie... Chcę się uczyć dalej - powiedziała stanowczo.
- Nie sądzę. Sith chce ciągle więcej, więcej, więcej, więcej potęgi. Ty tego nie chcesz. Nie jesteś godna być nazywana Sithem. Pokładam w tobie nadzieję i ufność, że jesteś gotowa zostać Lordem Sithów, a ty... olewasz wszystko. Oby tak dalej - dokończyła ironicznie.
- To nieprawda! - warknęła Ysiti i zrobiła kilka kroków w stronę swojej mistrzyni.
- To prawda, Ysiti. Olewasz większość rzeczy, które dla ciebie robię. Nie będę za ciebie zdobywać wiedzy ani za ciebie się uczyć. Daję ci szanse, a ty masz je gdzieś.
- Gówno o mnie wiesz. - Rattataki wskazała palcem na ciemnowłosą kobietę. - Nie byłam w stanie wypocząć i to cała tajemnica. To wszystko pewnie przez te twoje wiedźmowe sztuczki!
Dwudziestoletnia akolitka Ciemnej Strony nie wytrzymała. Wcześniej miała wątpliwości, ale teraz tylko się upewniła w tym, że te jej „miłe” myśli i jakieś przywiązanie były głupotą. „Co ja sobie wyobrażałam?” - pomyślała. Najchętniej powróciłaby teraz do swoich grobowców na Korriban i spędziła tam resztę życia, byleby nie patrzeć na twarz tej pewnej siebie, rozkapryszonej córeczki jeszcze gorszej świni, którą sama Ysiti zresztą pozbawiła nóg.
- Opanuj się, dziewczyno. Nie mówisz do swoje koleżanki.
- Racja, Lady Aleniss - zgodziła się Rattataki, kłaniając się sztucznie i wręcz prześmiewczo, po czym się odwróciła.
Wtedy drzwi od sali treningowej się zamknęły z głośnym hukiem. Ysiti spojrzała na swoją mistrzynię ze zdziwieniem. Czuła, jak wszystko dookoła zaczyna się trząść. Przedmioty z pomieszczenia, szafki, krzesła, ręczniki, nawet apteczka zaczęły lekko lewitować.
- Co ty robisz? - Akolitka zaczęła się denerwować.
Czuła, jak kolana uginały się pod nią. Jakaś nieokreślona siła zaczęła ją zmuszać do klęknięcia. Ysiti próbowała się przed tym bronić, jak tylko mogła.
- Nie będę ci się kłaniać - wycedziła przez zęby.
Teraz wszystkie metalowe szafki dookoła niej zaczynały się zgniatać w nieznośnym, metalowym akompaniamencie. To samo stało się z resztą przedmiotów. Ucisk na ciele Rattataki zwiększał się. Wszystko w otoczeniu zaczynało pękać. Mechanizmy z drzwi i sprzętów elektronicznych wypuszczały iskry, lampy wybuchały, robiło się coraz ciemniej... Ysiti mimowolnie padła na jedno kolano, a jej złość z każdą chwilą rosła. Starała się przekuć swój strach przed Aleniss na coś innego - na energię.
- Poczuj siłę, którą odrzucasz, idiotko! - ryknęła Aleniss.
Akolitka dostrzegła wtedy prawdziwą postać jej mistrzyni - zdeformowana twarz, ciemne żyły...
- Jak mam zyskać taką siłę?! - wykrzyknęła Ysiti, ukazując swój żółty błysk w oku.
- Kończąc mnie olewać.
Moc powoli się zmniejszała. Wszystko upadło z hukiem za ziemię, razem ze zmęczoną młodą Rattataki.
- To przez tę noc... - próbowała się usprawiedliwić.
Aleniss, nic nie mówiąc, wyszła z sali treningowej, otwierając sobie drzwi Mocą, ponieważ automat zepsuł się po manifestacji jej potęgi.

- Na nieśmiertelnych bogów Sithów! - Pięść Ysiti po raz kolejny przygrzmociła w ścianę w jej pokoju. Już nawet nie zważała na swoje krwawiące kostki.
Nigdy się nie bała bólu. Czasami nawet sprawiał jej przyjemność, kiedy wszystkie jej myśli były skupione na nim, a nie na irytujących problemach. Teraz Aleniss mogła być dla niej nawet najokrutniejszą istotą w Galaktyce. Ważne było tylko to, żeby przekazała jej tę siłę. Była kluczem do potęgi i Ysiti dobrze sobie zdawała sobie z tego sprawę. Sama niczego nie osiągnie.
Akolitka... To się zmieni...
avatar
Talym
Jedi
Jedi

Liczba postów : 308
Join date : 15/04/2016
Age : 19
Skąd : Słupsk

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Blade oblicze

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach