" Świątynia na Vestar" - event z 27.01.17

Go down

" Świątynia na Vestar" - event z 27.01.17

Pisanie by Shallaya on Wto Sty 31, 2017 3:30 pm

CZĘŚĆ PIERWSZA - KLIK!
CZĘŚĆ DRUGA - KLIK!
CZĘŚĆ TRZECIA - KLIK!

Wątki powiązane:
W poszukiwaniu potęgi
Sen
Nici

Divinius z członkami Tarczy na pokładzie, od ponad dwóch standardowych tygodni krążył w przestrzeni w pełnej gotowości. Podążał śladem krążownika należącego do Sitha – Lady Aleniss.
Zalecieli niemal na skraj znanej galaktyki, aż w końcu, gdy wyszli z nadprzestrzeni w Korytarzu Sanrafsix, otrzymali sygnał S.O.S. Wkrótce ich oczom ukazała się planeta Vestar… bombardowana przez imperialny krążownik.
Decyzja została podjęta natychmiast – załoga została postawiona w stan gotowości bojowej. Dowodzeniem zajął się przebywający na pokładzie Sallaros. Anarelli i Witma przejęli dowództwo nad dwiema eskadrami myśliwców, a w walce przestrzennej wspierała ich przemytniczka Nitariss w swoim „Strillu”. Wróg wydawał się kompletnie zaskoczony ich obecnością, jednak w końcu otworzył ogień z dział pokładowych, zmuszając myśliwce do uników.
Pozostali na Diviniusie Jedi mogli jedynie poczuć niepokojącą aurę, która rozpraszała myśli i wywoływała niepokój wśród wojskowych i obsługi. Aby przeciwstawić się jej zdecydowali, że jedynie wspólną medytacją przełamią wpływ Sithów. Dzięki rozproszeniu uwagi przez zaciekły ostrzał i połączonemu wysiłkowi Jedi, wkrótce opór Ciemnej Strony osłabł.
Krążownik wywołał Diviniusa. Po zatwierdzeniu połączenia, na hologramie ujrzeli dwie ludzkie kobiety. Wyższa. młoda kobieta o kruczoczarnych włosach, miała przytroczone do pasa dwa miecze świetlne Jej oczy były pomarańczowe, skażone Ciemną Stroną. Obok niej stała dziewczyna, jeszcze niepełnoletnia, o kasztanowych włosach i zielonych oczach. Także miała przy sobie miecz.
- Przestańcie do nas strzelać, idioci - warknęła brunetka - walczymy z tym samym wrogiem!
- Z tym samym? - odpowiedział Sallaros - Ja tu widzę atak na bezbronną planetę.
- Nawet nie sprawdziliście z czym walczymy?
- Vestar, planeta zamieszkała, bogata w zasoby militarne, dzięki rozwiniętym fabrykom wydobywczym i inżynieryjnym...
- I została zaatakowana przez sługi Pań... - kontakt urwał się nagle, gdy na krążowniku rozległ się wybuch po kolejnym ostrzale myśliwców. Wróg wycofał się z walki przez skok w hiperprzestrzeń.
Po powrocie eskadry, zadecydowano o przygotowaniu ekipy, mającej zbadać powierzchnię planety. Dowództwo na Diviniusie przejął generał Rassiel.
Sallaros poprowadził grupę naziemną, w której skład wchodzili, Vorrin'rad, Roel, Witma, Anarelli, Ansarras, Bobeeck i Nitariss. Wylądowali na bombardowanym przez imperialnych obszarze. Sithanki nie kłamały - wszędzie walały się ciała znanych już Tarczy, rogatych potworów. Planeta w tym miejscu była dzika, dookoła walały się powalone ostrzałem drzewa. Jedyny ślad cywilizacji jaki dostrzegli na horyzoncie to nieuszkodzona wieża transmisyjna.
Roel przejęła rolę przewodniczki - ruszyli w tamtym kierunku. Po pewnym czasie wędrówki napotkali uszkodzonego w bombardowaniu droida.
- Chronić boginie... chronić boginie... - powtarzał w kółko mechaniczny głos.
- Wędrowcy, zbliżacie się do obiektu sakralnego. Prosimy o godne zachowanie.- rozległ się głośny komunikat, jakby między drzewami zostały ukryte głośniki. Zaraz potem natknęli się na znany już przedmiot - metaliczną kostkę. Natychmiast, gdy się zbliżyli otworzyła się i usłyszeli głos:
- Wędrowcy, przygotujcie się do próby. Dwa kilogramy razy dwa kilogramy to?
- Cztery... - odpowiedziała Witma, podczas gdy Sallaros usiłował bezskutecznie zabezpieczyć kostkę by zabrać ją ze sobą.
- Cztery razy dwieście kilogramów to?
- Osiemset... co to, stang, ma znaczyć?
- Idźcie dalej. - kostka się zamknęła.
Zrobili tylko kilka kroków, gdy idąca na czele Roel wpadła na niewidzialną ścianę.
Kopuła otaczała ogromny obszar, nawet echolokacja Talyma nie pomogła w pełnym oszacowaniu jej rozmiarów. Obejście ani przeskoczenie przeszkody nie wchodziło w grę. Jednak Sallaros, używając mocy zdołał przerwać barierę... a za pomocą reszty Jedi stworzyli otwór, przez który mogli przejść. Bariera zamknęła się gwałtownie. Przed sobą mieli kolejną barierę... i kolejną kostkę, która zareagowała na ich obecność - podobnie, jak wtedy w Bazie, kostka okazała się być hologramem. Stała przed nimi kobieta... ta sama, co poprzednio.
- Witajcie wędrowcy. Nazywają mnie Panią Zemsty. Aby przejść, musicie mi złożyć ofiarę ze swojej... zemsty.
Jedi sprzeczali się między sobą, jako, że zemsta nie jest drogą Jasnej Strony... aż w końcu Mistrz Anarelli wystąpił do przodu.
- Przysięgam zemstę na moich oprawcach.
- Możecie przejść. Spieszcie się. Sithowie są przed wami.
Kolejna blokada, kolejny hologram i kolejna kobieta, tym razem starsza - jej niebrzydką twarz wyraźnie znaczyły zmarszczki.
- Nazywają mnie Panią Bólu i Cierpienia. Poprzez cierpienie zdobywa się siłę... Złóżcie mi ofiarę ze swojego cierpienia i puszczę Was dalej.
Ponownie wystąpił Anarelli, który szybkim ruchem rozciął swoją dłoń.
- Samookaleczenie jest bezcelowe.
- Teraz mi to mówisz? - warknął - połata mnie ktoś?
Rozwiązaniem okazało się... uderzenie kogoś. Na szczęście, Panie nie wymagały wielkiego cierpienia.
Większym wyzwaniem okazała się kolejna próba...
- Nazywają mnie Panią Miłości i Pożądania. - kolejna postać była młoda i piękna, działała na zmysły każdego. - Tylko ten, kto poczuje pożądanie, będzie mógł iść dalej.
Mistrz Lee nawet się nie zastanawiał, po prostu przeszedł.
Następni byli Talym i Witma... oboje nieco zawstydzeni tym faktem.
Nitariss nakręciła się myślą o kredytach i żigolakach, których może za nie mieć.
Roel, bez ostrzeżenia pocałowała stojącą obok niej Bobeeck - która oburzona dała jej w twarz.. ale przeszły obie.
Vorrin'rad nie odzywał się, ale widocznie jego myśli krążyły wokół kogoś bliskiego, bo także pokonał barierę.
Ansarras wyciągnął z kieszeni jakąś kartkę, którą czytał wielokrotnie, miętoląc ją w dłoniach... czymkolwiek była, podziałało.
Ostatecznie przeszedł zażenowany Mistrz Sallaros.
(I Cor, który włączył sobie pornosy w hełmie, był nieoficjalnie, ale pomysł warty wspomnienia Razz)
- Jakie to upokarzające - mruknęła Witma, patrząc po wszystkich Jedi po drugiej stronie bariery.
Tym razem szli dłużej... od do podnóża nadajnika, który widzieli po wylądowaniu. Kolejny hologram przedstawiał starą, brzydką kobietę.
- Przegraliście Jedi... - hologram wskazał na piedestał przed sobą... który był pusty. - Nazywają mnie Panią Śmierci. Tacy jak wy, przychodzą do mnie po potęgę... w zamian na ofiarę. Jednak moja potęga została skradziona.
Holorgam zamigotał i zamiast staruchy zobaczyli dwie kobiety. Jedna z nich skrywała twarz pod kapturem. Druga, elegancka, miedzianoskóra sithanka odnosiła się do niej z wyraźnym szacunkiem. Kobiety zabrały z piedestału wielościenną kostkę, nieco większą od poprzednio napotkanych. Starucha wróciła.
- Zabrały mi potężny artefakt. Są coraz potężniejsze.
- O bogini, bądź łaskawa wskazać nam kierunek w którym uciekły! - patetycznym głosem poprosił Anarelli.
- Odeszły do gwiazd.
- Jak dawno? - wtrąciła Roel.
- Standardową godzinę temu.
- Bitwa zakończyła się trzy godziny temu... Już ich tu nie ma.
- To był podstęp. Zatrzymały nas na orbicie i same ukradły artefakt!
- O Pani... A czymże są te artefakty? Te kostki?
- Informacjami. Pielgrzymi przybywają do nas by znaleźć Źródło. Tylko ci, którzy przejdą próby są godni by nas odnaleźć. Kostki są naszymi przekaźnikami.
- A co musimy zrobić, by być godnymi?
- Nie mogę wam podać odpowiedzi - Hologram wskazał na puste miejsce na piedestale. - Artefakt jest mapą. Musicie ją odzyskać.
Hologram zgasł, zostawiając przybyłych z ich pytaniami...
avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 202
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach