Ciekawe zlecenie

Go down

Ciekawe zlecenie

Pisanie by Shallaya on Sob Mar 10, 2018 1:59 pm

Gdy tylko stopy Shall dotknęły błotnistej powierzchni Dxuna i pierwsze krople deszczu spadły na jej kark, pomyślała, że powrót był najgłupszym możliwym pomysłem. Przeżyłaby nawet ponowną kąpiel z trującą fauną, byleby tylko zobaczyć słońce
- Stang...
- No, lepiej bym tego nie ujęła. - zaśmiała się Resa, która wyszła jej na spotkanie
- Mam nadzieję, że to przejściowe? - rzuciła na powitanie, strząsając wodę z kaptura.
- O ile przez przejściowe rozumiesz kolejnych kilka miesięcy, to owszem. Przejściowe jak kadencje polityków.
- Nie mogliście wybrać jakieś tropikalnej planety? - jęknęła - chodźmy gdzieś, gdzie nie przemokniemy jak banthy - zarzuciła sobie bagaż z beskar'gamem i najpotrzebniejszym ekwipunkiem na plecy.
- Długo ci zeszło w sumie. Coś po drodze cię przytrzymało?
- Z uszkodzonym stabilizatorem droga na Lordunkee Wanpollię się dłużyła, a to mój zaufany warsztat. No wiesz, mężczyzny i statku byle komu nie powierzę - wyszczerzyła zęby - w drodze powrotnej złapałam pewien kontakt i spędziłam kilka godzin na rozmowie ze zleceniodawcą. Dziwna sprawa. Śmierdzi, ale płacą nadzwyczaj dobrze. Opowiem przy kubku gorącego kaffu - rzuciła torbę do swojego namiotu - I daj mi moment na przebranie się...
-  Pewnie, namiot jest tak jak go zostawiłaś. - przytaknęła - Będę u siebie, bo wspomniałam, że musisz coś zobaczyć.

Po kilku minutach Shall wyłoniła się z namiotu, zakuta w ciemnozieloną zbroję, a głowę pokrywał jej gruby kaptur w tym samym kolorze. Skierowała się do namiotu Resy. Wejście było otwarte, ta uwolniła się z własnego hełmu który leżał na jej biurku, siedziała na krześle i wgapiała się w niewyraźny obraz wyświetlony na holoprojektorze
- Siadaj. - Pokazała gestem dłoni na łóżko  - I popatrz... - odsunęła się z lekka, odtwarzając holonagranie w które wgapiała się chwilę temu. Była na nim przedstawiona kobieta ukryta pod szatami, z kapturem na głowie, mówiła zmodulowanym głosem:

"Znam twoją reputację, Mandalorianko i wiem, że tylko ty możesz mi pomóc. Jedi porwał moje dziecko, a władze nie chcą nic zrobić, mimo że było to nielegalne. Chce je z powrotem, cena nie gra roli."

- Co myślisz? - zapytała Resa, spoglądając cały czas na Shall, jej brew była lekko uniesiona - Sam fakt, że to do mnie dotarło już coś znaczy. Komunikowanie się ze mną jako aruetii graniczy z cudem.
- Ciekawe. Jakieś szczegóły zlecenia, kontakt zwrotny? Śmierdzi mi to brudnym zleceniem. Jeśli dzieciak został wzięty do Zakonu, to nic dziwnego, że Republika nie chce się w to mieszać.
- Miejsce dostarczenia po robocie, i transmisja szła z Zakuul.
- To... bardzo dziwne. W jakim wieku dzieciak? Jaki jetti? Gdzie? Może warto, ale bez dobrego rozeznania nie tknęłabym kijem.
- Młody człowiek. Będzie z nim Jetii i czystokrwista darjetii. Siedzą na Balmorze i wspierają tamtejszą rebelię. Ciekawe, co? A ty, masz coś dodatkowo?
- Czystokrwista? Balmora? Robi się dużo ciekawiej... bo mój kontakt chce usunąć darjetti na Balmorze... Kobietę, najprawdopodobniej matkę - spojrzała w oczy Resie - wierzę w zbiegi okoliczności, ale nie aż takie.
- No, no. Mam tam już grupę zaprzyjaźnionych vode na wywiadzie. Co wyjdzie zobaczymy. Ale to nie zmienia faktu, że to nie jest normalne. Ale ciekawe. I dobrze płaci. A jak mamy zagrać jetii na nosie... Czemu nie?
- Jetti porywa dzieciaka z Zakuul, po czym zaszywa się na Balmorze z towarzyszką - darjetti? Która walczy po stronie Republiki? W dodatku czystokrwistą? Nic tu nie ma sensu - pokręciła głową.
- Ty pracowałaś z jetti. Powiedz mi, czy ty jesteś pewna czy to nie ma sensu. Mishya by się tu kłócił.
- To porwanie mi śmierdzi. Jeśli dzieciak był obdarowany, powinien trafić do Zakonu, a nie na pole bitwy. W dodatku z darjetti.
- Nie wykluczamy tego że to faktycznie przypadek. Cóż. Nie mam nazwisk, ale będę je miała.
- Nie zaszkodzi się rozejrzeć. Ale jeśli mamy stawać przeciwko zjednoczonym siłom jetti i darjetti, a może i jakimś siłom republiki... Potrzebujemy więcej ludzi. Środków. Przygotowania.
- Mamy vode, którzy już nam pomagają z rozeznaniem. Pomogą tam też z samą akcją jako dywersja, wejdą jako pierwsi do środka, żebyśmy my zrobiły swoje.
- Więc daj znać, jak będziemy miały szczegóły, czy warto w to wchodzić.
- Podobno grupa wywiadowcza ma wrócić lada chwilę, więc będziemy wiedzieć więcej za... cóż chwilę.

W tym momencie jej holokomunikator zabuczał, ta włączyła go, przełączając nagranie z holowyświetlacza, teraz, wyświetlany był wizerunek rosłego mandalorianina w pełnym uzbrojeniu, z karabinem w ręku.
"Verd Te'r? Dobrze cię znów widzieć. Powiedz "su'cuy" swojej koleżance, bo nie wiem czy mnie słyszy. Te koordynaty które nam podesłałaś do sprawdzenia, to typowe Balmorrańskie jaskinie z tą różnicą że w tej gnieżdżą się cywile i buntownicy, wspierani przez dość ciekawą parkę. Jetii, młody facet, człowiek, krótkie włosy i tak dalej, typowy republikaniec, i czerwinkę darjetii. Nie wiem w co się pakujesz ani po co ci to, ale z doświadczenia wiem, że takie ciekawe akcje dużo płacą. Jak potrzebujesz czegoś jeszcze, to jesteśmy gotowi w każdej chwili, teraz idę ogarnąć zapasy. Cokolwiek zadecydujesz, daj znać. Ret'."
I holo urwało się, a Resa kiwając twierdząco głową, spojrzała na Shall - A jednak.
- Ani słowa o dzieciaku – zauważyła.
- Mi to wystarczy. Z resztą, skoro to jaskinie, to musieli byśmy wejść do środka żeby się upewnić. Wcześniej przekazali mi że to obszar częstych strzelanin, nie puszczą ad'ike blisko wyjścia skoro tak jest.
- Dobrze by było wywabić jakoś główne siły. Gdyby jetti stanął na czele separatystów w jaskiniach zastaliby cywile i nieliczne siły, przy sprzyjających okolicznościach pod opieką tej czerwonoskórej.
- I tutaj odegrają role moi znajomi. Część zrobi za dywersję, część wejdzie do środka jako nasze wsparcie. -Resa poklikała coś na holowyświetlaczu - Jest i mapa.. - i mówiąc to, włączyła rzeczoną mapę, ukazującą kanion, podziurawiony jak ser, na kilku wyjściach z tuneli. Widać zabudowania, aczkolwiek, obok jest drugi kanion, który nie jest aż tak strzeżony, właściwie nie jest wcale pilnowany - Zaraz zmajstruję parę droidów na zwiad, powinno pójść sprawnie, wyślę je jako 'wsparcie od republiki' czy coś takiego. Powinno nam dać więcej niż wystarczająco.

Kolejne dni minęły na pakowaniu, zabezpieczaniu obozu i planowaniu. W końcu wyruszyli na Prześladowcy, z zadokowaną magnetycznie Modliszką Shallay'i, zgarniając po drodze pluton młodych, chętnych do akcji Mandalorian.
Zgodnie z planem, Mishya z małą Kae i Savine stanowili wsparcie ogniowe z Prześladowcy. Udało się nawiązać kontakt z dowództwem Imperium na planecie i ustalono warunki współpracy. Główne siły miały zostać rzucone do walki z Rebeliantami, podczas gdy Resa i Shallaya z niewielką grupą Mandalorian miały dostać się do systemu jaskiń i wykonać zadanie.

Na Balmorze był jasny, prawie-słoneczny dzień przerywany co rusz odgłosem jakichś strzałów - od dawna na tej planecie to był najbardziej powszechny dźwięk i nikogo już to nie dziwiło. W niewielkim, dobrze ukrytym kanionie był zadokowany "Prześladowca", wielka, jedyna w swoim rodzaju mandaloriańska fregata. Wokół statku było pełno otworów, wejść do sieci jaskiń które otaczały improwizowany dok dla wielkiego statku z każdej strony, i w którym mieściły się obozowiska.

Około 140 kilometrów od kanionu był inny obóz, na skraju wąwozu poniżej którego trwała ciągła strzelanina. O ile w kanionie nie było żadnego aruetii, w tym nad urwiskiem towarzystwo było przeplatane, kilkunastu ochotników mandalorian oraz najemnicy którzy przylecieli za ogłoszeniem, obie grupy czekały na sygnał.
W końcu rozgorzała walka między Imperium a Rebelią, na czele której stał Jedi.
To był ich znak.


Bitwa na zewnątrz trwała w najlepsze. Mandalorianie i najemnicy, wraz z imperialnymi niedobitkami przelewali krew z buntownikami po drugiej stronie kanionu, gdy grupa Resy i Shall dotarła do jaskiń. Po drodze zostawili dużo ciał, zginęła cała grupa najemników, poza jednym, oraz kilku Maldalorian. Buntownicy byli przyparci do muru i walczyli zaciekle.
- Vakashi za mną – rozkazała Resa, gdy zbliżali się do serca kompleksu – nie puszczę naszych bez rozpoznania. Jeśli jacyś najemnicy przeżyli to też za mną.
- Zdechli – odpowiedział chrapliwym, pozbawionym emocji głosem młodzieniec.
- Sam zostałeś, hm? Albo oni byli tak nędzni, albo ty jesteś przydatny. Idziemy.

Grupa trzech osób nie napotykając nikogo szybko dostała się do centrum.
- Pusto – zakomunikowała Resa wychylając się zza zasłony. - Widzę nasz cel. Powinno pójść łatwo.
- Nigdy nie jest łatwo – rzucił najemnik pod nosem.
- A dzieciak? - zapytała Shall przez wewnętrzny komunikator.
- Jak on wyglądał? Widzę dwoje.
- Starszy chłopak. Ale możemy zgarnąć dwójkę i przytulić bonus. - wzruszyła ramionami, chociaż przez zbroję ten ruch był ledwo widoczny.
- Młodsze jest chyba jej. Tak samo szkaradne. - Powiedziała Resa i podniosła rękę z komunikatorem do ust.
- Cel oznaczony, ruszamy – rozkazała i skinęła na pozostałą dwójkę wstając zza zasłony z dwoma pistoletami wycelowanymi prosto w czystokrwistą sithkę. Ta na jej widok warknęła i odpaliła miecz.
Shallaya została ukryta, przemknęła bokiem na flankę, szukając dogodnej pozycji do strzału. Po chwili dotarła reszta grupy, najemnik osłaniał tyły.
Mnadalorianie w większości młodzi, część miała wibromiecze zamiast broni palnej. Narwani, niedoświadczeni, rzucili się na kobietę, licząc na szybkie zwycięstwo i chwałę. Nie docenili przeciwnika. Darjetti cięła mieczem jak w transie, wspomagając się Mocą.
Shallaya ze swojej pozycji nie mogła nic zrobić poza patrzeniem jak kolejne trupy padają u stóp czerwonej, tym bardziej najemnik który trzymał się z tyłu. Mruknęła coś o mięsie armatnim i rozejrzała się, znajdując nawis skalny. Wspomagając się plecakiem odrzutowym wskoczyła na nią i wycelowała czekając na dogodny moment. W tym momencie zobaczyła jak zbłąkany strzał trafia prosto w twarz śpiącego niemowlęcia. Przeklęła szpetnie i odnalazła wzrokiem chłopca, skrytego za skrzyniami, najprawdopodobniej uśpionego Mocą.
- Młody! - wrzasnęła z góry na najemnika – Zabezpiecz dzieciaka! - wskazała mu kierunek i wróciła do walki. Przerzedziło się, więc oddała dwa strzały, oba odbite z łatwością.
Darjetti, walczyła pokryta kurzem i krwią, częściowo tylko własną. Była osłabiona, raniona, ale zdesperowana. Resa odpaliła własny miecz świetlny, swoje ulubione trofeum, i starła się z kobietą. Sithka odpierała ataki, eliminując metodycznie wrogów aż  padł ostatni z Mandalorian. Shallaya zobaczyła kątem oka, że najemnik znalazł chłopca.
Resa rozejrzała się dookoła szacując straty i to był jej błąd. Sithka dźgnęła prosto w rękojeść jej miecza, który zgasł, a tylko rękawica z beskaru ochroniła jej dłoń przed przecięciem.
W tym momencie padł strzał ze strony Shall, sithanka go odbiła, ale dała tym samym cenne sekundy Resie. Ta błyskawicznie cofnęła rękę, odrzucając bezużyteczną broń i sięgnęła po pistolet na naboje analogowe. Strzeliła. Kobieta zasłoniła się mieczem, ale metalowy nabój przechodząc przez plazmę stopił się i trafił ją w twarz.
To był moment, na który czekała Shallaya, gdy zaskoczona i oszołomiona sithanka cofnęła się, oddała strzał z drugiego pistoletu, biorąc poprawkę na ruch…
...i jej strzał przeszedł przez jej głow, wylatując z drugiej strony i przelatując dokładnie między nogami Resy.
Shallaya odpaliła plecak i zeskoczyła z półki skalnej, lądując obok ciała.
- Ładny strzał – skomentowała Resa, owijając blaster na palcu przed schowaniem go do kabury.
- Mogłam trochę przesadzić z podkręcaniem mocy. A ty musisz naprawdę potrzebować adrenaliny, żeby mierzyć się na latarki z darjetti – mruknęła, trącając czubkiem buta głowę kobiety.
- Miałam wszystko pod kontrolą! Gdybyś nie była pierwsza, obezwładnienie jej zajęłoby mi najwyżej kilka chwil… co jest? - przerwała patrząc na Shall, która skamieniała wpatrywała się w twarz trupa.
- Stang, stang, stang… - jęknęła Shall cofając się jakby ją poraziło.
W tej chwili zza skrzynek wyłonił się młody najemnik z dzieckiem na rękach.
- No, mamy to po co przyszliśmy. Zabierajmy się stąd. - stwierdziła Resa i odpaliła komunikator.
- Ja... Tak, jasne. - otrząsnęła się i schyliła się po miecz sithanki. - Chodźmy, zanim wróci pan domu.
- Śmierć – wychrypiał najemnik, patrząc na ciało.
- Tak czy inaczej, ładny strzał.
- Dzięki. Gdyby nie ta bezmyślna banda banthich zadów, która rzuciła się jak wściekłe psy akk na ciele, udałoby się uniknąć tylu strat…
- Ciała… tak. - ponownie odezwał się najemnik i wyciągnął ręce z nieprzytomnym chłopakiem.
- Młody? Dobrze się czujesz? - Shall zastanawiała się, czy najemnik nie jest w stanie szoku.
- Zawsze tak jest. Młodzi chcą zaznać chwały, starzy żyją na tyle długo by poznać jej cenę. Zwą cię jakoś? - Resa zwróciła się do najemnika.
- Crai.

...
Droga powrotna minęła bez niespodzianek. Bitwa na powierzchni była skończona.
W obozie Resa pilnowała centrum dowodzenia zbierając raporty. Straty były duże. Około sto osób z ich strony, wszyscy imperialni, większość najemników na około stu-czterdziestu poległych ze strony buntowników.
Shallaya milczała całą drogę, teraz też stała bezwiednie i obserwowała krzątaninę.
- Coś czuję, że chcesz mi coś powiedzieć.
- Hm? - wyrwała się z letargu.
- Coś się stało tam na dole - Resa oparła się o komputer ze skrzyżowanymi ramionami.
- Ja… znałam ją. Nazywała się Shurr. Nie wiedziałam o tym, kiedy brałam to zlecenie...I wiem kim jest ten jetti który prowadził bunt.
- Starzy znajomi, co? Cóż i tak bym je wzięła, nie każde zlecenie jest warte tyle, żeby ruszyła shabs z Dxuna.
- Ja bym nie wzięła.
- Czasu nie cofniesz. Ale jak dla mnie, jeden martwy magik zawsze na plus.
- Nie cofnę. Ale teraz muszę coś załatwić. Poinformować moich pracodawców… i oddać to – podrzuciła zdobyczny miecz Shurr. - Wrócę na Dxun jak najszybciej się da.
- Jasne. Za tydzień na Dxunie. Tylko kup kaff, bo się skończył! - pożegnała się Resa i odeszła porozmawiać z Crai'taramem, jedynym ocalałym najemnikiem, który zapracował sobie na jej zainteresowanie.

_________________
Shallaya | Nehalennya | Rachaella |
Nitariss | Zania
avatar
Shallaya
Strażnik Holocronów
Strażnik Holocronów

Liczba postów : 202
Join date : 03/04/2016
Age : 26
Skąd :

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach